Nie żyje Mirosław Liszka, legenda piłkarskiego Dozametu. W piątek odbędzie się pogrzeb

Choć wszyscy wiedzieliśmy, że Mirek choruje, wiadomość, która nadeszła w miniony weekend, zszokowała środowisko piłkarskie w Nowej Soli. W wieku 62 lat odeszła legenda Dozametu

Kiedy w 2020 roku pisałem tekst o 35-leciu awansu Dozametu Nowa Sól do drugiej ligi, wiedziałem, że pierwszą osobą, do której muszę zadzwonić, jest Mirosław Liszka.

Spotkaliśmy się wtedy w jego piwnicy na os. Konstytucji 3 Maja. Zrobił w niej coś w rodzaju piłkarskiego muzeum: na ścianach dużo zdjęć, w szufladach wycinki z gazet. Dużo piłkarskiego sprzętu: korki, koszulki, spodenki, getry, dresy. Proporczyki, piłki. I szalik Barcelony. – Wnuk mi przywiózł – uśmiechnął się.

Zapytałem, czy pamięta, co wydarzyło się 4 sierpnia 1985. – Wtedy to ja grałem w piłkę – odpowiedział w swoim stylu. – Czy byłem zestresowany, bo to był pierwszy mecz w drugiej lidze? Ja nigdy nie jestem zestresowany, no co ty! Mam grać, a nie się stresować. Na starcie to był trudny dla nas mecz, bo jednak Radomiak był świeżo po spadku. Ale za dużo nie pamiętam z tego spotkania. Nawet pytałem o to kibiców, którzy siedzą na ławce przed blokiem – widziałeś ich. Nie kojarzyłem nawet, że ten pierwszy mecz był rzeczywiście z Radomiakiem, ale oni pamiętali.

Wtedy, w latach 80., jeden z dziennikarzy po meczu Dozametu ze Stalą Stocznia Szczecin napisał: „W 29. minucie Liszka otrzymuje podanie od Krzyśkowa i po minięciu kilku rywali kieruje piłkę do bramki”. – Czterech okiwałem, do tego bramkarza i strzeliłem do pustej. Widziałeś: jest napisane. To był dla mnie najważniejszy mecz w Dozamecie – wspominał wówczas Mirek.

On kochał piłkę i w jego przypadku ta fraza nie jest banałem, tylko faktem. W sumie, gdyby policzyć wszystko, Mirek Liszka grał w swojej karierze dla 11 klubów. Na piłkarską emeryturę przeszedł w Amatorze Bobrowniki. Jego kariera trwała jakieś 40 (!) lat.

– Od samego początku nie było możliwości nie iść na trening, bo jak nie, to ojciec to szybko wyjaśniał. Nie było taryfy ulgowej, grał w piłkę ojciec, bracia. Trzeba było – mówił kiedyś w tekście Marka Grzelki na naszych łamach. Mimo że był twardym facetem, na koniec tego artykułu rzucił melancholijnie o najlepszych latach swojej kariery: – Takiego czegoś już nigdy nie będzie w życiu…

Czasami Mirek schodził do tej swojej piwnicy-muzeum, siadał i przeglądał archiwalia. Wspominał swoją grę. I miał co wspominać, bo w piłkę grał pięknie.

O odejściu Mirka dowiedzieliśmy się w sobotę późnym wieczorem. I choć przecież wiedzieliśmy, że choruje, ta smutna informacja i tak nas zszokowała. Bo jak to, już nigdy nie zobaczymy go na trybunach nowosolskiego stadionu?

Mirek przegrał swój ostatni mecz w życiu i pewnie jest wkurzony na Sędziego, bo nie lubił przegrywać. Tak. Czasami trudno przełknąć jakąś decyzję Sędziego.

Dużo większe wspomnienie o Mirosławie Liszce opublikujemy za tydzień. Jego bliskim i przyjaciołom składamy najszczersze wyrazy współczucia i solidarności w tych trudnych chwilach. Tak bardzo nam przykro.

Żegnaj, Mirek. Żegnaj, świetny piłkarzu.

***

Ceremonia pogrzebowa Mirosława Liszki rozpocznie się wyjściem z kaplicy cmentarnej w Otyniu 8 kwietnia o godz. 12.00.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content