Bohaterowie nie noszą peleryny [3. NOWOSOLSKIE FORUM ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH]

– Mam dziecko, które w pewnym momencie zachorowało i musiałam prosić o pomoc, więc wiem, jak się prosi i jak się tej pomocy udziela – mówiła blogerka Magda Mikołajczyk podczas 3. Nowosolskiego Forum Organizacji Pozarządowych

W przeciwieństwie do zeszłorocznej edycji impreza odbyła się na żywo w Liceum Ogólnokształcącym im. K. K. Baczyńskiego.

Forum otworzył Jacek Milewski, prezydent Nowej Soli: – Kiedyś mi mówiono, że jak człowiek zaczyna mówić o historii, to znaczy, że się starzeje. Ja do dalekiej historii nie sięgnę, ale chciałbym powiedzieć o historii sprzed dwóch lat. Do momentu kiedy wspólnie z Natalią Walewską-Wojciechowską zdecydowaliśmy, że w mieście nadszedł czas na przesuwanie wajchy w kierunku spraw społecznych.

„Stawiamy sobie wysoko poprzeczkę”

Prezydent zaznaczył, że po wielu latach działalności ukierunkowanej na inwestycje przyszła pora na działania prospołeczne. Milewski podkreślił także, że dwa lata temu nikt nie zadawał sobie pytania: iść czy biec, tylko co nas na tej drodze czeka. A dziś patrząc na to, co się dzieje w Nowej Soli, nadszedł czas, żeby takie pytanie zadać.

– Przez kilkanaście lat pracy w samorządzie nie wyobrażałem sobie funkcjonowania samorządu bez organizacji pozarządowych i wolontariuszy. Jesteście solą tej działalności. Mówimy czasami, że jak diabeł gdzieś nie może, to pośle kobietę. W samorządzie jest tak, że jeśli samorząd czegoś nie może, powinien się zwrócić do organizacji pozarządowych o pomoc – dodał prezydent.

Aleksandra Grządko, dyrektorka nowosolskiego LO i zarazem gospodyni spotkania, wspomniała o słowach, które usłyszała w holu szkoły tuż przed rozpoczęciem forum. Ktoś powiedział, że to miejsce ma magię. – Gdzie jeśli nie w liceum, gdzie jest młody narybek, który chętnie uczestniczy w życiu społecznym? Dowodem jest fakt, że koordynatorka przygotowań rzuciła hasło, kto pomoże. Było tylu chętnych, że nie zmieściliśmy się w jednej sali. Miejsce, które wybraliście, jest odpowiednim miejscem.

Z kolei Natalia Walewska-Wojciechowska, wiceprezydent ds. społecznych, zabrała słuchaczy w podróż po historii wypłynięcia miasta na społeczną falę. – Miłym akcentem jest to, że po tych dwóch latach działalności otrzymaliśmy nagrodę Lubuski Włącznik. Nagrody bardzo cieszą, ale mnie osobiście zobowiązują. Stawiamy sobie wysoko poprzeczkę i mam nadzieję, że ją udźwigniemy – zaznaczyła Walewska-Wojciechowska. Przyznała, że stąd wziął się nacisk na wolontariat i kontakt z młodzieżą.

Jak w starożytności

Wisienką na torcie 3. Nowosolskiego Forum Organizacji Pozarządowych były rozmowy z gwiazdami wieczoru: aktorką Anną Habą, autorką bloga „Matko Jedyna” Magdą Mikołajczyk, zielonogórskim raperem Radosławem „Rademenezem” Blonkowskim i ekipą z Kabaretu Nowaki.

Przeprowadziła je Karolina Kamińska, dziennikarka Radia Zachód i prezeska Stowarzyszenia Dziennikarzy Lubuskich. – Przygotowując się do tego spotkania, zastanawiałam się, jaki klucz dobrać, żebyśmy przede wszystkim porozmawiali o pomaganiu. Odnoszę wrażenie, że śmiało można powiedzieć, po pierwsze, że bohaterowie nie noszą peleryny. Dziś bohaterem może zostać każdy z nas, bardzo mocno pokazała to pandemia. Ale też, że bohaterowie mają skazy i to jest okej – powiedziała Kamińska.

