Gorąco na sesji powiatu. Wicestarosta do radnego PiS: Pan publicznie kłamie

Temat składowiska odpadów w Mirocinie Dolnym zdominował sesję w powiecie. Do starostwa przyjechali mieszkańcy z transparentami. Była też ostra wymiana zdań na linii wicestarosta Waldemar Wrześniak, członek zarządu powiatu Andrzej Staroszczuk kontra radny PiS Przemysław Ficner. Padł zarzut kłamstwa

Radni omawiali kilka kwestii, Halina Napieralska-Pruska, szefowa rady seniorów powiatu, opowiadała też o działalności rady, ale tematem numer jeden sesji było składowisko w Mirocinie Dolnym. Do radnych przyjechali mieszkańcy z transparentami: „Stop dla odpadów” i „Nie dla śmietniska”.

Marzena Gruchacz-Grzybek, kierowniczka referatu ochrony środowiska, rolnictwa i leśnictwa, przypomniała chronologię wydarzeń. Tydzień wcześniej uczestniczyła w starostwie w spotkaniu z mieszkańcami.

Mówiła choćby o kontroli składowiska ze strony powiatu. W jej zakres wchodzi m.in. wizja lokalna, która już się odbyła. – Ale też analiza dokumentów spółki i zgodnie ze wskazówką Samorządowego Kolegium Odwoławczego przeprowadzimy badania laboratoryjne składowiska w zakresie składu morfologicznego, pod kątem fizykochemicznym oraz granulometrycznym – podkreśliła.

Gruchacz-Grzybek dodała, że 24 sierpnia powiat wysłał zapytanie cenowe do pięciu laboratoriów, które mają akredytację z zakresu gospodarki odpadowej. Do momentu sesji nie było żadnej odpowiedzi.

Wrześniak: Dostawa wstrzymana

– Dostawa odpadów na składowisko w Mirocinie jest wstrzymana – mówił wicestarosta Waldemar Wrześniak. – Wczoraj [w czwartek 26 sierpnia – dop. red.] byliśmy na składowisku i odpady nie są dostarczane.

Wicestarosta dodał: – W trakcie naszej kontroli nie były odczuwalne uciążliwości zapachowe.

– Kiedyś pan tam pojechał i sam stwierdził, że śmierdzi – powiedziała jedna z mieszkanek Mirocina Dolnego.

– Potwierdzam, że podczas jednej z moich wizyt taki odór czułem, ale jednocześnie innym razem, będąc bardzo często w tamtych okolicach, już go nie wyczuwałem. To potwierdzają też pracownicy innych instytucji – odpowiedział Wrześniak.

Jednocześnie zaznaczył: – To nie oznacza, że państwo nie macie problemu. Wczoraj przejeżdżając w Mirocinie Dolnym odczuwaliśmy nieprzyjemny zapach. Był dość uciążliwy aż do skrzyżowania na Nowogród. Ale na samym składowisku tego zapachu w ogóle nie było.

Głos zabrał radny Zygmunt Muszyński. Mówił, że po tym, jak przejechał przez Mirocin tydzień wcześniej, „musiał wietrzyć samochód prawie do Zielonej Góry”.

Radny Przemysław Ficner zapytał, czy do momentu przeprowadzenia badań firma na pewno nie będzie przewoziła na miejsce odpadów.

Waldemar Wrześniak: – O tym może zdecydować Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, bo ma takie kompetencje. Po stwierdzeniu nieprawidłowości mieliśmy informację, że taka decyzja zostanie podjęta, tymczasem jest etap postępowania, które zostało wszczęte przez WIOŚ. Ono trwa, ale decyzji wstrzymującej w formie pisemnej nie dostaliśmy. Dlatego wysłaliśmy pismo do WIOŚ i wykonawcy o zabezpieczenie, by nie dopuścić do zwożenia odpadów.

Głos mieszkańców

Radny Mariusz Stokłosa złożył wniosek o udzielenie głosu jednemu z protestujących. Wszyscy radni byli za.

