Ślady w betonie. Jak pastor Busse pracuje nad polsko-niemieckim pojednaniem [REPORTAŻ]

Pastor Erich Busse z Drezna od ponad 50 lat działa na rzecz polsko-niemieckiego pojednania: – W dawnej komorze gazowej widziałem w betonie ślady po palcach. Ci ludzie tak mocno opierali się o ścianę, bo chcieli się czegoś chwycić, gdy umierali

Majdanek, 1968 rok. Piękne, słoneczne lato. 18-latek z Niemiec niedawno zdał maturę i pierwszy raz jest w Polsce. Widzi dawne komory gazowe. Ma poczucie, że czas stoi tutaj w miejscu.

Z pastorem Erichem Bussem siedzimy na rynku w Bytomiu Odrzańskim, dawnym Beuthen an der Oder. Też świeci słońce, mruży oczy jak wtedy na Majdanku.

– Przyjechałem do Lublina w niedzielę wczesnym rankiem – opowiada. – Miałem adres pewnej pani. Zapukałem do niej, przeprosiła, że jest jeszcze śpiąca, ale była na urodzinach. Poszliśmy na Majdanek, pokazała mi teren. W komorze gazowej widziałem w betonie ślady po palcach. Ci ludzie tak mocno opierali się o ścianę, bo chcieli się czegoś chwycić, gdy umierali. To wywarło na mnie wielkie wrażenie: umierający ludzie są w stanie zostawić ślady w betonie. Wtedy wyobraziłem sobie ich ból i strach.

Rodzice

Pastor Busse: – Podziwiałem rodziców za to, co robili po wojnie. Wiem, że w jej trakcie nie współpracowali z nazistami, ale nie należeli też do podziemia. To byli prości ludzie, matka nie umiała czytać. Szanowałem ich za to, że oddawali ostatnią rzecz, jaką mieli, żeby pomóc drugiemu człowiekowi. Starsza siostra mojej matki w czasie wojny ukrywała żydowską rodzinę. Innym prześladowanym pomagała w znalezieniu schronienia. Dla mnie była światłem, za którym chciałem iść.

Pokuta

52 lata temu młody Busse jedzie do Lublina w ramach Akcji Znaku Pokuty. Organizacja została założona w 1958 przez niemieckich protestantów. Młodzi ludzie jeździli do Polski, Izraela, innych krajów i pracowali. To miało budować porozumienie z narodami, które najbardziej ucierpiały przez nazistowską okupację. Promować pokój, tolerancję. Walczyć z antysemityzmem, rasizmem i innymi formami dyskryminacji. Budować pojednanie.

Matka Ericha Bussego dużo opowiadała mu i jego młodszej siostrze o wojnie i wiążącym się z nią okrucieństwie. Pastor mówi dziś, że już jako nastolatek podjął decyzję, że gdy dorośnie, nie będzie milczał, kiedy kłamstwo będzie głośno i nad wielkimi zbrodniami zapanuje urzędowe milczenie. – Takie milczenie też jest kłamstwem. Wielkim kłamstwem – zaznacza. – Postanowiłem starać się, żeby to wszystko się nie powtórzyło. Akcja Znaku Pokuty spodobała mi się też z tego względu, że ta organizacja była niezależna od państwa i jego rzekomo socjalistycznej ideologii, w której tak naprawdę chodziło o podoporządkowanie się Moskwie. Poznałem wtedy mnóstwo szlachetnych ludzi.

Erich Busse deklaruje, że od razu zasmakował w polskiej kuchni. Jego matka gotowała po polsku i ukraińsku. – Dla mnie już wtedy, za komuny, wasz kraj był krainą wolności – wspomina, a ja się dziwię. – W Polsce mogłem oglądać filmy o Beatlesach czy ekranizacje książek Güntera Grassa. A u nas nie.

Tygodnik Powszechny”

W Krakowie Busse poznaje małżeństwo Czarników. Pyta, czy może zatrzymać się u nich dzień, może dwa. Mówią, żeby został dwa tygodnie. Jedzie do nich w drodze do Lublina. Czarnikowie traktują go jak syna.

Dlatego postanawia nauczyć się języka polskiego. To jeden powód. Drugi – chce rozmawiać z Polakami w naszym języku, „żeby być tym, który buduje mosty”.

