Jak bohater spod Monte Cassino oszukał śmierć

Mateusz Sztynyk walczył w armii Andersa. Bił się z nazistami choćby pod Monte Cassino. – Tata nie lubił się tym chwalić. W przeciwieństwie do niektórych ludzi, którzy za bardzo nie walczyli, ale robią z siebie wielkich kombatantów – mówi pan Jan, jego syn. 18 maja obchodzimy 78. rocznicę zwycięstwa aliantów w bitwie o Rzym

Przed wojną mieszka na Kresach w Kosowie w powiecie czortkowskim. To województwo tarnopolskie. W lutym 1932 r. zostaje wcielony do 12. Pułku Artylerii Lekkiej w Tarnopolu jako jezdny. „W maju 1932 przydzielony na stanowisko kucharza – czytam w biogramie Mateusza Sztynyka przygotowanym przez Fundację Znaki Pamięci. – We wrześniu 1933 r. przeniesiony do rezerwy”.

Hitler postanawia zniszczyć światowy ład, dlatego Sztynyk uczestniczy w kampanii wrześniowej 1939. 18 września dostaje się do sowieckiej niewoli. Trafia do obozów jenieckich: najpierw w Krzywym Rogu w obwodzie dniepropietrowskim, od 14 czerwca 1940 przebywa w łagrze Siewżełdorłag, a od lipca 1941 w obozie w Juży. „Tu zastała go tzw. »amnestia« dla obywateli polskich na mocy Układu Sikorski Majski z roku 1941” – tłumaczą historycy.

3 września ‘41 w Tatiszczewie Sztynyk zostaje przyjęty do tworzonych przez gen. Andersa Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. 10 marca ‘42 jest wcielony do 5. Pułku Artylerii Lekkiej 5. Dwyizji Piechoty.

Szlak

„Wraz ze swym pułkiem został ewakuowany w sierpniu 1942 r. z ZSRR do Iranu, a następnie przebywał w Iraku, Palestynie i Egipcie – czytam w opracowaniu Znaków Pamięci. – Na front włoski został wysłany z przydziałem funkcji kucharza. Jako kanonier 5. Wileńskiego Pułku Artylerii Lekkiej 5. Kresowej Dywizji Piechoty (…) uczestniczył w całej kampanii włoskiej 2. Korpusu, w tym w bitwie o Monte Cassino”.

Mateusz Sztynyk (wszystkie fot. z mat. rodzinnych)

W środę 18 maja obchodzimy 78. rocznicę tamtego zwycięstwa aliantów. Mówi się o tej walce również jako o bitwie o Rzym, ale w zasadzie to były cztery bitwy, które alianci stoczyli z Niemcami w rejonie klasztoru Monte Cassino. Brytyjski historyk Matthew Parker napisał, że to „największa lądowa bitwa w Europie – była najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem na wszystkich frontach II wojny światowej”.

Po zakończeniu II wojny światowej Sztynyk jest przetransportowany z oddziałami Korpusu do Wielkiej Brytanii, gdzie zostaje zdemobilizowany. Jeszcze na Wyspach zaczyna szukać swojej rodziny w powojennej Polsce. Odnajduje brata Feliksa, który mieszka w Byczu w gminie Bytom Odrzański. Z biogramu ZP: „Odwiedził brata, na krótko u niego zamieszkał, a następnie na stałe osiedlił się w Byczu (…). Mateusz Sztynyk lubił grać na akordeonie, który przywiózł aż z Anglii. Wraz z kolegami utworzył zespół muzyczny, grając na weselach i lokalnych imprezach. Pracował w państwowym zakładzie Cynkmet w Bytomiu Odrzańskim”.
Sztynyk umiera w 1975 r. Zostaje pochowany na cmentarzu w Bytomiu Odrzańskim. Żeby uczcić jego pamięć, w dniu pogrzebu miejscowi strażacy włączają syrenę, a sam pochówek odbywa się w asyście pocztu sztandarowego lokalnego koła kombatantów Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, do którego należał.

Historycy wyliczają odznaczenia, które Sztynyk dostał za swoje zasługi na szlaku bojowym: Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino, Gwiazda za Wojnę 1939-45, Gwiazda Italii czy Odznaka Pamiątkowa 5. Kresowej Dywizji Piechoty.

