Mirosław Kasprowicz wiceszefem lubuskiej siatkówki [ROZMOWA]

Działacze wybrali nowe władze Lubuskiego Związku Piłki Siatkowej. Jej szefem znowu został Tomasz Paluch. Wiceszefem – nowosolanin Mirosław Kasprowicz, trener Aresa. – Buduje się nowa hala, Astra chce awansować do I ligi, Ares chce wspiąć się na poziom II ligi kobiet. To byłaby realizacja siatkarskich marzeń w Nowej Soli – snuje plany Kasprowicz

Mateusz Pojnar: To jak się do pana zwracać – panie prezesie?

Mirosław Kasprowicz: Daj spokój, nie żartuj, nie lubię tytułów [uśmiech]. Kadencja poprzedniego zarządu LZPS, w którym też byłem, z powodu koronawirusa siłą rzeczy była pięcioletnia, bo w ub. roku nie mogliśmy przeprowadzić nowych wyborów.

Teraz to było konieczne, bo niedługo będziemy wybierać nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej, a zrobią to nowi delegaci poszczególnych okręgowych związków, w tym ja.

Ile osób wybierało nowe władze siatkówki w Lubuskiem?

Z łącznie 61 osób praktycznie wszyscy zagłosowali. Prezes Aresa Radek Abramczyk został koordynatorem wojewódzkiej siatkówki plażowej. A już od roku Rafał Snoch, kolejny trener Aresa, jest koordynatorem minisiatkówki.

Pan dalej będzie prowadził jedną z kadr?

Tak, od stycznia przyszłego roku przejmę lubuską kadrę 2008 r. Edek Szwec z Astry jest trenerem kadry chłopców, tak że jesteśmy mocnym siatkarskim okręgiem i mamy silną reprezentację.

A rozmawiał pan już wstępnie z nowym-starym prezesem Tomaszem Paluchem, czym konkretnie będzie się pan zajmował w LZPS?

Zacznijmy od tego, że to jest funkcja społeczna, a pracy jest dużo. Według statutu musimy spotykać się raz na dwa miesiące, ale jest dużo spraw do załatwiania: m.in. przeprowadzanie wszystkich rozgrywek szczebla wojewódzkiego: począwszy od minisiatkówki, przez Kinder+Sport, młodzików, kadetów, juniorów, a kończąc na trzecioligowych rozgrywkach. Do tego trzymamy pieczę nad lubuskimi kadrami, wydawaniem licencji klubom, zgłaszaniem siatkarzy, pisaniem projektów ministerialnych czy do urzędu marszałkowskiego itd.

Jest stres czy raczej poczucie odpowiedzialności?

Bardziej odpowiedzialność z racji nowej funkcji. W poprzednim zarządzie byłem koordynatorem siatkówki młodzieżowej dziewczyn.

Dla mnie to jest zaszczyt, bo zostałem wybrany spośród wielu osób. Miałem drugie miejsce, jeśli chodzi o ilość głosów wśród 61 delegatów z całego województwa. To dla mnie bardzo miłe, że powierzyli mi te zadania. Głosowała na mnie również opozycja.

Jakie były ostatnie lata dla lubuskiej siatkówki?

Myślę, że dobre. Olimpia Sulęcin utrzymała się na zapleczu PlusLigi. Do tego mamy pięć drugoligowych drużyn.

Troszeczkę brakuje nam jeszcze II ligi kobiet, szczebla centralnego. Kiedyś była kuźnia talentów w Zawiszy Sulechów, dziewczyny zdobywały tam mistrzostwo w I lidze. Akurat wtedy, kiedy zamknęli ekstraklasę kobiet – przez jeden sezon nie było żadnego awansu ani spadku. Dostały medal za 10 zł i to był koniec. I później z różnych względów ten zespół się posypał. Teraz sulechowska siatkówka kobiet dopiero się odradza, jest w trakcie budowanie na nowo.

Z drugiej strony powstały fajne małe ośrodki szkolenia. To jest cel prezesa Palucha i ogólnie nasz: pobudzić mniejsze siatkarskie ośrodki do rozwoju. Tak jak to robią np. akademie piłkarskie. Żeby urozmaicić i upowszechnić nasz sport w miejscach, gdzie siatkówka jest uboższa, np. w powiatach świebodzińskim, słubickim czy strzelecko-drezdeneckim. Tam siatkówka nie dochodzi, nie dzieje się też praktycznie nic w sporcie żeńskim, a my chcemy to zmienić.

A inne plany?

Mamy zamiar ściągnąć na mecze w Lubuskiem którąś z naszych reprezentacji. Chociażby kobiet, nawet młodzieżową, żeby zagrała np. w Nowej Soli. Przecież buduje się nowa hala sportowa. Powinniśmy robić wszystko, żeby mniejsze ośrodki też były w taki sposób prezentowane. Nie chodzi mi o pierwszą reprezentację mężczyzn, bo za tym idą wielkie pieniądze, musi być spora hala, powyżej 10 tys. widzów.

Ważne będzie również szkolenie naszej młodzieży. Teraz Zielona Góra gra w półfinale mistrzostw Polski kadetów i jest jednym z faworytów do finału. Jeśli chodzi o dziewczyny – gdy trafiamy na dalszym szczeblu rozgrywek na ekipę z Dolnego Śląska albo Mazowsza, to bijemy się, ale zawsze jednak czegoś brakuje. Pokazujemy za mało, żeby wejść do półfinałów.