Rok później zwiedza Polskę już sam, autostopem po małych miasteczkach. Bierze ze sobą słownik z 15 tysiącami słów. – „Ja szukać dworzec”, „ja szukać spać”. Od tego się zaczęło – uśmiecha się. – Potem czytałem polskie książki, słuchałem Radia Wolna Europa, chociaż strasznie zagłuszali. Dużo było o polskiej historii. Też Radia Warszawa, które mówiło sporo o „zgniłym Zachodzie”, rzeczach, które znałem z zachodnioniemieckich stacji. Nowe było tylko słownictwo.

W latach 70. Busse ma praktyki w krakowskim „Tygodniku Powszechnym”. – Członkowie tej redakcji, jak i załoga „Znaku”, byli znani na Zachodzie – podkreśla. – Tu się czuło ducha wolności. Zajmowałem się niemieckimi, angielskimi i amerykańskimi grupami, które w tamtym czasie waliły do redakcji i szukały kogoś, kto może ich zapoznać z sytuacją Kościoła w komunistycznej Polsce, tłumaczyć ich rozmowy i pokazać im miasto. To był dla mnie ważny okres. Poznałem Jerzego Turowicza, Stanisława Stommę, Józefę Hennelową, Krzysztofa Kozłowskiego, który później został ministrem spraw wewnętrznych. Powiedzmy, że byłem kolorowym psem – nie pisałem żadnych artykułów, ale mieli do mnie zaufanie. Opowiadali mi o kondycji polskiego Kościoła. Poznałem wtedy późniejszego papieża, kardynała Karola Wojtyłę. Trzeba rozumieć ten czas: wtedy, w pierwszych latach Gierka, „Tygodnik” i Kościół katolicki mieli trochę więcej luzu. Wydawało się, że zaczynają się lepsze czasy, ale potem okazało się, że niekoniecznie.

Stasi

Erich Busse we wschodnich Niemczech angażuje się w działalność opozycyjną. Koledzy z niemieckiego podziemia inspirują się „Solidarnością”, jego po prostu wkurza kłamstwo. Bo władza NRD mówi, że „S” jest faszystowska. – Od kłamstwa zaczyna się całe zło w polityce – powtarza jak mantrę. – Zwykli, szeregowi zbrodniarze nie zajmują się kłamstwem, tylko kradną albo zabijają. Zbrodniarze na górze potrzebują kłamstwa do uświęcenia swojej działalności. Po wybuchu „S” enerdowskie wojska były już w namiotach blisko Odry. Napięta atmosfera. Ludzie u nas bali się, że będzie kolejna wojna. Miałem wygłosić kazanie na Boże Narodzenie. Kościół był pełny. Mówiłem między innymi o prawdzie. O tym, że boimy się, iż do Polski znowu wejdą niemieccy żołnierze. Szkoda, która by wtedy powstała, nie byłaby do naprawienia przez następne kilkadziesiąt lat. Powiedziałem, że chcemy nie tylko modlić się o to, by Polska sama mogła zdecydować o swojej drodze, ale też musimy głośno mówić, że ma takie prawo.

Zaczyna się inwigilacja Bussego i jego rodziny przez Stasi. Bezpieka instaluje w jego otoczeniu kilku agentów. Pracuje wtedy w Berlinie, a oni dają mu znaki, że go obserwują.

Historia się toczy. W jego kraju w końcu pada Mur Berliński. A Erich Busse nadal działa na rzecz pojednania. Po latach dostaje za to choćby Nagrodę im. św. Brata Alberta czy odznaczenie Komandoria „Missio Reconciliationis” (Misja Pojednania).

Klepper

– Wśród cudów stworzenia Pana Boga jest język. Każdy język jest wielkim cudem i każdy ma wiele tajemnic – mówi Erich Busse. – Dbam o czystość języka. Konfirmanci czasem mnie pytają: ksiądz nie jest tylko księdzem, ale i nauczycielem niemieckiego?

Jest też miłośnikiem niemieckiej literatury. Ceni choćby twórczość urodzonego w Beuthen an der Oder Jochena Kleppera, a właściwie Joachima Georga Wilhelma Kleppera – jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, który tworzył również kościelne pieśni.

Klepper swego czasu był literacką gwiazdą. „Kiedy władzę w Niemczech objęli naziści, losy Kleppera i jego rodziny bardzo się komplikują – pisał na naszych łamach Marek Grzelka. – Z powodu mieszanego, niemiecko-żydowskiego małżeństwa traci pracę w radiu, znajduje nową w wydawnictwie Ullsteina, skąd zostaje wyrzucony z tego samego powodu. Pisze wiersze religijne, eseje i szkice o literaturze chrześcijańskiej. W 1934 roku przyjeżdża do rodzinnego Bytomia, by pojednać się z umierającym ojcem. Po ustawach norymberskich z 1935 sytuacja mieszanej rodziny bardzo się komplikuje”.

