Najpiękniejsza działka w Lubuskiem jest w Nowej Soli! [ZDJĘCIA]

Lubię kontakt z ziemią. Przekazuję jej moce, a ona przekazuje mi swoje”. Nowosolanka Elżbieta Orlińska wygrała konkurs urzędu marszałkowskiego na najładniejszą działkę w województwie. Pani Elżbieta ma najwyższe odznaczenie ze związku działkowców. Jej ogród jest piękny, wygląda jak raj

Mateusz Pojnar: Tutaj, na wejściu do działki, co rośnie?

Elżbieta Orlińska: Są różyczki, clematisy, dalie. Wyglądały jeszcze piękniej wcześniej, w czerwcu. Tutaj pan widzi hortensje, które zaraz pójdą spać tak jak inne kwiaty. Dalej są np. cynie i ozdobny tytoń, szałwia.

A to duże?

Ten wielkolud to groszek pachnący [uśmiech]. Gdy idziemy głębiej, znowu widzimy różyczki, dziką różę, budleje.

O, widzi pan, winogrona też mam – winko już się robi.

Jest też altanka, gdzie pani może odpoczywać przy tym winku.

Tak, ale nie wiem kiedy, bo to wszystko jest pracochłonne. Wiosną obok rosną tulipany i niezapominajki. To wszystko z dnia na dzień się zmienia, mieni kolorami. Tam dalej jest łąka kwietna i wiele innych roślin. Ale na razie usiądźmy.

Ile trzeba poświęcić czasu, żeby stworzyć taki piękny ogród?

Zaczęłam pracować nad tą działką w 2015 r. Przede wszystkim potrzebna jest systematyczność. W zasadzie są dni, w których jestem tutaj od rana do wieczora. Chyba że jest coś pilnego do zrobienia w domu.

Taka działka to jest ciężka praca i trud. Trzeba włożyć w nią dużo serca.

Najgorzej jest z podlewaniem – gdy roślinki są małe, wszystko trzeba robić ręcznie, delikatnie. Dopiero później, jak się przyzwyczają, można od dołu delikatnie polewać je wodą z węża.

Kluczem jest obornik. Przygotowuję gnojówkę z pokrzywami, czosnkiem, cebulą – daję wszystko, co tylko się da. I rośnie.

Bywały nawet lepsze lata. W ub. roku miałam 130 kg winogron, a w tym ok. 60.

To i tak dużo. Jak to było z tym konkursem? Kto panią namówił, żeby wystartować?

Moi synowie – Maciek, Michał – i dziewczyna Maćka Sandra. Michał mieszka w Anglii, bez przerwy robiłam zdjęcia działki i mu wysyłałam. W zasadzie to zasługa Michała, że my tę działkę mamy, bo mój mąż był na nie [śmiech].

Ten start – można powiedzieć – to był taki żarcik. „No dobra, coś wyślę”. Maciek w czerwcu albo na początku lipca, praktycznie w ostatniej chwili, zawiózł zdjęcia i zgłoszenie do urzędu marszałkowskiego.

Długo czekaliśmy i myślałam już: pewnie zwycięzcą został ktoś inny. Już zapomnieliśmy o konkursie. Któregoś dnia jedziemy na grzyby, a tutaj telefon. Dzwoniła pani z urzędu i pytała, czy mogą do mnie przyjechać na działkę. Odpowiedziałam, że już nie wygląda tak imponująco, jak kilka tygodni wcześniej. Ale musieli przede wszystkim sprawdzić, czy to na pewno moja działka, czy ona w ogóle istnieje. I byli ciekawi, jak wygląda.

Jak weszłam do tego lasu, to z wrażenia pół godziny nie widziałam grzybów [śmiech].

Delegacja z urzędu marszałkowskiego przyjechała dwa dni później. Byli pod wrażeniem.

Ogłosili, że jestem w pierwszej czwórce. Podczas rozdania nagród w Zielonej Górze do końca nie wiedziałam, które ostatecznie miejsce zajęłam. Była adrenalinka.

Pewnie jak pani dowiedziała się o zwycięstwie, było dużo radości?

Jasne, że tak! Zobaczyłam na slajdzie ładną działkę i napis, że zajęła pierwsze miejsce. Za chwilę do mnie dotarło, że to przecież mój ogród.

To miłe, że ktoś mnie docenił. Byłam wzruszona. Bliscy i znajomi też się bardzo ucieszyli. Do tej pory chyba nigdy nie spędziłam tyle czasu przy telefonie – tyle było gratulacji.

Pani wcześniej wspomniała, że potrzeba wiele pracy, żeby stworzyć taki ogród. Cierpliwości też?

Zdecydowanie. I szacunku do ziemi, którego nam czasem trochę brakuje. Mam spracowane ręce, raczej nie pracuję w rękawiczkach, bo lubię ten kontakt z ziemią. Przekazuję jej moce, a ona przekazuje mi swoje. Jak spędzę cały dzień na działce, czuję się cudownie. Bywa, że jestem fizycznie zmęczona, ale psychicznie wypoczęta.

To jak pani zachęci ludzi, żeby zaczęli uprawiać działkę?

Zaraz panu powiem, ale pokażę jeszcze, gdzie mam ogórki i inne warzywa. Tutaj były słoneczniki, tam porzeczki, truskawki. Troszkę dalej robię ognisko. O, a tu jest aronia, mięta.

Czemu warto uprawiać działkę? To jest świetna praca. Wsadzasz do ziemi małe nasionko, a wyrasta dwumetrowy niekiedy kwiat. Coś niebywałego.

Teraz już zbieram nasiona i suszę je, żeby były na przyszły rok. W lutym, marcu, kwietniu już się wysiewa. Najpiękniejsze apogeum przypada na czerwiec, lipiec. Ale maj też jest piękny, np. z powodu kwitnących konwalii.

Jak sześć lat temu zobaczyłem tutaj konwalie, stwierdziłam: ta działka jest moja. Sama zrobiłam jej projekt. Rysowałam sobie do 5.00 rano. Sandra z pięciu wybrała ten jeden.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content