Zawsze żartuję, że w tym sezonie w Europie nikt nie był w stanie pokonać ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, a dokonał tego Ares na młodzieżowych ćwierćfinałach mistrzostw kraju dziewczyn [uśmiech].

Wracając do młodzieżowej siatkówki – czyli chcecie dążyć do tego, żeby zrównać sportowo poziom Lubuskiego i np. Górnego Śląska? Jeśli w ogóle to ma się udać, to przed wami wieloletnia praca.

To na pewno. Strzałem w dziesiątkę było to, że Lubuskie dołączyło do dolnośląskiej III ligi kobiet. My, Ares, gramy młodzieżą plus trzema-czterema seniorkami, które są studentkami. Tak samo kluby z Zielonej Góry i Zbąszynka. Dochodzą słuchy, że Gorzów też będzie chciał ogrywać w ten sposób młodzież. Bo w zespołach z Dolnego Śląska często grają doświadczone zawodniczki, z fajną siatkarską przeszłością i można się sporo nauczyć.

Dzięki drodze S3 potrzeba zwykle raptem półtorej godziny, dwóch na dojazd na mecz dolnośląskiej ligi. Dla województwa to dobrze marketingowo, że gramy w tej lidze, ale i sportowo – zawodniczki nabierają doświadczenia, mimo że prawie we wszystkich grach zespołowych województwo lubuskie nie jest jakieś super. Mamy 1,2 mln mieszkańców i trudno konkurować ze Śląskiem, który ma ponad 6 mln.

Według pana jak się ma nowosolska, powiatowa siatkówka? Pytam szerzej o powiatową, bo widać, jak fajnie siatkarsko rozwija się Kożuchów.

Nawiązując do tego, co mówisz, kontrkandydat prezesa Palucha proponował, żeby rozmawiać z wójtami i burmistrzami gmin, gdzie są braki w kontekście siatkówki. Ale to nie na tym polega. W każdej gminie musi się znaleźć człowiek, pasjonat. I w Kożuchowie znaleźli się Kuba Czarnecki i jego mama Ania, którzy robią w UKS SG świetną robotę od podstaw.

Oczywiście pomoc miasta też jest bardzo ważna. Przykład to Nowa Sól, która się bardzo dobrze rozwija, dzięki czemu jest lepsze finansowanie sportu: przecież gdyby nie pieniądze z miasta, jakakolwiek dyscyplina by u nas nie ruszyła. Mamy tradycje siatkarskie od kilkudziesięciu lat. W latach 90. były chude lata w każdym sporcie, bo padały nasze zakłady, ale później ten sport się odradzał.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Buduje się nowa hala, Astra chce awansować do I ligi, Ares chce wspiąć się na poziom II ligi kobiet. To byłaby realizacja siatkarskich marzeń w Nowej Soli. LZPS-owi to się też marzy. W ogóle życzę Astrze, żeby śladem Zawiercia czy Suwałk zawitała kiedyś w PlusLidze. Ale wtedy trzeba mieć w budżecie kilka milionów złotych.

W Lubuskiem mamy bardzo mocną plażówkę. Jesteśmy w pierwszej piątce-szóstce wśród województw. Zdobywamy medale, sam pisałeś teksty o sukcesach naszej Julki Sobczak.

Rzeczywiście poważnie myślicie o tym, żeby w przyszłym sezonie zrobić z Aresem II ligę? Bo ten ostatni był dla nas bardzo optymistyczny.

Szczerze? Tak, będziemy próbować. Jest zielone światło od miejskich władz. Wiemy o tym, że sportowo nie odstajemy np. od Opola, które akurat weszło do II ligi.

Pan dostał ostatnio złotą odznakę PZPS. Jest duma?

Na pewno, byłem zaskoczony, a nawet zszokowany. Pięć lat temu na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym dostałem srebrną odznakę. To jest bardzo miłe uczucia. Taka nagroda za to, że jestem w siatkówce od 20 lat, prowadzę z sukcesami kadry województwa od 2008 r. W jednym z sezonów zajęliśmy z Lubuskiem szóste miejsce w finałach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. To jest ciężka praca, ale daje satysfakcję.

Które momenty z tych 20 lat wspomina pan najlepiej?

Kiedyś napisałeś fajny tekst, gdy prowadziłem III ligę Aresa i wygraliśmy u siebie z zapleczem Gwardii Wrocław 3:0, akurat miałem 40. urodziny. W II lidze z kolei wygrałem z młodzieżową reprezentacją Polski 3:2 i też miło to wspominam.

Przez lata na różnych szczeblach szkolenia jako trener siatkówki halowej miałem w Lubuskiem srebrne i brązowe medale, ale brakowało mi złota. I w ub. roku, kiedy zespół kadetek tworzył się w bólach, ale dziewczyny ciężko pracowały, udało nam się zdobyć złoto. To był też ważny moment. Turniej finałowy w hali przy ul. Św. Barbary to był horror.

Polski Związek Piłki Siatkowej przyznał nowosolanom złote i srebrne odznaki:

prezydent Nowej Soli Jacek Milewski – złota

prezes Aresa Radosław Abramczyk – złota

wiceszef LZPS i trener Aresa Mirosław Kasprowicz – złota

prezes Astry Przemysław Jeton – złota

trener Aresa Rafał Snoch – srebrna

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content