Dziennikarka zauważyła też, że motywacje, by pomagać drugiemu człowiekowi, są różne. Przyznała, że dla jednych to jest nieodłączna część życia, dla innych to szansa, żeby poprawić swoje samopoczucie, a dla jeszcze innych szansa na poprawę swojego wizerunku.

– Czas pandemii pokazał nam, że dobro tkwi w nas. Świadczą o tym różnego rodzaju kampanie społeczne. Ten trudny czas według was coś w nas zmienił? Sprawił, że staliśmy się otwarci i bardziej chętni, żeby udzielać pomocy innym? – zapytała Kamińska.

Zielonogórski raper uważa, że czas pandemii wpłynął na to, jak ludzie zaczęli pomagać, ze względu na to, że niemal wszystko odbywało się online i dlatego dużo rzeczy trafiało do sieci szybciej.

– Było o wiele łatwiej dostępne niż kiedykolwiek wcześniej, więc to na pewno wpłynęło w ten sposób na postrzeganie i pomaganie drugiemu człowiekowi. A czy ten czas jeszcze coś dodatkowego wywołał w ludziach? Trudno mi to opisać. Ale wiem, że pomimo zamknięcia ludzie zaczęli kreować i tworzyć rzeczy, które do tej pory nie zostały zrobione – dodał Rademenez. Blonkowski porównał tę sytuację do starożytności, kiedy tworzyli wspaniałe budowle bez możliwości technicznych i sprzętu. Podkreślił, że teraz było podobnie – ludzie, mimo że nie mogli się spotykać, i tak realizowali projekty, cele i rzeczy, które pomagały osobom w potrzebie.

Pomaganie w social mediach: zasięgi mogą wiele

Kamil Piróg z Kabaretu Nowaki zgodził się z przedmówcą, jednak według niego pandemia przyniosła ze sobą wiele negatywnych skutków, m.in. to, że ludzie się na tyle od siebie oddalili, że stali się dla siebie źli i wredni. – Jak rozmawiamy o pomaganiu, trzeba mieć świadomość tego, że takie rzeczy zaistniały. Pamiętajmy o tym, że pokłosie jeszcze przed nami. Trzeba popatrzeć na kontakt z drugim człowiekiem i szukać pomysłu na to, jak ludzi i samego siebie ruszyć, by wrócić do normalności – zaznaczył Piróg.

Tomasz Marciniak, także członek tego kabaretu, zauważył dobre strony przeniesienia części działań charytatywnych do internetu. – Dzięki zasięgom te akcje miały szansę rozrosnąć się. Najistotniejszy przykład z Zielonej Góry to akcja dla Ani z SMA, wydawała się rzeczą niemożliwą do wykonania, a udała się. Patrzyłem na to z wielkim podziwem – zaznaczył.

Następnie prowadząca dyskusję dziennikarka zwróciła się do aktorki Anny Haby. – Ania, jak wybierasz osoby, którym chcesz pomóc? Czy masz jakiś schemat? Bo tych osób jest bardzo dużo i większość z was dostaje poprzez Facebooka wiadomości z prośbą o pomoc.

– Absolutnie staram się wykorzystać te zasięgi, nie zgłasza się do mnie aż tyle osób, żeby musieć wybierać. Żadnej takiej prośby nie zostawiam bez odpowiedzi i udostępnienia. Mnie to nic nie kosztuje – odpowiedziała Haba. Podkreśliła, że nigdy nie traktowała swojego instagramowego konta jako rzeczy niezbędnej, jednak jeśli może zasięgami pomóc i dotrzeć do osób, które są chętne do pomocy, to z tego korzysta.

