Antoni Bernat: Wszystkie moje prace [NAD KUBKIEM HERBATY]

– W 2003 r. stanąłem do konkursu z 15 innymi kandydatami na stanowisko w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Bytomiu Odrzańskim. I rozpocząłem tam pracę – o swoim życiu zawodowym opowiada Antoni Bernat, ostatni naczelnik gminy Bytom Odrzański, a później m.in. prezes, a teraz wiceprezes bytomskiego klubu piłkarskiego Odra

Urodziłem się w 1952 w Tarnowie Byckim. Kiedyś analizowałem nazwę tej miejscowości. W końcu regionalista Ryszard Szczygieł doszedł do tego, że w tamtym miejscu przez jakiś czas istniała hodowla bydła i stąd słowo „Bycki”.

Ojciec pracował na PKP, był kolejarzem. W 1970 sprzedał gospodarstwo i przenieśliśmy się do Bytomia Odrzańskiego. Zamieszkaliśmy w pobliżu dworca PKP przy Kolejowej 2/3.

„Wygrałem o dwa głosy”

Pierwszą pracę podjąłem w Nowosolskich Zakładach Przemysłu Terenowego Terenowiec. Później byłem w wojsku, a po służbie wróciłem do zakładu, który w 1973 r. zmienił nazwę z Terenowca na Cynkmet. Nie bez przyczyny – w tamtym czasie przedsiębiorstwo świadczyło usługi cynkownicze i miały największy udział w produkcji. Pół Polski tu przyjeżdżało. W mniejszym stopniu odbywała się tutaj produkcja koszy do marketów w zachodnich krajach.

W ‘77 zacząłem pracę w ZSMP w Zielonej Górze. Trzy lata później znów wróciłem do Cynkmetu, a w ‘84 dałem się namówić na kandydowanie na naczelnika miasta i gminy Bytom Odrzański. Kandydowałem wraz z panem Edwardem Pawlikiem, głównym mechanikiem Cynkmetu.

Wygrałem o dwa głosy i zostałem ostatnim naczelnikiem gminy.

Gdy przestałem nim być, założyłem spółkę. Pracowałem w handlu i od tamtego czasu handlu nie lubię, bo ani nie mam charakteru handlowca, ani nie lubię wciskania kitu. Poza tym to były trudne czasy transformacji: duże bezrobocie, mieszkańcy nie kupowali tak, jak wcześniej. Nikt już, jak za Polski Ludowej, nie stał w kolejce za meblami. Producenci mebli i innych towarów nie dawali możliwości zapłaty w dłuższym terminie – trzeba było płacić szybko, a meble stały, bo nie było na nie popytu. I tak wspominam swoją przygodę z handlem – nie najlepiej.

Stacja oczyszczania wody

Po rozczarowaniu kupiectwem znów się przebranżowiłem i przez trzy lata pracowałem w Izbie Skarbowej w Zielonej Górze. Później przeniosłem się do skarbówki w Nowej Soli, żeby skrócić dojazd do pracy. Ale szukałem czegoś innego.

I tak w 2003 stanąłem do konkursu z 15 innymi kandydatami na stanowisko w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Bytomiu Odrzańskim. I rozpocząłem tam pracę.

ZGK przechodził różne koleje losu. Najpierw to było Rejonowe Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Nowej Soli, a po zmianie ustrojowej zaczęło się dzielić na zakłady w poszczególnych gminach powiatu. U nas stworzono Zakład Utrzymania Miasta, tzw. ZUM. Wcześniej, jeszcze jako naczelnik miasta i gminy, założyłem spółkę wodno-ściekową w celu budowy oczyszczalni ścieków i kanalizacji.

Była wizja wybudowania oczyszczalni ścieków, by chronić środowisko. Nie było tak, jak teraz, że środki unijne można było dostać albo wygospodarować coś z budżetu. Jedyna możliwość sfinansowania budowy tej oczyszczalni była taka, że pieniądze wpłacane przez zakłady i firmy na ochronę środowiska urząd wojewódzki przeznaczał na inwestycje służące właśnie takiej ochronie. Oprócz tego Spółka Wodno-Ściekowa obligowała przedsiębiorstwa, które działały na terenie naszej gminy, do płacenia składek z tytułu zanieczyszczania przez nie środowiska. I to właśnie te środki były przeznaczane na budowę oczyszczalni.