Na mównicę wszedł Adrian Pikulski, radny gminy Kożuchów. Wcześniej pokazał krótki film. – Na nagraniu widać, jak wyglądają wody odciekowe w tym tzw. rekultywowanym miejscu – mówił Pikulski. – Nie wiem, czy rekultywacja przewiduje takie zbiorniki na odpływy wód, które znoszą ze sobą wszystkie odpady i związki, jakie zawierają. Mnie ten film przeraża, ta woda wygląda strasznie.

Pikulski kontynuował: – Składowisko znajdowało się na ok. hektarowym terenie działki, która ma ponad 4 hektary. Reszta była terenem pożwirowym, gdzie nigdy nie były składowane żadne odpady. A rekultywowany jest cały teren.

Radny gminy Kożuchów stwierdził, że „nie ma dnia, w którym w Mirocinie nie śmierdzi”. Fetor ma unosić się też w okolicznych miejscowościach. – Smród kiedyś przeminie, ale zostanie to, co jest pod ziemią – powiedział Adrian Pikulski.

Inny mieszkaniec apelował: – Trzeba zabezpieczyć tę dziurę, którą widać na filmiku, bo jak ktoś tam pójdzie, może do niej wpaść i się zabić. To nie są żarty.

Prawo

Wicestarosta: – Rozumiemy, że państwa obecność ma na celu zainteresowanie radnych i władz powiatu waszym problemem. Ale proszę wziąć pod uwagę, że to nie zarząd powiatu ani rada uchwala przepisy dotyczące ochrony środowiska. Te przepisy, które pozwalają na rekultywację zamkniętych składowisk odpadów przez odpady dopuszczone do rekultywacji, zostały uchwalone przez organy ustawodawcze, nie starostwo.

Wrześniak podkreślił też: – Jako rada powiatu apelowaliśmy do organów państwowych i parlamentarzystów o wprowadzenie zmian do ustawy.

Wśród nich wymienił m.in.:

– dopuszczenie wójta, burmistrza lub prezydenta jako stronę w postępowaniu dotyczącym zamknięcia składowiska i rekultywacji, ale i w tym dotyczącym przetwarzania i zbierania odpadów poprzez zmianę odpowiednich artykułów,

– dodanie zapisu określającego kompetencje marszałka województwa do wydania zezwolenia na zbieranie i przetwarzanie odpadów w przypadku wydawania decyzji,

– wprowadzenie obowiązku konsultacji społecznych z mieszkańcami przed wydaniem takiej decyzji.

– Przerzucanie się na to, kto wydał taką a nie inną decyzję, z punktu widzenia problemu nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest, jak go rozwiązać. Po części rozumiem urzędników, bo te sprawy załatwia się w papierach i jeśli w nich wszystko się zgadza, to pokażcie mi urzędnika, który wyda negatywną decyzję – przyznał Andrzej Ziarek, radny PSL. – Tutaj w papierach się wszystko zgadza. Ale jak na 10 aut z odpadami przyjadą cztery trefne, to już zaczyna się problem. Kto to będzie kontrolował? To, co powiedział pan starosta o działaniach legislacyjnych, jest jak najbardziej zasadne.

Później Ziarek dodał: – Działamy zgodnie z prawem, a ludzie mają problem. To znaczy, że prawo jest złe.

Jednocześnie radny PSL stwierdził, że mimo wszystko starostwo i radni „muszą się zastanowić, jak tym ludziom pomóc”.

Przewodniczący rady Jarosław Suski powiedział do mieszkańców: – Państwa emocje są uzasadnione i dla nas zrozumiałe, ale nasze apele do sił politycznych są nieskuteczne.

Mocne zarzuty

Pod koniec sesji głos ponownie zabrał wicestarosta Wrześniak. Mówił: – Zostałem sprowokowany do tej wypowiedzi w związku ze skandalicznym zachowaniem jednego z radnych, pana Ficnera.

