Młodzi kopią na orliku, czyli jak powstała Nowosolska Premier League [REPORTAŻ]

Pod taką nazwą funkcjonuje liga, w której gra 11 zespołów – łącznie około stu młodych ludzi, których dopingują rówieśnicy. – Dziękuję wszystkim, którzy z nami grają, a przy okazji dobrze się bawią. No i zapraszam następnych – mówi Gracjan Sieracki, założyciel Nowosolskiej Premier League

W tej bardziej znanej Premier League, która jest uznawana za jedną z najlepszych lig na świecie, grają Pogba, Salah, Lukaku, N’Golo Kanté, Harry Kane. Ostatnio do tych gwiazd dołączył też Cristiano Ronaldo. Te rozgrywki znają wszyscy.

Ale poznajcie Nowosolską Premier League, która może jeszcze nie jest tak znana i bogata, tak naszpikowana gwiazdami jak dużo starsza siostra, ale… na nowosolskich ulicach jest o niej coraz głośniej.

Jak mówi jej pomysłodawca Gracjan Sieracki, pomysł jest zaciągnięty z Zielonej Góry. Ale samą nazwę wymyślił nowosolanin.

– Liga angielska, od której jest odwzorowana nazwa, kojarzy mi się z prestiżem. To według wielu najlepsza liga na świecie. Chciałem z tej naszej, już na początek, zrobić coś większego na skalę Nowej Soli, żeby od razu została zauważona. To był mój główny zamysł – mówi Sieracki.

Myśl, by stworzyć ligę, kiełkował w jego głowie od stycznia. Poważniej zaczął o tym myśleć na początku wakacji. – Jakoś w lipcu zobaczyłem na jednym z orlików, jak dzieciaki grają w piłkę. Wtedy myśl o tym, żeby założyć ligę, przyspieszyła. Pomyślałem: „Kurde, skoro takie rozgrywki są w Zielonej Górze, to może tutaj też coś takiego zrobimy?”. Zagadałem z kilkoma chłopakami, zmobilizowali się i powiedzieli, że damy radę i wspólnymi siłami to odpaliliśmy – opowiada nowosolanin, który w piłce nożnej jest zakochany.

Fani Króla Gór i francuskiej piłki

Rozgrywki ruszyły na początku sierpnia. Pierwszy, historyczny mecz odbył się 11 sierpnia na orliku przy szkole podstawowej nr 6. Spotkały się ze sobą Harnold Saint-Etienne i team pod nazwą Beczkowe Mocne. Skończyło się wysokim zwycięstwem tych pierwszych, którym prezesuje Nikodem Nowakowski.

– Przeglądałem któregoś razu Instagrama i wpadłem na post o tym, że taka liga powstała. Pomyślałem, że to coś dla nas. Od razu napisałem do chłopaków, żeby się zgłosić. Wszyscy zgodzili się bez zastanowienia. Każdy jakąś smykałkę do tej piłki ma, więc już na drugi dzień założyliśmy zespół i zaczęliśmy grać – opowiada Nowakowski.

Do drużyny skrzyknął kolegów z podwórka i szkoły. Większość z nich chodzi do „Elektryka”.

– Skąd pomysł na nazwę? – pytam prezesa.

– Mamy kilku fanów piwa, na etykiecie którego jest Król Gór. Tych pełnoletnich oczywiście [uśmiech]. Usiedliśmy któregoś wieczoru i tak ze śmiechu to jakoś wyszło, czyli Harnold od piwa i Saint-Etienne od drużyny z ligi francuskiej – odpowiada prezes Harnoldów.

Zaznacza, że klub nie ma sponsorów, ale jego budżet jest bardzo wysoki. – PSG by się wstydziło, gdybym powiedział, jakie to są kwoty – żartuje Nowakowski, który sam nie gra w lidze, ale jest założycielem zespołu: – Generalnie to jest tak, że pomagam kolegom. Czasem chciałbym pograć, ale jak patrzę na poziom meczów, to raczej bym sobie nie poradził. Moją rolą jest prezesowanie temu zespołowi. I dodam – oczywiście jak wytrawny prezes – że celujemy w miejsce na podium.

Kolejnym zespołem, który w swojej nazwie wykorzystał motyw piwowarski, jest rywal Harnoldów z pierwszej kolejki, czyli Beczkowe Mocne.

– Sam projekt odpalenia rozgrywek wstrzelił się idealnie w moment, kiedy z kumplami zaczęliśmy częściej wychodzić na dwór pograć w piłkę. Z paczką rekreacyjnie zaczęliśmy grać i nagle powstała liga. Nie mogliśmy się do niej nie zgłosić – opowiada Tomasz Pachowicz, kapitan zespołu.

Dream team Wybrzeża

Skąd pomysł na nazwę? – To dość popularny złocisty napój z pianką, ostatnio jest także wykorzystywany przez twórców różnych memów, które można pooglądać w internecie. Więc my też ten motyw postanowiliśmy wykorzystać – uśmiecha się kapitan Beczkowego Mocnego.