To był trudny czas, bo ja starania o tę oczyszczalnię zacząłem w 1986. Jak zleciliśmy wówczas opracowanie projektu, to trzy lata trzeba było na ten projekt czekać.

Pierwszy wodociąg

W ZGK mieliśmy w planach zwodociągowanie miejscowości, w których nie było wodociągu, a mieszkańcy wodę czerpali ze studni zlokalizowanych przy swoich gospodarstwach. Żeby taki wodociąg czy kanalizację wybudować, potrzebne było pozwolenie wodnoprawne i na budowę. By takie pozwolenie otrzymać, nadzór budowlany i starostwo w Nowej Soli żądali projektu.

Pierwszy wodociąg, na którego budowę otrzymaliśmy takie pozwolenie, ZGK wybudował ściśle zgodnie z projektem. Już po realizacji okazało się, że projektanci popełnili błąd, bo przewidziano rurę o zbyt wąskiej średnicy. W efekcie choć wody nie brakowało, nie byliśmy w stanie przepuszczać jej w takiej ilości, jaka była potrzebna. Bardzo wyraźnie było to odczuwalne zwłaszcza latem.

Pamiętam takie lato: było upalnie, 24 czerwca, koniec roku szkolnego. Rodzice napełniali dzieciom baseniki, polewali trawniki, schładzali się wodą, no i tej wody zaczęło brakować. To znaczy nam na ujęciu wody wody nie brakowało, ale nie było jak podać, żeby zabezpieczyć zapotrzebowanie na taką ilość. Co było począć? Projekt projektem, to nie był nasz błąd, ale to my musieliśmy temu zaradzić. Wymyśliłem, żeby studnie, z których czerpaliśmy wodę, połączyć ze stacją uzdatniania poprzez wybudowanie jeszcze jednej nitki rurociągu, ale tym razem o średnicy większej niż dotychczas funkcjonująca, zaprojektowanej przez fachowców. I od tamtego czasu, czyli przez ostatnie 10 lat, nie ma już problemu z przesyłaniem wody do wszystkich odbiorców i gospodarstw domowych.

Wsie zostały zwodociągowane w latach 1995-1997. Inwestorem była gmina Bytom Odrzański. Poza Sobolicami, takim małym przysiółkiem z pięcioma gospodarstwami. W Sobolicach gospodarstwa korzystały ze swoich studni. Ale któregoś roku przyszło suche lato i studnie im powysychały. Zaczęliśmy to badać. Okazało się, że jest różnica w położeniu terenu, więc w jednych studniach była woda, w innych – mniej. Żeby zabezpieczyć pięć domów, wybudowaliśmy tam w 2007 r. wodociąg, ciągnąc go tutaj, przez pola i las Bonowa.

Proces oczyszczania wygląda tak, że tzw. woda surowa, czerpana bezpośrednio ze studni, jest podawana na filtry i tam oczyszczana przede wszystkim z żelaza i manganu. Taką wodę zazwyczaj raz w roku badamy w akredytowanym laboratorium. A dwa razy w miesiącu badamy wodę, która jest przeznaczona do spożycia dla ludzi. Potem porównujemy wyniki i sprawdzamy, czego jest za dużo. Bo w wodzie jest bardzo dużo związków chemicznych.

By zminimalizować zanieczyszczenia wód gruntowych – zwłaszcza w miejscach, w których są ujęcia wody – wyznacza się wokół nich strefę bezpośrednią, obszar, na który nikomu nie wolno wchodzić ani tym bardziej uprawiać czegokolwiek. Wytyczana jest także strefa pośrednia, czyli okręg ziemi dookoła strefy bezpośredniej.

