Nowosolska pisarka o sukcesie książki „Narzeczona nazisty”

– Wcześniej nie brałam udziału w żadnych wystąpieniach publicznych jako gość. Do tej pory sama chodziłam na takie spotkania autorskie. Teraz uczę się nowych rzeczy. Jestem dumna i cieszę się, że jestem spełniona – mówiła Barbara Wysoczańska na spotkaniu w nowosolskiej bibliotece

Barbara Wysoczańska to nowosolanka urodzona w 1980 r. Obecnie mieszka w Zielonej Górze. Od najmłodszych lat fascynuje się dobrą literaturą. Z wykształcenia jest historykiem, prywatnie żoną i mamą dwóch córek.

Od niedawna jest też pisarką. Niedawno premierę miała jej debiutancka powieść „Narzeczona nazisty”. Autorka spotkała się z czytelnikami w nowosolskiej bibliotece.

Jak wygrana w totka”

Początki miłości Wysoczańskiej do książek narodziły się w filii biblioteki w Starym Żabnie. Tam jako dziecko wypożyczała różne pozycje. Później przeniosła się do głównego oddziału. – Uwielbiałam chodzić, oglądać i wypożyczać książki. Dziś jestem tu w zupełnie innym charakterze i uwierzcie, że to zaproszenie jest dla mnie czymś niesamowitym – przyznała na spotkaniu. – Do niedawna byłam zupełnie nikomu nieznaną osobą, która chciała coś stworzyć. Udało się. Nawet w snach nie spodziewałam się, że ta książka będzie się tak podobać. Wiem, że są głosy krytyczne, ale takie muszą być, bo dzięki temu się rozwijam i wiem, że to, co będę robiła, będzie lepsze.

Barbara Wysoczańska marzyła o tym, by wydać „Narzeczoną nazisty”. Przyznała, że sukces, jaki odniosła, był dla niej niczym wygrana w totka. – Nie miałam pojęcia, że znajdzie się wydawnictwo, które będzie miało ochotę chociażby otworzyć mejla z moją propozycją. W tej chwili książka została wydana i to jest niesamowite – zaznaczyła pisarka.

Wysoczańska od lat pisała do szuflady. „Narzeczoną nazisty” zaczęła ok. trzy lata temu, po czym odstawiła tworzenie. – W tzw. międzyczasie chciałam przygotować się merytorycznie. Przełom nastąpił podczas lockdownu. Musiałam wykorzystać ten moment. Pisanie pomogło mi przetrwać ten trudny czas. Zamykałam się w swoim świecie – przyznała.

Gdy pisarka tworzyła, jej mąż wiedział, że w tym czasie jest całkowicie niedostępna. Zajmował się wtedy dziećmi i domem. Małżonkowie musieli podzielić się obowiązkami tak, by Wysoczańska miała czas na pisanie, a to wcale nie było łatwe.

Postacie często mnie zaskakiwały”

Według autorki jej pokolenie może zacząć rozmawiać o relacjach polsko-niemieckich z innymi emocjami niż ich dziadkowie i pradziadkowie. Twierdzi, że należy poruszać tematy dotykające wojennej tematyki. – Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy w historii powinno się mówić o wszystkim, czy historycy powinni poruszać każde tematy. Uważam, że tak. Mamy prawo znać fakty – wspomniała.

Gdy zaczęła pisać „Narzeczoną nazisty”, od początku wiedziała, jak książka się zacznie i jak się skończy. Pisarka żartuje, że mogła zacząć pisać od ostatniego rozdziału. – Wiedziałam, jak chcę przedstawić i wykreować moich bohaterów, natomiast jeżeli chodzi o wszystko, co działo się w środku i wydarzenia, w których bohaterowie brali udział – to rodziło się w trakcie pisania. Fajne było to, że postacie często mnie zaskakiwały, nie spodziewałam się, że to pójdzie w takim kierunku a nie innym. Nie mogłam się cofnąć ani odwrócić. Same mnie tak prowadziły – mówiła.

Barbara Wysoczańska przyznała, że zastanawiała się, czy może naciągać fakty na potrzebę powieści. – Zrobiłam to, bo wiedziałam, że to nie jest dokument. To jest powieść obyczajowa o ludziach, którzy żyli w tamtych czasach – zaznaczyła.

Pierwszą recenzentką książki była koleżanka z pracy pisarki. Kolejnymi były jej siostra i koleżanka, której wiersze umieściła w książce. – One jako pierwsze czytały książkę od samego początku w formie roboczej. Niekiedy było tak, że napisałam dwa rozdziały i wysyłałam im do przeczytania. Bardzo im dziękuje, bo gdyby nie one to nie wiem, czy bym napisała książkę do końca. One mnie cały czas wspierały i mówiły, bym tworzyła dalej – wspomniała autorka.

