Zrobił 2000 podciągnięć na drążku… w 10 godzin! Taki challenge [ROZMOWA]

– Nasz potencjał jest nieograniczony i możemy o wiele więcej, niż myślimy. Wyzwania traktuję jako trening umysłu – mówi Szymon Nieścior. Niedawno wpadł na zwariowaną myśl. Postawił sobie cel: podciągnę się na drążku 2000 razy w 10 godzin. Za długich przerw sobie nie robił. Udało się, choć pod koniec myślał, że odpadną mu dłonie

Mateusz Pojnar: 2000 podciągnięć bez dłuższej przerwy w ciągu 10 godzin? To szalony pomysł. Jak na to wpadłeś?

Szymon Nieścior: Jakieś dwa lata temu zobaczyłem na YouTube challenge tysiąc podciągnięć na drążku i od tamtego momentu miałem to w głowie [uśmiech]. Rok później zrobiłem ten tysiąc i usłyszałem o Davidzie Gogginsie, który zrobił 4030 powtórzeń. To on mnie zainspirował.

Długo już trenujesz?

Od małego się biegało za piłką. To były czasy, w których nie każdy jeszcze miał komputer i większość czasu spędzało się na dworze.

Mogę powiedzieć, że na poważnie trenuję od 18. roku życia, czyli przeszło 10 lat. Zaczęło się od sportów walki. W 2014 dowiedziałem się o kalistenice [aktywność fizyczna polegająca na treningu oporowym opartym na ćwiczeniach z wykorzystaniem własnej masy ciała, np. pompkach, mostkach czy brzuszkach. Często łączona ze stretchingiem – dop. red.]. Od 2016 r. trenuję tylko to.

Co było najtrudniejsze w tak długim podciąganiu? Miałeś na pewno kryzysy?

Musiałem to ugryźć w odpowiedni sposób, bo gdybym przy tak dużych ilościach narzucił sobie na początku zbyt szybkie tempo, to później zebrałoby to swoje żniwo.

Plan był prosty: 400 serii po pięć powtórzeń, co 85 sekund kolejna seria. Dla mnie bardzo ważny był pierwszy tysiąc – miał mi pokazać, ile sił mi zostanie na kolejny etap i czy ewentualnie przyspieszę na drugim tysiącu.

Szczerze? Nie spodziewałem się, że będzie tak ciężko [śmiech]. Przy 900. powtórzeniu spojrzałem na tablicę i…

… To był ten pierwszy kryzys?

Dokładnie, bo zostało jeszcze 1100, a ja opadam z sił. Od 950. powtórzenia nie byłem w stanie robić po pięć powtórek w serii, musiałem robić po cztery. Pod drążek podłożyłem sobie krzesełko – najpierw wchodziłem na krzesło, ustawiałem dłonie na drążku i podciągałem się. Miałem podkładki, które trzymałem w dłoniach i chciałem jak najlepiej je ustawić, a lekki podskok do drążka mi to uniemożliwiał.

Dalej jak sobie radziłeś?

Od 1600. powtórzenia robiłem na przemian cztery, trzy, dwa. Nie miałem już mocy, dłoni w ogóle nie czułem, a każda kolejna seria sprawiała mi ból mimo rękawiczek i podkładek. W takim momencie nie możesz sobie pozwolić na zbyt długą przerwę, bo dłonie się odzywają i już nie wrócisz.

Zerknąłem na zegarek i wiedziałem, że czekają mnie jeszcze dwie godziny pracy – w tym momencie zrozumiałem, że motywacja nie istnieje, po prostu liczyła się tylko kolejna seria. Wchodzisz na drążek, robisz, schodzisz i tak do końca.

W największych kryzysach powtarzałem sobie, że jeśli Gogginsowi udało się zrobić 4000 powtórek, to tym bardziej mi się uda zrobić te 2000 i nawet jak miałbym realizować po jednym powtórzeniu i wisieć na drążku 16 godzin, to tego dokonam…

9:59:55… Cztery minuty później zadałem sobie pytanie, jak ja to zrobiłem [uśmiech].

Co ci pomagało w tych trudnych chwilach? Oprócz rękawiczek czy podkładek.

W takich chwilach mówiłem sobie, że jeśli tego nie zrobię, to nic się nie zmieni, dlatego się nie poddam. Wiem, że nasz potencjał jest nieograniczony i możemy o wiele więcej, niż myślimy. Wyzwania traktuję jako trening umysłu.

Masz już pomysły na kolejne takie wyzwania?

Na pewno na koniec roku będzie 2021 przysiadów z 10-kilogramowym talerzem w rękach. Trzeba przyzwoicie zakończyć rok [śmiech].

Planuję też już 4030 podciągnięć na drążku. Myślę, że to mi się uda za dwa lata.

Ćwiczenie jest szczególnie ważne teraz? Bo pandemia sprawiła, że czasem nam brakowało ruchu.

Ćwiczenia fizyczne zawsze były i są ważne. Ruch to nieodłączna część naszego życia, dlatego warto coś robić. Kieruję się zasadą, że coś jest zawsze lepsze niż nic.

Jak zachęcisz ludzi do tego, żeby dbali o swoją kondycję?

Wydaje mi się, że tutaj nie chodzi o zachętę ani motywację, tylko o pierwszy krok. Wyznacz cel, dla którego chcesz ćwiczyć, wyjdź na dwór, przebiegnij pierwsze sto metrów, wróć – i możesz sobie pogratulować. Bo właśnie zrobiłeś ten pierwszy krok w stronę lepszego życia.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

Mateusz Pojnar
Latest posts by Mateusz Pojnar (see all)
FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content