Dalej Grzelka pisze: „10 grudnia 1942. Późny wieczór w domu Klepperów. W swoim dzienniku Jochen dokonuje ostatniego wpisu. »Po południu przesłuchanie na Gestapo. Umieramy więc. To także wola Boga. Dziś w nocy idziemy wspólnie na śmierć. Nad nami w ostatnich godzinach obraz błogosławiącego Chrystusa, który nas otacza. Pod jego spojrzeniem kończy się nasze życie«. Na kartce zapisuje »Uwaga! Gaz!« i wiesza ją na futrynie drzwi do kuchni. Żegna się z żoną i córką. Odkręcają gaz. Kładą się przytuleni do siebie na podłodze. Biorą tabletki nasenne. Rano znajdzie ich pokojówka”.

Klepper wiedział, że jego żona i córka zginą w nazistowskim obozie śmierci. Bo są Żydówkami.

Sam mógł się uratować.

Ale razem z nimi podjął dramatyczną decyzję o zbiorowym samobójstwie.

Ojciec”

Pierwszą książkę Kleppera Busse czyta w wieku 20 lat. Jest zafascynowany jego poetyką. Mniej więcej na początku XX wieku pochłania w całości „Ojca”, główne dzieło Kleppera. Fascynacja nie mija.

Zaczyna szukać informacji na jego temat.

Pewnego dnia jedzie z Gorzowa, gdzie miał wykład, do Zgorzelca. Zjeżdża z drogi S3 do Bytomia Odrzańskiego. Ze swoją siostrą Lilli chodzi po bytomskim rynku. Spotyka Jana Pasiecznego, który mieszka obok ewangelika. – Pokazał nam kościół, w którym trwał remont – wspomina pastor Erich. – A ja opowiedziałem mu o Klepperze.

Pasieczny: – Zaprosiłem ich na kawę i zadzwoniłem do Rysia, żeby przyszedł i sobie z nimi pogadał. W końcu Erich dobrze mówi po polsku. Niemiec, ale polski Niemiec.

Rysiu to Ryszard Szczygieł, regionalista, przez lata radny Bytomia. O miasteczku wie wszystko. – Późniejsza uroczystość odsłonięcia tablicy Kleppera na jego dawnym domu – opowiada – i samo nabożeństwo ekumeniczne to były poruszające chwile. Dobrze, że jest człowiek, który działa na rzecz pojednania.

– Jaki jest mój brat? Najlepszy – uśmiecha się Lilli Busse. – To bardzo ważne, że Erich robi to, co robi. W tym kontekście istotna jest historia naszej rodziny. Rodzice urodzili się na Wołyniu za czasów ostatniego cara. Ojciec po I wojnie światowej był polskim obywatelem i służbę poborową odbył w polskim wojsku.

– I tak borykam się z historią naszej rodziny – dodaje Erich Busse.

Krzyż z drutów Muru Berlińskiego

Gabinet burmistrza Bytomia Odrzańskiego Jacka Sautera, 2022 rok. Chwilę po ósmej.

Burmistrz: – Jak ci się spało, Erich?

Busse: – Dobrze, bardzo dobrze. Ale jak pomyślę o tych wszystkich uchodźcach z Ukrainy, którzy uciekają przed wojną… Straszny dramat.

– Dla mnie Erich jest wielkim człowiekiem – ocenia Sauter, który dostał od pastora krzyż z drutów Muru Berlińskiego. – Doskonale wiemy, co przeżyli Polacy. Nie spotkałem Niemców, którzy negowaliby swoją winę, ale zwykle niespecjalnie chcą o niej mówić. Erich Busse jest pierwszym, który opowiada mi o poczuciu winy, próbie odkupienia. O budowaniu mostów. I o tym, że niemiecki naród musi to dźwigać na barkach. Że trzeba robić wszystko, by to się nie powtórzyło. Wydawało nam się, że żyjemy w bezpiecznych, spokojnych czasach, w których ludzkość zmądrzała, ale to nieszczęście w Ukrainie pokazuje, że tak nie jest. W Europie znowu państwo napada na swojego sąsiada. To pokazuje, jak ważni są ludzie pokroju Ericha. Podczas uroczystości związanej z Klepperem on wygłosił jedno z najpiękniejszych kazań, jakie słyszałem w życiu.