Odniósł się do słów, jakie Ficner miał powiedzieć w lokalnej bulwarówce. – One obrażają wiele osób i są nieprawdziwe – powiedział Wrześniak. – Pan Ficner od początku problemów wynikających z rekultywacji składowisk odpadów w naszym powiecie usiłuje – kosztem emocji ludzi, którzy w sposób naturalny okazują swoje niezadowolenie – wykorzystywać je do swoich osobistych celów. Robi to nieuczciwie, posługuje się kłamstwami, manipulacją, a przede wszystkim brakiem logiki, znajomości przepisów i procedur. Tych ostatnich wad nie wymieniłbym, gdyby nie fakt, że pan Ficner pracował 2,5 roku na stanowisku, które wymaga znajomości przepisów związanych z ochroną środowiska i kodeksem postępowania administracyjnego. Ostatnią wypowiedź o osobach, które przychodzą do pracy dla zabawy, prestiżu, picia kawy, zarabiania pieniędzy i nicnierobienia, traktuję jako autokrytykę wynikającą z własnego doświadczenia.

Waldemar Wrześniak stwierdził, że z funkcji, którą działacz PiS pełnił, skorzystał „tylko on sam i może część jego środowiska”. – Pan publicznie kłamie twierdząc, że ja lub Andrzej Staroszczuk zapewnialiśmy, iż rekultywacja w Mirocinie jest prowadzona wzorowo – zwrócił się do Ficnera wicestarosta powiatu. – Ja, a na pewno nie pan Staroszczuk, przekazywałem tylko opinię WIOŚ w tym zakresie.

Waldemar Wrześniak zarzucił Ficnerowi, że „w sposób bezczelny obraża merytorycznych pracowników” starostwa.

Przemysław Ficner odpowiedział: – Nie pamiętam, żebyśmy mówili, że decyzje były przez pracowników merytorycznych wydane niezgodnie z prawem, bo kilkukrotnie podkreślaliśmy, że pewnie były zgodne z prawem, natomiast wielokrotnie zarzucałem zarządowi – zwłaszcza panu jako doświadczonemu pracownikowi w tej dziedzinie, a pani staroście jako szefowi zarządu, który go reprezentuje – że nie interweniowaliście.

Radny PiS był zdenerwowany. – Pan wczoraj był na miejscu i nie widział tego, co było na nagraniu? Ciężko nie zauważyć. Może pan tak szybko przejechał, więc nie śmierdziało – uniósł się.

– Panie radny – zwrócił się do Ficnera przewodniczący Jarosław Suski. – Nie podnosimy głosu na sesji.

Ficner: – Dobrze, ja się odsunę, bo może zbliżyłem się za bardzo [do mikrofonu].

Suski: – Pan się unosi, a nie odsuwa. Proszę spokojniej. Trzy głębokie wdechy i jedziemy dalej.

Później Przemysław Ficner stwierdził, że „jako radny ma prawo mówić to, co sądzi, w imieniu mieszkańców”.

W wymianę zdań włączył się Staroszczuk. – Jestem oburzony – mówił – panie radny Ficner, że używa pan mojego nazwiska do jakichś swoich rozgrywek. Jeżeli pan twierdzi, że użyłem stwierdzenia, iż rekultywacja w Mirocinie Dolnym prowadzona jest wzorcowo, to proszę to udowodnić. Proszę wskazać moją wypowiedź. Jeśli pan tego nie zrobi – żądam sprostowania i publicznych przeprosin. Nie dam sobie wmówić czegoś, czego nie powiedziałem. Według mnie rekultywacja ma utrudnienia od początku i staram się, by wszystko zmierzało w dobrym kierunku.

Ficner przepraszać nie zamierza.

Andrzej Staroszczuk: – Jeżeli pan nie udowodni mi tych słów, to będę mówił – bo będę miał do tego prawo – że pan po prostu kłamie.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content