Lekarze nie dawali jej już szans. Potrzebna pomoc dla chorej Laury

– Zamknęli drzwi od neonatologii i tam wszystko się zaczęło. Lekarze przebiegali przez korytarz. Gdy już mnie tam wpuścili, zapytali, czy mają zawołać księdza… – mówi wzruszony Łukasz Rudnicki. Jego córka Laura, której lekarze nie dawali już szans, przeżyła i cały czas walczy o powrót do zdrowia. Potrzebne są pieniądze na rehabilitację. Możemy jej pomóc

Laura to wyjątkowa dziewczynka pod wieloma względami. Od urodzenia walczy o powrót do zdrowia. Jest pierwszym w Polsce noworodkiem, u którego zastosowano hipotermię leczniczą. Lekarka z Wrocławia, która zajmowała się dziewczynką, ochrzciła ją „zimną Laurą”, bo leczono ją obniżając jej temperaturę do 32 stopni.

Jeśli historia dziecka rozpali wasze serca, wpłaćcie choćby najmniejszą kwotę na pomoc w leczeniu.

Jedna wielka nerwówka

Laura to drugie dziecko Pauliny i Łukasza, na które długo czekali. Ciąża przebiegała bez zakłóceń. Była niedziela 34. tygodnia ciąży, kiedy Paulina dostała krwotoku. Trzy dni wcześniej była u ginekologa. Wszystko było w porządku. Nic nie zapowiadało koszmaru, który się wydarzył.

Z krwotokiem na stół porodowy trafiła ponad godzinę po przyjeździe do szpitala. – Kiedy tętno Laury zanikało, nie było lekarza, który mógłby wykonać cesarskie cięcie, co przyczyniło się do tego, że moja malutka myszka urodziła się nie oddychając – mówi przez łzy Paulina Rudnicka.

Jej mąż dodaje: – Stałem w tym czasie na korytarzu z innym ojcem. Przywieźli jego dziecko, był szczęśliwy, jak to ojciec na porodówce. Pomyślałem, że zaraz będę czuł się podobnie. Za chwilę wyjechała Laura i zaczęła się jedna wielka nerwówka, której nie zapomnę do końca życia. Kazali mi się odsunąć i pomóc poprzenosić akumulatory od jakiejś aparatury. Okazało się, że moja córeczka nie oddycha…

Drzwi oddziału się zamknęły. – Lekarze przebiegali przez korytarz. Gdy już mnie tam wpuścili, zapytali, czy mają zawołać księdza. I czy w ogóle chrzcimy dziecko… – dodaje ojciec dziewczynki.

Noworodek był w stanie krytycznym. Mózg Laurki był niedotleniony, doszło zachłystowe zapalenie płuc, niewydolność nerek i trzustki. Do tego wylewy krwi do mózgu.

Cały czas dziewczynka była intubowana.

Hipotermia w karetce

Łukasz: – Dostałem na twarz pytanie: ratujemy dziecko czy żonę? Nie jestem w stanie na dziś powiedzieć, co im wtedy odpowiedziałem. Córeczka miała lecieć helikopterem do Zielonej Góry na neonatologię, gdzie chcieli ją poddać hipotermii, ale tam nie było miejsca. Doszli do wniosku, żeby jechać do Wrocławia, ale nie było helikoptera, więc miała pojechać karetką.

Dzięki nowoczesnemu sprzętowi ufundowanemu przez Generali Polska i Fundację The Human Safety Net dziewczynka została poddana terapii hipotermii w trakcie transportu do ośrodka we Wrocławiu. Jest pierwszym w historii polskim noworodkiem, u którego zastosowano tę formę leczenia w karetce.

– W takiej sytuacji im wcześniej zastosuje się hipotermię, tym lepiej, dlatego postanowiliśmy zastosować ją w karetce pogotowia. Mogliśmy zrobić wszystko, co medycyna światowa może zaoferować na pierwszym etapie, tylko dlatego, że ostatnio dostaliśmy odpowiedni sprzęt do stosowania hipotermii leczniczej w karetce neonatologicznej – mówi dr Marzena Michalak-Kloc, kierowniczka klinicznego oddziału neonatologii zielonogórskiego szpitala.