Anastazja, jego miłość, z którą spędził powojenne życie, zmarła 12 stycznia 1997 r.

Oszukał śmierć

Jako pierwszy o historii Mateusza Sztynyka opowiedział mi radny Bytomia Odrzańskiego Adrian Hołobowicz. – Żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej, już w lutym spotkałem się z jego synem Janem Bernatem – mówi Hołobowicz.

Bernat: – Ojciec opowiadał, że na Syberii było tak zimno, że jak rano ubierał buty, to uciekały z nich szczury, które szukały w nich ciepła. A w łagrach był taki głód, że jedli surowe mięso.

Jan Bernat za młodu nie pytał ojca o przeszłość. – Zawsze żartuję, że bardziej interesowały mnie wtedy dziewczyny niż historia – uśmiecha się. – Feliks, brat ojca, też walczył. Tata nie lubił się tym chwalić. W przeciwieństwie do niektórych ludzi, którzy za bardzo nie walczyli, ale robią z siebie wielkich kombatantów.

Hołobowicz spisał to, co pan Jan pamięta. Oto fragment jego opowieści: „Krzyż pamiątkowy ojca spod Monte Cassino znalazłem po 40 latach, był zakopany w ziemi. Wcześniej, za dzieciaka, ojciec dał mi go do zabawy i widocznie go zgubiłem.

Jeszcze przed wojną był w kawalerii konnej, gdzie była duża dyscyplina. Dowódca chodził, przejeżdżał palcem po grzbiecie koni i jeśli któryś był brudny – była kara. Tata miał takiego siwego konia »Szpaka«. Kapitan, wredny, pytał, kto chce iść na kuchnię. Większość podniosła rękę, tylko kilku z tej grupy nie chciało, w tym mój ojciec. I dlatego za karę trafił na kuchnię.

Jan Bernat

Gdy pewnego dnia musieli dowieźć jedzenie na front, już na Półwyspie Apenińskim, pojechali dwoma samochodami. Kolega mówi: wsiadaj, pojedziesz ze mną. Ale ojciec wsiadł do drugiego samochodu i to uratowało mu życie, bo auto, którym jechał ten kolega, najechało na minę.

Później nie chciał zostać w Anglii, bo mówił, że poszedł tam do kościoła i mu się nie spodobało. Nie było jak w Polsce.

Po wojnie, już w Polsce, grał u nas na akordeonie na zabawach i weselach. Zespół tworzyły trzy osoby: na skrzypcach grał pan Głóg, mieszkaniec pobliskich Królikowic, a na perkusji pan Pędziwiatr z Rejowa. Na jednym z wesel, chyba w Siedlisku, kobieta za grę zapłaciła koniem. Strasznie był chudy, ale dzięki niemu ojciec mógł uprawiać pole. Wtedy była straszna bieda i ludzie tak sobie płacili.

Akordeon przywiózł z Anglii. O mały włos mu go nie skonfiskowali. Konduktor albo jakiś żandarm zadał pytanie, co tam wiezie. Byli przekonani, że pochodzi z rabunku i jest na handel. Wtedy ojciec rozpakował futerał, zagrał i tak pozwolili mu go zatrzymać”.

Uniknął Katynia

Przez lata Mateusz Sztynyk publicznie posługiwał się imieniem Michał, po ojcu. – Gdy przyjechał do Bycza, musiał meldować się na posterunku. Chodziła za nim ubecja. Postępował tak z tym imieniem być może dlatego, żeby jakoś zmylić ubeków – domniemywa Hołobowicz. I przypomina: – Władza ludowa traktowała żołnierzy walczących w PSZ na Zachodzie jako wrogów publicznych. Gdy wracali do kraju, nie czekały na nich zaszczyty i chwała, tylko represje i poniżenie.

– Wspólnie z rodziną bohatera złożyliśmy wniosek do IPN, by jego grób wpisać do ewidencji weteranów walk o wolność i niepodległość Polski – podkreśla Adrian Hołobowicz.

Dodaje, że Mateusz Sztynyk miał stopień kanoniera w artylerii – to był odpowiednik szeregowca w piechocie. Niska wojskowa ranga uchroniła go przed wywózką z obozu jenieckiego do Katynia i pobliskich miejscowości, gdzie NKWD zabiło prawie 22 tys. Polaków, w tym oficerów.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content