Fragment z tej homilii: „Stoję przed wami jako Niemiec, tu, w tym bardzo starym kościele, ponieważ chcemy sobie przypomnieć urodzonego w tym mieście Jochena Kleppera. Mam świadomość tego, że jestem członkiem niemieckiego narodu, który przyniósł innym śmierć i zagładę. W Polsce wiele miejsc pamięci przypomina o tym. Ja urodziłem się po wojnie, mógłbym powiedzieć: to mnie nie dotyczy. Ale znam słowa »Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą«. Próbuję pojąć, jak to było możliwe, że została popełniona tak wielka zbrodnia. Było wielu przekonanych zwolenników Hitlera. Ale większość narodu niemieckiego bała się o swoje życie. I tak stali się oni narzędziem wojny i mordercami”.

Meine Schule

Ryszard Szczygieł: – Kiedyś przyjechał do mnie Niemiec, który przed wojną mieszkał w Drogomilu. Świetny człowiek. Dzwoni, wychodzę, zapraszam do środka. Zauważyłem, że w aucie są jeszcze dwie osoby. Zapytałem, kim są. Okazało się, że to jego córka i syn. Weszliśmy wszyscy do domu, żona przygotowała śniadanie. Ten facet, pan Hoffman, zaczął płakać. Poprosiłem koleżankę, tłumaczkę, żeby spytała, co się stało. On nigdy sobie nie wyobrażał, że po tej straszliwej wojnie Polak usiądzie z nim do stołu. Bardzo mnie to wzruszyło. W jego byłej szkole przy Kościelnej powiedział mi: Ryszard, das ist meine liebe Schule! Odpowiedziałem: Herbert, meine auch. Tyle że ja zacząłem do niej chodzić w ‘53 roku, a on – w ‘33. Później z żoną odwiedzaliśmy go w Niemczech. Stawał na głowie, żeby nas pięknie przyjąć.

Po chwili włącza się Erich Busse: – Często pytają mnie, na czele z żoną: dlaczego ciągle zajmujesz się zmarłymi? Co to nam daje? Odpowiadam, że po pierwsze – oni zrobili w życiu coś dobrego i zasłużyli na pamięć. Musimy szanować ich dziedzictwo. Po drugie – w tak ciemnym czasie pokazali, że możliwym było żyć po ludzku. Szanować życie drugiego człowieka, mimo że sami bali się o swoje. Dlatego to robię. W Niemczech bardzo wielu ludzi nie zajmuje się takimi rzeczami. Nie chcą o tym mówić. Księża też nie – obojętnie czy katoliccy, czy ewangeliccy. Olbrzymia część albo była nazistami, albo nie robiła nic, by pomagać ofiarom. Smutne, czarne akapity.

Sauter: – A dziś? Trwa wojna rosyjsko-ukraińska, a prawosławny duchowny gości w cerkwi rosyjskiego generała. Nic się nie zmienia.

Busse: – Kiedy duchowni stoją blisko władzy, to już jest pole do działania diabła.

Pojednanie czyli co?

Zadaję to pytanie Erichowi Bussemu. Uważa, że w pojednaniu polsko-niemieckim nie chodzi o sam cel, ale o proces: – To nie jest punkt, do którego dążymy, osiągamy go, a później odpoczywamy. Wielu ludzi angażuje się w pojednanie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Chciałbym, żeby było lepsze porozumienie między nami. Polacy pracują w Niemczech, ale mało wiedzą o naszym kraju. A z naszej strony jest o wiele gorzej. Ściana niewiedzy zaczyna się u nas za Odrą i dotyczy nie tylko Polaków. Pokój między Polakami i Niemcami jest potrzebny po to, żeby był pokój w Europie. I żeby był przykładem dla innych narodów.

Ukraina

Jak możliwe są zbrodnie, które popełnia Putin w Ukrainie w 2022 roku? A jak były możliwe te Hitlera w Polsce podczas II wojny światowej?

– Tyrani zapominają o jednej sprawie: ten, kto dziś rządzi wielkim mocarstwem, nie wie, czy jutro będzie mógł rządzić swoim małym palcem – obrazowo odpowiada pastor Busse. – Do tego rola Cerkwi, która kiedyś wyrzuciła ze swojej wspólnoty nawet Tołstoja, a z całej carskiej rodziny zrobiła świętych, choć car już przed I wojną światową bez końca wojował i przyczynił się do cierpienia innych narodów. Ludzie muszą myśleć. Nie mogą rezygnować z myślenia na rzecz dyktatorów. Na rzecz nikogo.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content