Senator Tyszkiewicz: Nie wyobrażam sobie Nowej Soli bez Unii [ROZMOWA]

– Dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej i naszej wspólnej pracy dziś jesteśmy zupełnie innym miastem niż przed 2004 r. – mówi senator Wadim Tyszkiewicz, były prezydent Nowej Soli. W wywiadzie dla „Tygodnika Krąg” odnosi się też do potencjalnego polexitu, o którym głośno mówi opozycja

Mateusz Pojnar: Jaka byłaby dziś Nowa Sól, gdyby nie Unia Europejska?

Wadim Tyszkiewicz: Wystarczy przypomnieć sobie, jak wyglądała np. w 2002 r. Młodzi ludzie tego nie pamiętają, ale ci troszkę starsi powinni. Nowa Sól była szara, brudna, smutna. Z bezrobociem na poziomie 40 proc. Ratunkiem dla rodzin, które chciały utrzymać i nakarmić swoje dzieci, było ok. 300 producentów krasnali. Do tego przemyt, przestępczość, ruiny wielu fabryk – w tym Odry i Dozametu.

W naszym mieście środki przedakcesyjne pojawiły się już w 2002-2003 r., przed naszym wejściem do Unii Europejskiej. Z tymi pieniędzmi Nowa Sól mogła ruszyć choćby z budową ściany przeciwpowodziowej. Tak naprawdę nam się udało wtedy z różnych źródeł zewnętrznych uzyskać 95 proc. dofinansowania na tę tak ważną dla bezpieczeństwa miasta inwestycję.

Ściana sprawiła, że sytuacja związana z powodzią w 2010 r. była jednak inna niż ta z 1997.

Tak, ale woda była porównywalna. W 2010 jej poziom był raptem 5-10 cm niższy, ale m.in. dzięki pieniądzom z UE, dzięki którym zbudowaliśmy ścianę, ludzie spacerowali wtedy nad Odrą i spokojnie patrzyli na wielką wodę, a nie jak w 1997 targali worki z piaskiem i budowali z nich prowizoryczną ścianę przeciwpowodziową. To jest znamienna różnica.

Warto też powiedzieć o strefach przemysłowych. Powstały głównie dlatego, że po naszym wejściu do UE doszło do swobodnego przepływu ludzi, towarów i usług, a my mogliśmy z funduszy unijnych uzbroić tereny inwestycyjne. Dynamiczny rozwój Polski i to, jak się zmieniła Nowa Sól i inne miasta, zawdzięczamy nie tylko unijnym pieniądzom, ale właśnie dzięki temu, że zniknęły granice. Zaczęły do nas napływać inwestycje, o które zawzięcie walczyliśmy.

Jeśli chodzi o inne nowosolskie inwestycje za unijne pieniądze, które od razu przychodzą panu na myśl?

To zatrzymajmy się jeszcze w porcie i wymieńmy trzy spójne projekty: zabezpieczenie przeciwpowodziowe, turystyka, czyli marina i wszystko, co jest wokół, plus rewitalizacja starej części miasta – choćby ul. Portowej, która w pewnym momencie była chyba najbardziej niebezpieczną, brzydką i zaniedbaną, a dziś wygląda pięknie.

Do tego uzbrojenie terenów inwestycyjnych, drogi. Pewnie niewielu wie, że pod miastem mamy pięć potężnych zbiorników na deszczówkę i dlatego dziś nie zalewają nas ulewy.

Z unijnego funduszu spójności zrealizowaliśmy inwestycje wodno-kanalizacyjne za ok. 100 mln zł.

Nie wyobrażam sobie Nowej Soli bez Unii Europejskiej. Jakoś byśmy trwali, jakoś by nam się żyło. Jakoś, ale jak? Bylibyśmy raczej miastem skazanym na marginalizację, na wymarcie, z masową ucieczką młodych ludzi do większych ośrodków. A dzięki pieniądzom z UE i naszej wspólnej pracy dziś jesteśmy miastem zupełnie innym, nowoczesnym, przyjaznym mieszkańcom, kolorowym i europejskim.

Trzeba też pamiętać o inwestycjach, na które dzisiaj nas stać, a które są tylko pośrednio związane z pieniędzmi z Unii, bo to system naczyń połączonych. Basen czy hala widowiskowo-sportowa: choć nie dostały bezpośrednio unijnego dofinansowania, dzięki temu, że powstają kolejne nowe inwestycje przemysłowe na strefie, z których w przyszłości będą u nas płacone olbrzymie podatki, to możemy sobie pozwolić też na inwestycje w infrastrukturę sportową czy rekreacyjną, a kiedyś były tylko marzeniem. Na południowej strefie za ponad 12 mln zł sprzedaliśmy działkę firmie Rhenus Logistics, licząc w przyszłości właśnie duże na podatki od tej inwestycji. To pozwoliło na decyzję o budowie hali. W innym przypadku hala szybko by nie powstała.

Pan uważa, że polexit, o którym mówi opozycja, rzeczywiście jest realną opcją?

Bardzo realną. To wynika z kilku powodów. Pierwszym, najważniejszym, jest Jarosław Kaczyński – tutaj w grę wchodzą jego cechy osobowościowe, bo jest nieprzewidywalny i nie ma nic do stracenia. Jednoosobowo decyduje o losach kraju. To on podejmuje strategiczne dla kraju decyzje. Oczywiście Polska z dnia na dzień z UE nie wyjdzie. To proces. Mam na myśli pełzający polexit, który będzie polegał na zohydzaniu Unii, pokazywaniu tylko tego, co w niej najgorsze. Kaczyński najpierw weźmie pieniądze z UE, a potem nas z niej wyprowadzi.

Mówienie o tym, że świetnie sobie poradzimy bez unijnych pieniędzy, to brednie. Zadłużenie Polski od roku 2015 wzrosło prawie o 100 proc. Socjale, rozdawnictwo, pieniądze pakowane w różnego rodzaju instytucje powiązane z PiS-em w ogromnej mierze są na kredyt. Do tego rekordowa inflacja i to, że z Polską na świecie już nikt nie chce poważnie rozmawiać. Wszędzie mamy wrogów. Kiedyś byliśmy wzorem i liderem, a dziś – razem z Węgrami – bękartem Europy, który kłóci się ze wszystkimi o wszystko.

I dla jasności: Unia Europejska ma wiele wad, choćby takich jak biurokracja czy bezwładność itd., ale do tej pory nikt nie wymyślił niczego lepszego.

Jednocześnie protesty pokazały, że Polacy w zdecydowanej większości nie chcą wyjść z UE. Oprócz Kaczyńskiego i nacjonalistów.

Gdybyśmy jednak wyszli z UE, zacząłby się armagedon, powrót do przeszłości. Jestem może nie tyle przerażony, co przestraszony, choć z reguły strachliwy nie jestem. Mam jednak nadzieję, że Polacy obronią nasz kraj przed tym fatalnym scenariuszem. Trzeba być dobrej myśli. Los Polski i naszej małej ojczyzny, Nowej Soli, zależy przede wszystkim od nas samych.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content