Zespół na boisku – przynajmniej na razie – już nie jest taki mocny. Przegrał nie tylko z Harnoldami, ale i z liderami – FC Menelolandia, którego kapitanem jest Sieracki.

Pachowicz przyznaje, że samo granie w piłkę po pewnym czasie nudzi. – Ale jak jest taki zone, strefa rywalizacji, zawsze to pomaga. Widzę po zawodnikach z mojej drużyny, że ta nutka rywalizacji, czasem nawet bardzo ostrej, dodatkowo mobilizuje. Poza tym takie mecze to nie tylko jakaś adrenalina, ale też forma spędzania czasu ze znajomymi – podkreśla Tomasz Pachowicz.

Jednym z najlepszych jak dotąd teamów jest Wybrzeże Klatki Schodowej, którego kapitanem jest nowosolanin Paweł Dykta. Popołudniami trenuje w Dozamecie, wieczorami kopie z kumplami na na nowosolskich orlikach. – Jeżeli chodzi o nazwę, to każdy z członków zespołu rzucił jakąś propozycję. Z tej burzy mózgów wynikało, że ta wydawała się najbardziej ciekawa. Spędzamy czas na blokach, bywało, że czasem na klatkach, dlatego jesteśmy Wybrzeżem Klatki Schodowej – opowiada Dykta.

Wydaje się, że ten zespół ma najmocniejszy skład, a w nim m.in. zawodnika z ekstraklasy. Jest nim Ksawery Kukułka z Lech Poznań. Do tego trzeba doliczyć trzech zawodników młodzieżowych zespołów Chrobrego Głogów: Alana Wysoczańskiego, Marcela Romanowicza i Eryka Buszewskiego. – To moi znajomi, z którymi od dawna, jak tylko czas na to pozwalał, wychodziliśmy na orlika – mówi kapitan WKS, który jak dotąd nie bierze jeńców. Oglądałem ich czwartkowy mecz z Harnoldami, który wygrali 17:4. A w czwartek zabrakło w ich składzie Kukułki i zaciągu z Chrobrego.

W szeregach WKS-u są jak dotąd najlepsi strzelcy: Oliver Gibała, Bartosz Ratajczyk i wspomniany Dykta. – Chcemy wypełnić top 3, jeśli chodzi o króla strzelców, no i wygrać z każdym – zapowiada kapitan WKS-u.

Chcieliśmy po prostu do tego dołączyć”

Wydaje się, że najbardziej zacięty bój stoczą z zespołem FC Menelolandia, w bramce którego stoi Gracjan Sieracki, na co dzień bramkarz zielonogórskiej Lechii. Broni, chociaż miał aspiracje, żeby grać w polu. – Miałem takie myśli, żeby grać na pozycji nr 9, ale koledzy szybko wybili mi to z głowy. I chyba dobrze [śmiech]. Na razie jesteśmy liderami, ale mecz na szczycie z WKS już w najbliższych dniach – mówi Sieracki.

Co ciekawe, rozgrywki NPL to także arena, na której sprawdzają się siatkarze. Zespół FC Edwardosów składa się z zawodników Młodej Astry – tych, którzy jeszcze w niej grają i tych, którzy już zrezygnowali z przygody siatkarskiej.

Wśród nich jest Krystian Mroziuk, były atakujący. Teraz atakuje bramkę w lidze szóstek. – Z jednej strony chcieliśmy pokazać, że nie jesteśmy gorsi niż piłkarze. Z drugiej – patrząc na to, ilu ludzi przychodzi, jak to działa – chcieliśmy po prostu do tego dołączyć, bo wyszedł bardzo ciekawy projekt – opowiada Mroziuk.

Na ten moment siatkarzom nie idzie najgorzej. Pierwsze dwa mecze wygrali.

– Jaka jest recepta siatkarzy, żeby wygrywać w piłkarskiej lidze? – pytam.

– Mamy w sobie dużą chęć rywalizacji. Dotykamy innego sportu, ale to nie stanowi dla nas problemu. Jesteśmy zaangażowani, gramy piłką w inny sposób, ale nie odpuszczamy. Na bramce i w obronie mamy dwumetrowców i to na pewno są nasze plusy. Korzystamy ze wzrostu, także pod bramką rywali, choćby przy stałych fragmentach i jakoś nam to wychodzi – odpowiada kapitan drużyny.

– Jakiż to Edward was zainspirował? – pytam Mroziuka.

Okazuje się, że chodzi o trenera siatkówki z Nowej Soli. – Pierwowzorem dla nazwy jest trener Edward Szwec. Dlatego jesteśmy Edwardosami. Nie wiem, czy trener wie, że stał się pierwowzorem, ale wydaje mi się, że jak się dowie, to będzie mu miło, bo poniekąd to na jego cześć – mówi kapitan Edwardosów.