Na marginesie warto dodać, że kiedy Laura doszła do siebie, w domu odwiedził ją sam prezes zarządu spółki Generali Polska Andrea Simoncelli.

– Cieszymy się, że ufundowany przez nas sprzęt już pomaga potrzebującym noworodkom, przez co ma realny wpływ na ich lepszą przyszłość, zapobiegając niepełnosprawności czy nawet śmierci – mówił w trakcie tego spotkania Simoncelli.

Cała w rurkach

Wróćmy do 10 listopada 2019 r. i karetki pędzącej z Laurą do Wrocławia. Po drodze dziewczynka była dwukrotnie reanimowana, bo funkcje życiowe się zatrzymały. Tego samego dnia wieczorem po raz trzeci przestała oddychać i reanimowano ją kolejny raz.

Za karetką do Wrocławia pojechał Łukasz Rudnicki. – Kiedy wszedłem na oddział, trwała bardzo trudna walka o życie. Tam w jednej sali było tylu różnych lekarzy, że tu, w Nowej Soli, na całym oddziale tylu nigdy nie widziałem. Trwały różne konsultacje, co chwilę podpisywałem nowe dokumenty, nowe zgody. Pani doktor, prof. Agnieszka Szafrańska, wzięła mnie do siebie do gabinetu i wytłumaczyła, z jak trudną sytuacją się mierzymy. Czułem wielki smutek, bo ja sam nic nie mogłem zrobić, a walka trwała – wyznaje ojciec Laury.

Jej mama wyszła za szpitala dwa dni po porodzie. Szybko pojechała do Wrocławia.

– Pozwolili mi podejść i zobaczyłam ją całą leżącą w tych rurkach. Proszę mi wierzyć, tego nikt nie chce widzieć. Jak zaczyna pikać aparatura i masz przed oczami, że znowu może stanąć serce… To jest koszmar – mówi mama dzielnej Laury.

Przez 72 godziny dziewczynka była poddawana hipotermii. – Ciało cały czas było chłodzone, żeby mózg nie wyniszczał zdrowych komórek. Ja sobie tak to tłumaczę, że mocno chciała żyć. I można powiedzieć, że się udało, bo na dziś prawidłowo się rozwija. Ale co będzie dalej? Nikt nam tego nie powie. Nie wiemy, co będzie za rok, za dwa. Lekarze nam powiedzieli, że na teraz jest dobrze, ale nie wiadomo, jak będzie dalej – podkreśla Paulina Rudnicka.

Potrzebujemy modlitwy i rehabilitacji”

Od momentu wypisania z wrocławskiej klinki rozpoczęła się dalsza walka o powrót dziewczynki do zdrowia. Ma w tym przede wszystkim pomóc rehabilitacja.

Rodzice długo zmagali się z kosztami korzystając z własnych pieniędzy i tych otrzymanych od rodziny. Niestety, koszty są nie do udźwignięcia.

Dlatego z końcem marca na portalu Zrzutka.pl ruszyła zbiórka pomocowa, którą założyła Paulina Rudnicka.

– Sami nie dalibyśmy rady. Mąż był sceptycznie nastawiony, była męska duma, bo do tej pory sami sobie radziliśmy, ale jak odeszła ta rehabilitacja, to nie ma szans. Na początku założyłam zbiórkę bez wiedzy męża, bo jako matka zrobię wszystko. Jakbym mogła, to oddałabym jej własne serce. Nikt nie wie, jak to się skończy. Ważne, żeby Laura była z nami i była zdrowa. Nic innego się nie liczy – mówi nowosolanka, która błaga o pomoc dla swojej córeczki.

Na dziś w zbiórce internetowej udało się zebrać ponad 13 tys. zł [piątkowe południe]. Cel zakłada kwotę 200 tys. zł.

Paulina: – Nasza niunia wymaga codziennych ćwiczeń, by zminimalizować napięcie mięśniowe i żeby mózg po wylewach doszedł do siebie, podobnie jak cały organizm. Laurze po tak ciężkim starcie grozi dziecięce porażenie mózgowe, małogłowie i wiele innych chorób. Żeby do tego nie doszło, potrzebujemy modlitwy i dużo rehabilitacji.

Indywidualny numer konta zrzutki dla Laury: 77 1750 1312 6884 9745 2277 4321.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content