Coraz bliżej finału sprawy przedszkolanki Róży D. Jeden z rodziców: Syn się jej bał

– W moim odczuciu na tym przedstawieniu dzieci były wciągnięte do pewnego rodzaju linczu na Krzysiu* – mówił w śledztwie jeden ze świadków. Za nami kolejna rozprawa Róży D., byłej nauczycielki przedszkola w Lubięcinie, która nad Krzysiem miała się znęcać

Sprawa Róży D. odbiła się dużym echem. To nauczycielka przedszkolna z ok. 30-letnim stażem, była dyrektorka przedszkola w Lubięcinie. Szefowała mu w latach 1998-2015. Gdy powstał Zespół Edukacyjny, została jego wicedyrektorką.

Śledczy zarzucają D., że „od bliżej nieustalonej daty 2016 r.” do września 2018, poprzez szarpanie i popychanie, wielokrotnie naruszała nietykalność cielesną małoletnich dzieci, wychowanków placówki. Akt oskarżenia zawiera także zdarzenie z listopada 2017 r., kiedy Róża D. miała popchnąć Krzysia tak, że uderzył plecami – tu cytat – „o bliżej nieokreślone twarde podłoże lub inny twardy przedmiot”. To spowodowało u niego dużego sińca na tułowiu.

Niegrzeczne dzieci miały być też wyprowadzane do kuchni, a tam pozostawiane bez opieki.

Oskarżycielką posiłkową jest mama Krzysia. Chłopiec cierpi na zaburzenia integracji sensorycznej.

D. nie przyznaje się do winy.

Zając

Na piątkowej rozprawie zeznawała m.in. kobieta, która pracę w lubięcińskim przedszkolu zaczęła we wrześniu 2018 r. Wcześniej – od 2015 – pracowała w tamtejszym Zespole Edukacyjnym. Najpierw poprosiła sąd o przeczytanie jej wcześniejszych zeznań.

„W czasie mojej pracy niejednokrotnie zdarzało się – mówiła śledczym w postępowaniu przygotowawczym – że pracowałam razem z Różą D. na jednej sali. Nie widziałam żadnych konkretnych sytuacji, w których pani Róża miałaby w jakikolwiek sposób znęcać się nad dziećmi. Faktycznie nieraz widziałam, jak pani Róża była zdenerwowana. W mojej ocenie to jej zachowanie mogło być spowodowane tym, że ona nie jest już dyrektorem, nie może rządzić i teraz nad nią jest ktoś inny. Mnie osobiście żadne dziecko ani rodzic nie zgłaszali żadnych incydentów w związku z nieprawidłowym traktowaniem przez panią Różę”.

A jednak współpracowniczka Róży D. opowiedziała o pewnej sytuacji, która utkwiła jej w głowie. Musimy cofnąć się do przedstawienia wielkanocnego w przedszkolu w 2018 r. Kobieta zeznawała przed śledczymi: „Pamiętam, że pani Róża była wtedy przebrana za zająca wielkanocnego (…). W pewnym momencie kazała wstać Krzysiowi i przeprosić wszystkie dzieci za to, że jest niegrzeczny, bo jak tego nie zrobi, to zajączek nie da prezentów. Pamiętam, że Krzysiu mówił, że nie przeprosi. Widziałam, że dzieci były ogólnie zdziwione całym tym zdarzeniem i że zaczęły mówić między sobą, że Krzysiu jest zawsze niegrzeczny. W moim odczuciu na tym przedstawieniu dzieci były wciągnięte do pewnego rodzaju linczu na Krzysiu, który był dzieckiem specyficznym i nie powinien otrzymywać takich negatywnych bodźców”.

Kobieta przed sądem potwierdziła, że podtrzymuje swoje zeznania. Nie pamiętała, od kogo konkretnie słyszała, że oskarżona wysyła dzieci za karę do kuchni. – Wszyscy dookoła o tym mówili – stwierdziła.

Poczułam się obarczona winą”

Mec. Piotr Haładuda, pełnomocnik mamy Krzysia, pytał świadka, czy gdy Róża D. była zdenerwowana, używała jakiejś – nawet łagodnej – formy przemocy wobec dzieci. Czy przestawiała je, gdy jej nie słuchały?