Niekiedy autorzy książek przyznają, że swoim bohaterom nadają cechy bliskich. W wypadku Barbary Wysoczańskiej postacie są całkowicie wymyślone. – Chociaż znajomi i rodzina czasem mówią, ze jakaś bohaterka jest trochę do kogoś podobna. To wychodzi naturalnie i być może nad tym się nie panuje. W książce jest jeden wątek, który delikatnie nawiązuje do wydarzeń z mojego życia. Hania w powojennej Polsce jest bibliotekarką. Od początku wiedziałam, że nią będzie. Nie zastanawiałam się nad tym. Moja miłość do książek się w ten sposób uzewnętrznia – wyjaśniła.

W wydawnictwie uwierzyli, że książka ma wartość”

Podczas pisania „Narzeczonej nazisty” pisarka miewała sporo momentów zwątpienia. W książce opisała trudne chwile i do wielu podeszła emocjonalnie. Przyznała, że gdy zaczynała pisać, to wyobrażała sobie poszczególne sceny, a wtedy musiała zrobić przerwę i wrócić po czasie.

Proces wydawniczy trwał niecały rok. Dla autorki to był czas intensywnej pracy. Wielokrotnie czytała książkę i robiła korekty. – Wiedziałam, że nie mogę wysłać czegoś, co nie jest dopieszczone. 20 marca wysłałam mejla z załącznikiem do wydawnictwa – wspomniała autorka.

W mejlu napisała o czym jest książka i kilka słów o sobie. Z wydawnictwa Filia odezwali się po trzech dniach, że są zainteresowani, a po kolejnych dwóch Wysoczańska dostała mejla wiążącego. – To było piękne. Jeden z najlepszych dni w moim życiu – uśmiechała się.

Wydawnictwo ją wspiera, ufa jej. – Uwierzyli, że książka ma wartość i przesłanie – zaznaczyła.

Gdy z wydawnictwa wysłali autorce propozycję okładki, wiedziała, że nie chce żadnej innej. Warto dodać, że Filia zdecydowała się na dalszą współpracę z nowosolanką. I nie chodzi już tylko o jedną książkę, ale o kolejne. – Zostawili mi wolną rękę. Nikt mi nie narzuca ani tematyki, ani nie obwarował terminami. Mogę tworzyć to, co chcę i mam wolną drogę – wyznała w nowosolskiej bibliotece.

Super, ale nie pisz już więcej”

Gdy autorka wydała debiutancką książkę, cała rodzina była z niej dumna. Barbara Wysoczańska przyznała, że rodzice bardzo to przeżyli i byli ogromnie wzruszeni. – Moje siostry tak samo. Ciągle trzymają za mnie kciuki. Bliscy byli też zaskoczeni, bo większość nie miała pojęcia, że w ogóle piszę – mówiła. – Dzieci widziały, jak piszę. Akurat dla nich nie było to zaskoczeniem. Jak im powiedziałam, że książka będzie wydana, młodsza córka powiedziała „super, ale nie pisz już więcej”.

Bo gdy Barbara Wysoczańska pisała, zamykała się w pokoju i córki nie miały do niej dostępu. – Pewnie za mną tęskniły. Ale gdy widzą, że jestem szczęśliwa, wiedzą, że jestem dla nich lepszą mamą – dodała nowosolanka.

Autorka przyznała, że po wydaniu książki jej życie diametralnie się zmieniło. Na spotkaniu mówiła, że nabrała zupełnie nowych doświadczeń. – Wcześniej nie brałam udziału w żadnych wystąpieniach publicznych jako gość. Do tej pory sama chodziłam na takie spotkania autorskie. Teraz uczę się nowych rzeczy. Jestem dumna i cieszę się, że jestem spełniona – uśmiechała się.

Będzie kontynuacja „Narzeczonej nazisty”?

Czytelnicy często pytają Wysoczańską o kontynuację powieści. Sama autorka nie wyklucza takiej możliwości. – Jest tam kilka niezamkniętych furtek i być może napiszę kolejną część. Ale teraz skupiam się na czymś innym. Piszę kolejną powieść i mam nadzieję, że jesienią będzie skończona – zapowiedziała.

Historia też jest osadzona w realiach historycznych. Dzieje się w okresie XX-lecia międzywojennego. Kolejna książka Wysoczańskiej będzie o kobietach, ich sile, przyjaźni i spełnianiu marzeń w tak trudnym czasie.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content