Także blogerka Magda Mikołajczyk jest aktywna w social mediach – prowadzi konta na Facebooku i Instagramie. Codziennie w wiadomościach prywatnych dostaje wiele próśb o pomoc. – Nie jestem w stanie pomóc wszystkim. Dla swojego zdrowia psychicznego musiałam wymyślić jakieś ramy, w których będę pomagała, bo byłam też z tej drugiej strony. Mam dziecko, które w pewnym momencie zachorowało i musiałam prosić o pomoc, więc wiem jak się prosi i jak się tej pomocy udziela – powiedziała. – Te ramy były mi potrzebne. Dobra pomoc to pomoc skuteczna. Jak się skupię na jednej osobie i mocno to „cisnę”, okazuje się, że to ma moc – mówiła Mikołajczyk.

Swoimi spostrzeżeniami podzieliła się także Adrianna Borek z Nowaków: – Obserwujemy przypływ followersów na Instagramie, kiedy pokazujemy nasze zdjęcie. Ale kiedy udostępniamy zbiórkę, jakby nikt tego nie widział. Jak to zrobić, żeby ta pomoc była realnie skuteczna? Przyjęliśmy taki klucz, że jeżeli znamy kogoś, to jest to dla nas wiarygodne. Ale jak to zrobić, żeby ta prośba została wysłuchana? Ci, którzy niekiedy proszą o pomoc desperacko, przestają być ludźmi miłymi i jesteśmy atakowani, że nie udostępniamy, że jesteśmy nieempatyczni i nieludzcy.

„Bez złotówki nie zbiedniejemy”

Marciniak przyznał, że „zrobili parę błędów w pomaganiu”. – Pomagać też trzeba umieć. Na początku, gdzie nasze social media nie były tak zasięgowe, jak teraz, staraliśmy się pomagać każdemu. Nawet angażowaliśmy się tak, że tworzyliśmy konkretne projekty, filmy, nawołujące do zbiórek. Nagle okazało się, że dostajemy ok. 60 próśb o pomoc dziennie, gdzie to są dramatyczne historie. Ja już przestałem w pewnym momencie to czytać, bo psychicznie człowiek nie jest w stanie tego wszystkiego wciągnąć – mówił kabareciarz.

I dodał: – Przestaliśmy to wszystko udostępniać, dlatego że pojawiło się totalne niezrozumienie tego, że przy takiej ilości nie jesteśmy w stanie zrealizować wszystkich próśb. Dużo rzeczy robimy, ale nie pokazujemy tego w mediach, bo to kończyło się dla nas bardzo źle. Dostawaliśmy mnóstwo mejli, gdzie ludzie nas obrażają, krzyczą na nas, mówią, że jak to możliwe, że im pomogliście, a nam nie. Człowiek przestaje chcieć pomagać.

„Rademenez” opowiedział o akcji dla Ani z SMA, w której – by jej pomóc – rapował nieprzerwanie przez 24 godziny. Udało się: – To był jeden z pomysłów, który nie pokazywał cierpienia, ale zachęcał, żeby okazać wsparcie finansowe. To generalnie jest bardzo prosta sprawa. Jeżeli w Zielonej Górze mieszka 140 tys. osób i jeśli każdy z nas dałby tylko złotówkę dziennie, miesięcznie to byłoby 30 zł, w 50 dni – 6 mln. Naprawdę bez złotówki nie zbiedniejemy – spuentował zielonogórzanin.

Magda Mikołajczyk: – Tyle jest osób potrzebujących pomocy, a tak naprawdę kiedy się decydujemy pomagać? Wtedy, kiedy historia nas zainteresuje, kiedy zobaczymy, jak pomagać. To jest marketing – potrzebny jest pomysł, a nie robienie kopiuj wklej z jakiegoś posta.

Tyle eksperci w pomaganiu. Teraz słuchając ich wskazówek i podpowiedzi można zacząć działać.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content