Kop motywacji, by ruszyć się z domu

W NPL jest też drużyna, która nazwę odwzorowała od Realu Madryt – Galácticos Nowa Sól. Założycielem i kapitanem jest Szymon Wąsiewicz. – Chcemy, żeby z czasem na każdej pozycji był jak najlepszy zawodnik, jakaś gwiazda ligi. Chcemy stworzyć duży projekt, żeby konkurować z najlepszymi w tej lidze. Graliśmy na ten moment z drużynami od siebie mocniejszymi i przegraliśmy. Ale nazwa zobowiązuje, więc kiedyś chcemy zdobyć wysokie miejsce. Mistrzostwo raczej nie jest realne, ale takie top trzy byłoby naszym życzeniem – mówi kapitan Galácticos.

Przyznaje, że gdyby nie liga nie chodziłby tak często grać w piłkę. – Myślę, że to daje kopa motywacji, żeby ruszyć się z domu. Są osoby, które siedzą w tabletach i telefonach, ale chyba ta tendencja spada. Np. dzięki takim rozgrywkom, które dla młodzieży wymyślił młody człowiek. Pomysł jest super – ocenia Wąsiewicz.

W podobnym tonie mówi Kacper Kruk, kapitan zespołu Boio Jojo. – Na razie jesteśmy w środku tabeli, ale są ważniejsze rzeczy. Ważne, że można wspólnie spędzić czas. Zbierasz ekipę, grasz, ruszasz się, integrujesz z ludźmi, bo poznaje się tu nowe osoby. A do tego to jest też pewna odskocznia do szkoły. Głowa tu naprawdę odpoczywa – mówi Kruk.

Na boisku, dobrze się bawiąc, spędzają czas również zawodnicy FC Uno Momento. – To znaczy „poczekaj na coś” i w taki sposób mówimy do siebie z kolegami – uśmiecha się Dominik Radłowski, kapitan drużyny.

– Na meczach też każecie na siebie czekać?

– Nie, na meczu jesteśmy punktualnie. Stworzyliśmy drużynę z grupą znajomych i bardzo się cieszymy z tego powodu, że możemy rywalizować z innymi. Jest sporo kibiców, nic tylko grać. Jak na razie idzie nam słabo. Nikt nie chce przegrać, rywalizacja jest naprawdę fajna, ale też chodzi o integrację – podkreśla kapitan FC Uno Momento.

Robią to dla funu

Mecze NPL ogląda sporo kibiców. – Kiedy przyjechałem na mecz po raz pierwszy, zdziwiła mnie tak duża obecność dziewczyn, które oglądają zmagania chłopaków. Sam mam kilka koleżanek, które nam kibicują. To miłe – mówi Karol Jędraszak, kapitan zespołu 4Fun Niedoradz.

– Cóż, sportowcy przyciągają fanki – uśmiecha się Sieracki. – Ale na meczu, który pan oglądał, frekwencja i tak nie była najlepsza. Na spotkaniu Harnoldów z 4Fun było o wiele, wiele więcej ludzi. Byłem zdziwiony, że zobaczyłem tylu kibiców na meczu szóstek. Co wtedy pomyślałem? Że mam niezły łeb, bo wymyśliłem taką ligę. Spodziewałem się, że zainteresowanie będzie duże, ale ta liczba kibiców przerasta moje oczekiwania – zaznacza pomysłodawca NPL.

Jędraszak przyznaje, że faktycznie można się poczuć jak w prawdziwej Premier League. – Najważniejsza jest dobra zabawa, tak jak w nazwie – robimy to dla funu. Liczę, że dzięki pomysłowi Gracjana coraz więcej osób zacznie uprawiać sport. Zachęcam do tego, żeby brać udział w tego typu inicjatywach i spędzać więcej czasu na dworze niż przed komputerem – mówi Jędraszak.

Pierwszy sezon jest rozruchowy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, powinien zakończyć się w listopadzie. – Mamy wstępnie zaplanowane spotkanie z kapitanami wszystkich drużyn, które uczestniczą w rozgrywkach i razem omówimy to, co będzie dalej i na jakich zasadach. W tym sezonie jest zakres od rocznika 2002 do 2009. W drugim sezonie zamierzamy limit wiekowy obniżyć być może do rocznika 2001. Będziemy nad tym myśleć, konkrety będą zimą. Taki też był zamysł, żeby połączyć najmłodszych, którzy chodzą na orlika, z tymi starszymi, z zawodnikami 18-,19-letnimi. Jest jeszcze jedna rzecz. Są zwodnicy, którzy nie grają nigdzie, ale także tacy, którzy grają w kubach. Ci amatorzy mogą się sprawdzić. To fajna arena do zdobycia nowych doświadczeń, poczucia rywalizacji. Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy z nami grają, a przy okazji się bawią. No i zapraszam następnych – mówi Gracjan Sieracki.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content