– Czasami zdarzało się, że przestawiła – powiedziała nauczycielka. – Choćby wtedy, gdy dziecko nie chciało się ustawić. Np. gdy miało ustawić się w kole, to prosiła raz, drugi, a gdy dziecko tego nie robiło, to w końcu przesuwała je w odpowiednie miejsce.

Matka Krzysia zapytała: – Czy odniosła pani wrażenie, że dzieci bały się Róży D.?

– Takiego wrażenia nie odniosłam, bo w tym okresie byłam w przedszkolu dość sporadycznie ze względu na to, że pracowałam w szkole. Przychodziłam tylko po południu. Wtedy było po prostu mało dzieci. Tylko od jednej mamy usłyszałam, że dziecko się boi – odpowiedziała nauczycielka.

Mec. Michał Sienkiewicz, obrońca D., pytał, czy przesłuchiwana nauczycielka była świadkiem trudnych sytuacji związanych z Krzysiem. – Była taka sytuacja – opowiadała – że dzieci miały posprzątać zabawki, a Krzysiu zaczął je rozwalać, nie chciał sprzątać. Po kilku upomnieniach nie chciał wykonać mojego polecenia, więc poprosiłam, żeby stanął w tzw. kąciku złości, który miał na celu rozładowanie złych emocji u dziecka. Nie chciał, ale w końcu stanął i strasznie krzyczał. Kucnęłam przy nim i próbowałam wytłumaczyć, o co mi chodzi. I powiedziałam: będę liczyła do 10, a ty się uspokój. Zaczęłam liczyć „jeden, dwa”, a Krzysiu dopowiadał szybko „trzy, cztery” itd. I zaczął mnie bić. Przytrzymałam go wtedy za ręce.

D. jest przykro

Jako drugi zeznawał ojciec dwójki dzieci, które chodziły do przedszkola w Lubięcinie. Sąd pytał, jak zachowywała się Róża D. w stosunku do jego syna.

Świadek: – Myślę, że w stosunku do naszego syna było w porządku, ale po spotkaniach z panią Różą, szczególnie tam na górze [w małej salce w przedszkolu – red.], był rozwalony. Całą drogę szedł normalnie, ale jak już wchodził do domu, to po prostu roznosiło go, kładł się na podłodze i nie dało się go opanować. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale takie rzeczy się działy. A wobec córki było kilka zdarzeń. Zareagowaliśmy na jedno. To było sześć-siedem lat temu. Na początku córka chciała chodzić do przedszkola i aż się tam rwała, a po jakimś czasie nie dawała się do niego zaprowadzić, płakała.

Mężczyzna stwierdził, że z żoną byli jednymi z nielicznych rodziców, którzy zareagowali: – Dałem znać pani Róży, że dzieje się źle. Problem leżał w traktowaniu dzieci.

Pewnego dnia świadek włożył podsłuch do torebki córki. Sąd przytoczył wcześniejsze zeznania mężczyzny: „To, co usłyszałem, zmroziło mi krew w żyłach. Na nagraniu było słychać, że na sali była pani Róża i [tutaj pada imię i nazwisko innej nauczycielki], która bardzo krótko tam pracowała. Na tym nagraniu słychać, jak ta pani [nauczycielka, która krótko pracowała] mówi np. do jakiejś dziewczynki „ty suko”. Ogólnie ja już nie pamiętam dokładnie wszystkiego, ale na tych nagraniach było wyraźnie słychać, jak bardzo obie panie krzyczały do dzieci. Przy czym w mojej ocenie nie było to zachowanie wychowawcze – wprost przeciwnie. Zakrawało o znęcanie nad małoletnimi dziećmi”.

Sąd spytał świadka, czy jego syn bał się D. Odparł, że tak. – W szczególności po godzinie wychowawczej – sprecyzował.

Róża D. skomentowała to, co w sali sądowej mówił o niej mężczyzna: – Jest mi bardzo przykro.

On jej odpowiedział: – Mnie też, bo nie powinniśmy się tutaj spotykać.

Kolejna rozprawa odbędzie się w czerwcu.

*imię dziecka zmienione

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content