Protest w Mirocinie Dolnym. Mieszkańcy mają dość smrodu 

Mieszkańcy protestowali w sprawie składowiska w ich wsi. Mają go dość. Mówią, że niektórzy czują smród w swoich domach oddalonych od składowiska kilka kilometrów

W środę radny Kożuchowa Adrian Pikulski w imieniu komitetu społecznego mieszkańców wsi napisał do naszej redakcji: „O godz. 10.00 odbędzie się pikieta mieszkańców Mirocina Dolnego i okolic na drodze wojewódzkiej nr 283 w Mirocinie Dolnym. Ma to związek z prowadzoną rekultywacją składowiska w naszej wsi. Mieszkańcy mają już dość ohydnego odoru, opieszałości i błędnych według nas decyzji Urzędu Marszałkowskiego i Starostwa oraz naszym zdaniem nie do końca rzetelnej kontroli lubuskiego WIOŚ przy tej rekultywacji. Nie mamy innego wyjścia i musimy w końcu zareagować niestety w taki sposób, gdyż naszych problemów się nie dostrzega oraz na nasze prośby i wnioski nie reaguje się z pełnym zaangażowaniem, by nam pomóc. W związku z tym odbędzie się wyżej wspomniana pikieta”.

– Chodzą plotki, że to organizuje Pikulski. Nieprawda, protest odbył się z inicjatywy mieszkańców i komitetu społecznego – mówi na wstępie Adrian Pikulski, radny gminy Kożuchów. – Przyszli nie tylko mieszkańcy Mirocina Dolnego, ale i Średniego czy Studzieńca.

O problemie w związku ze składowiskiem pisaliśmy już w „TK”. Protestujący w ub. środę chodzili po przejściu dla pieszych obok skrzyżowania przy szkole podstawowej. Radny Pikulski wspomina, że protestowało około 30 osób. Najpierw zgromadzeni wyrażali swoją dezaprobatę ws. składowiska w godz. 10.00-12.00, później pojawili się na miejscu jeszcze raz około 13.00.

– Chcieliśmy tym protestem przypomnieć o naszym problemie, bo jesteśmy pewni, że urzędy podchodzą do niego nie do końca rzetelnie – stwierdza Pikulski. – Od maja jest straszny smród na wiosce, zależy jeszcze, z której strony powieje wiatr. Dziś rano też go czułem w domu, a mieszkam ponad 3 km od składowiska. Zresztą bywa, że czuć w Studzieńcu czy Radwanowie. To jest tragedia. A co mają powiedzieć ci, którzy mieszkają 500 m od składowiska?

Adrian Pikulski zaznacza, że ludzie są wkurzeni. – I tak naprawdę nie wiemy, co dalej, bo nie jest rekultywowane samo składowisko, tylko składowisko i miejsce po żwirowni – mówi. – Do tych dwóch kwestii powinny być stosowane różne przepisy. Wiemy, że rekultywacja byłego składowiska odpadów pogalwanicznych jest nieodwracalna. Rozumiemy to – takie jest prawo. Ale nie rozumiemy rekultywacji ponad 2 hektarów terenu po żwirowni, gdzie nigdy składowiska nie było, gdzie rosły kilkudziesięcioletnie drzewa i żyły zwierzęta.

Mieszkańcy zaznaczają, że są zdeterminowani i rozważają dalsze protesty. Być może pod urzędami.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content