Aktor Mateusz Malecki z nominacją włoskiego festiwalu [ROZMOWA]

– Miałem dosłownie jedną scenę w tym filmie i za tę scenę zostałem nominowany – mówi o Festiwalu Prisma pochodzący z Konotopu aktor Mateusz Malecki. W rozmowie z „TK” opowiada o grze z najpopularniejszymi aktorkami i aktorami w kraju i kolejnych serialach i filmach, w których będzie go można niedługo zobaczyć

Mateusz Pojnar: Ostatnio było głośno o serialu „Klangor”. Jesteś w nim jednym z bohaterów.

Mateusz Malecki: Tak, zaczęliśmy kręcić ten serial w grudniu 2019 r., a przez pandemię kończyliśmy zdjęcia dopiero w październiku-listopadzie 2020.

To jest ciekawa historia, bo startowałem do innej roli, ale reżyserka obsady i reżyser zdecydowali, że będę pasował jako jeden ze strażników więziennych [uśmiech]. Stworzyliśmy ciekawą ekipę klawiszy: ja, Marcin Zarzeczny, Piotrek Witkowski – każdy z nas był inny. Najbardziej ogarnięty był Marcin [śmiech]. Piotrek – wrażliwy, który wahał się co do naszych działań związanych z narkotykami. Moja postać to chłopak, który znalazł na siebie sposób w tej służbie więziennej, która jednak jest powiązana z jakąś władzą. Nie ma żadnej misji, skrupułów – handluje tymi dragami.

Zresztą to, co zrobił jeden z więźniów po narkotykach, wydarzyło się naprawdę. Taka sytuacja miała miejsce w jednym z polskich więzień.

Nie zdradzajmy może za wiele z fabuły, ale na pewno możemy ten serial polecić, naprawdę warto go obejrzeć. „Klangor” ma świetną obsadę.

To prawda, grają m.in. Maja Ostaszewska, Arek Jakubik – fantastyczny człowiek – czy Wojtek Mecwaldowski. Okazało się, że ten serial był strzałem w dziesiątkę, zebrał bardzo dobre recenzje. Zdjęcia robił Witek Płóciennik…

… nasz krajan – zielonogórzanin, który mieszka dziś w Warszawie.

Tak? Nie wiedziałem [uśmiech]. Pogadam z nim o tym, gdy następnym razem się spotkamy. Jego zdjęcia spowodowały, że to wszystko nabrało takiego skandynawskiego sznytu.

To był kolejny serial Canal+, który miałem okazję robić. Na pewno ta produkcja jest prestiżowa.

A gdzie jeszcze będzie można cię zobaczyć w najbliższym czasie?

Właśnie kończymy zdjęcia do ekranizacji „Chłopów”. To jest duża rzecz od Doroty Kobieli i Hugh Welchmana. Oni wcześniej zrobili „Twojego Vincenta” o van Goghu. Ogromna produkcja i też malowany film – większość scen była kręcona w warszawskim studiu Transcolor. Były pobudowane chaty, przechadzały się zwierzęta. To ciekawe doświadczenie.

Reżyserka chciała, żeby wszystko było naturalne, prawdziwe, a nie przerysowane. Jako aktorzy mieliśmy problem z tym, że nasza ekspresja, to, co pokazywaliśmy na planie, będzie dopiero oddane przez malarzy. Na Instagramie są już pewne szkice, jak to będzie wyglądać i zapowiada się ciekawie. Ogromny rozmach.

Dla mnie wielkim zaszczytem było wziąć udział w tym projekcie. „Chłopi” to przecież klasyk porównywalny z „Panem Tadeuszem” czy „Ogniem i mieczem”.

Kogo grasz w tym filmie?

Szymka, brata Jagny. Młodego człowieka, który nie bardzo chce zabrać się do pracy. Szymek jest trochę pomiędzy: bardzo kocha swoją siostrę i chce dla niej jak najlepiej, z kolei jego relacje z matką są bardziej skomplikowane. Do tego dochodzi rubaszność, alkohol, biesiady. Wyładowuje frustrację, która jest spowodowana brakiem akceptacji przez matkę.

Tutaj obsadę tworzą również znane nazwiska.

Jagnę gra Kamila Urzędowska, Antek to Robert Gulaczyk. Do tego dochodzą Maciej Musiał, Małgorzata Kożuchowska, Sonia Bohosiewicz, Mirek Baka czy Lech Dyblik.