Rolnicy stosują na swoich polach nawozy, wylewają gnojownicę, więc należy zapobiec dostawaniu się tego do wód gruntowych i podziemnych.

Podziemne jezioro

W tej chwili na terenie gminy Bytom Odrzański mamy cztery studnie: trzy wykorzystywane i jedną zapasową. Są na głębokości 50-70 metrów pod ziemią. Mamy takie szczęście – i dlatego nasza woda jest tak dobra – że w pobliżu Bycza jest podziemne jezioro o głębokości około stu metrów. Woda jest stąd pobierana i uzdatniana na stacji uzdatniania wody. Mamy tu dwa zbiorniki, które mieszczą po 300 m sześc. Ta woda najpierw przechodzi przez filtry, którymi są złoża kamieni i wapnia. I te filtry co jakiś czas należy przepłukiwać. Z filtrów trafia do zbiorników, a ze zbiorników grawitacyjnie do miasta.

Korzystamy z ponad 20-metrowego spadku terenu. Dzięki niemu mamy ciśnienie od 3 do 4 atmosfer, co wystarcza na dostarczenie wody do punktów odbioru. Na ul. Spacerowej i Poprzecznej to nawet 6 atmosfer. Bywało, że ludzie przychodzili z wnioskami, żeby im ciśnienie wody nieco zmniejszyć, bo było za duże. Normy mówią, że ciśnienie do 6 atmosfer jest właściwe. Jeśli jest jakieś miejsce, w którym ta wartość progowa może być przekroczona, stosuje się zawory redukcyjne.

Mieliśmy kiedyś taką sytuację w Drogomilu. Ciśnienie wody było tak duże, że wyrywało ludziom baterie ze ścian. Oczywiście zastosowaliśmy odpowiedni zawór redukcyjny, by je zmniejszyć.

11 lat temu mieliśmy dużą awarię na studni, przez co kilka dni nie było dostawy wody do mieszkańców. Nie było skąd jej czerpać, pompy przestały działać. Zawalił się odwiert. Okazało się, że jeden z filtrów nie był z blachy nierdzewnej, więc zwyczajnie zardzewiał. Naprawa była nieopłacalna. Zawaliliśmy więc ten odwiert i w ciągu trzech kolejnych dni zrobiliśmy nowy na głębokość 70 m.

Oczyszczalnia ścieków w Bytomiu Odrzańskim została oddana do użytku w 1993. Miasto i miejscowości Bycz i Tarnów Bycki są skanalizowane. W pozostałych miejscowościach funkcjonują przydomowe oczyszczalnie ścieków.

Odra i futbol

Zajmuję się też działalnością społeczną. Od wielu lat jestem związany Miejskim Klubem Sportowym Odra. Kiedyś byłem prezesem, teraz jestem wiceprezesem.

Jako chłopak i młody mężczyzna pogrywałem sobie w piłkę. Gdy po służbie wojskowej zacząłem naukę w technikum wieczorowym, brakowało mi czasu na granie. Ale jak już ukończyłem szkołę w ‘77, zrobiłem w Warszawie kurs instruktora i w 1978 rozpocząłem tu pracę z młodzieżą. Byłem chyba pierwszym w Bytomiu instruktorem w klubie sportowym. Klub jeszcze kiedyś nazywał się ZKS Cynkmet. Zrezygnowałem z tej funkcji, gdy zostałem naczelnikiem gminy. Ze względu na głosy, że naczelnikowi nie wypada za piłką biegać…

Później jednak wróciłem do klubu i w 1996 r. zostałem prezesem. Od tego momentu zbierałem wycinki z gazet, gromadziłem wyniki, tabele itd. I do dziś prowadzę kronikę klubu. Tu jest cała zgromadzona przeze mnie historia związanych z klubem ludzi. Chciałbym to kiedyś wydać drukiem.

Szkoda tylko, że tak późno się za to wziąłem. Teraz mam słabo udokumentowany okres od 1947 do 1968 r. Dużo ludzi, którzy pamiętali tamte czasy, już odeszło. A ci, którzy jeszcze żyją, niestety niewiele już pamiętają.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content