Sam film ujrzy światło dzienne najpewniej w drugiej połowie 2022 r. Cieszę się, że dzięki niemu mogłem nauczyć się powozić [śmiech].

Możesz zdradzić kolejne projekty, w których bierzesz udział?

Jestem po zdjęciach do filmu fabularnego Studia Munka „Chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Reżyserką jest Agnieszka Elbanowska.

To film paramilitarny. Mieliśmy przed nim treningi z byłymi żołnierzami GROM-u. Dali nam potężny wycisk, nauczyli musztry. Szykuje się coś z pogranicza satyry i komedii. Film będzie skupiał się głównie wokół Michała Sikorskiego i Kingi Jasik, gra też Juliusz Chrząstowski.

Krótko o fabule: pewien chłopak jest w wojsku, a nie do końca chciałby w nim być. Jednocześnie z dnia na dzień dowiaduje się o sobie coraz więcej. Ukazują się pewne – nazwijmy to – niedociągnięcia w kontekście wojsk paramilitarnych albo obrony terytorialnej… Ja gram gościa o ksywie „Rambo”.

Czyli klasyka gatunku.

I też robię sztuczki z nożem [uśmiech]. Mam bliznę na ustach i za dużo nie mówię. Ale to, że nie mówię, nie znaczy, że nie ma fajnych rzeczy do zagrania. To jest coś nowego, ważniejsza staje się ekspresja, zachowanie. Na planie dwa tygodnie siedzieliśmy w lesie. Jak partyzanci.

Premiera w drugiej połowie przyszłego roku, film ma trafić do dystrybucji kinowej.

Możesz się też pochwalić nominacją do pewnej nagrody.

To była nominacja w kategorii aktor drugoplanowy na Festiwalu Filmów Niezależnych Prisma w Rzymie. Zostałem nominowany za rolę w etiudzie „Native Speaker” Alexa Ochmana. Gram tam detektywa Jasińskiego, badam sprawę zabójstwa. Miałem dosłownie jedną scenę w tym filmie i za tę scenę zostałem nominowany.

Nie spodziewałem się tego. Dla mnie to ogromna motywacja, mimo że nie dostałem nagrody.

Co jeszcze będzie się u ciebie działo w przyszłości?

Pojawię się w kilku epizodach. Choćby w „Śubuku” Jacka Lusińskiego – film o chłopcu z autyzmem w realiach lat 90.

Kolejny – o ile mnie nie wycięli [śmiech] – to „Najmro”, głośna komedia z Dawidem Ogrodnikiem, która właśnie weszła do kin.

Można było mnie zobaczyć także w drugim sezonie serialu „Kruk”, czego wcześniej nie wspomniałem.

A będzie można w serialach „Papiery na szczęście”, „Akademik”. I „Wielka woda” w reż. Jana Holoubka i Bartłomieja Ignaciuka, kręcona dla Netflixa. Jest o powodzi 1997 r. Konwencja jest zaczerpnięta trochę z „Czarnobyla”, bo głównym bohaterem tak naprawdę jest powódź, sama rzeka.

Nie wstydzę się epizodów, bo one są zawsze okazją do współpracy z ciekawymi osobami. Tym bardziej że w teatrze i filmie ostatni okres był trudny w związku z pandemią. To procentuje – w „Chłopach” dostałem nieco większą rolę, bo wcześniej grałem w epizodach. Po prostu współpracowałem z różnymi ludźmi i zostałem dostrzeżony. Rolę Szymka dostałem bez castingu. Mam coraz więcej zaufania w środowisku.

Chcę też podziękować mieszkańcom Kolska, Konotopu czy Lubięcina za duże wsparcie. To budujące. I pomaga, bo ci, którzy pociągają za sznurki, widzą popularność danego aktora np. w mediach społecznościowych i to się przekłada na jakieś propozycje. Jestem bardzo wdzięczny.

A na co dzień odczuwasz jakieś oznaki popularności?

Nie, zupełnie nie.

W sklepach cię nie poznają? Nie mówię o sklepach w powiecie nowosolskim.

Zdarza się, ostatnio w górach ktoś zagadał, że mnie kojarzy z filmu. W Warszawie też się zdarzało, ale nie przywiązuję do tego wagi. Staram się być sobą i realizować jak najlepiej swoją pracę. To mnie zawsze pociągało w aktorstwie – nie sława, ale proces, praca.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content