Społecznicy posprzątali Odrę, czyli sieć życia. „Z naszą Ziemią jest coraz gorzej”

– Temat śmieci cały czas wypływa, dosłownie i metaforycznie rzecz ujmując. Ich przybywa nad rzeką, w lasach – mówi Konrad Gramont. Dlatego razem z innymi społecznikami wziął udział w akcji Czysta Odra w Nowej Soli. Podobne odbyły się też w Bytomiu Odrzańskim

Akcję czyszczenia rzeki i jej najbliższej okolicy wymyślił Dominik Dobrowolski, wrocławski podróżnik i ekolog. „Od 29 kwietnia do 8 maja przeprowadzimy razem z lokalnymi organizacjami akcje sprzątania Odry od jej źródeł do Bałtyku” – na ten apel odpowiedzieli również nowosolanie.

W Nowej Soli w akcji wzięło udział kilkanaście osób. Wielkie sprzątanie 30 kwietnia zaczęło się przy kanale rzeki Rudnianki. Śmieci było mnóstwo. Tam społecznicy uwinęli się z robotą w dwie i pół godziny.

Później spędzili dwie kolejne na sprzątaniu prawego brzegu Odry – okolic leśniczówki, mostu i nabrzeża w stronę Przyborowa. Odpadów było niewiele mniej…

Jednym z organizatorów nowosolskiej odsłony Czystej Odry był Konrad Gramont z Fundacji Panopticum i Stowarzyszenia PARK. – Głupio byłoby nie podpiąć się pod taką akcję, będąc mieszkańcem nadodrzańskiej miejscowości – mówi. – Temat śmieci cały czas wypływa, dosłownie i metaforycznie rzecz ujmując. Ich przybywa nad rzeką, w lasach. Kiedy zadzwoniłem do operatora odbierającego śmieci, głos w słuchawce z dużą szczerością powiedział: cieszymy się, że sprzątacie rzekę, bo tego syfu nie będzie tak dużo jak w lesie, dlatego będziemy w stanie w ogóle to odebrać.

Dlaczego Odra jest ważna dla Gramonta? – 10 lat temu przy piwku wpadliśmy z kolegą na pomysł, żeby wzdłuż rzeki przejść się z Bytomia Odrzańskiego do Nowej Soli – wspomina. – W Bytomiu dodatkowo przeprawiliśmy się łódką po krze. To było akurat wtedy, jak przewrócił się włoski statek Costa Concordia. Nasza łódka szorowała po lodzie. Był styczeń, dość zimno. Spędziliśmy na tym mrozie fajny dzień i dwa tygodnie później powtórzyliśmy coś takiego na Bukowej Górze. Wtedy było minus 10 albo i lepiej. Cały zalew, gdzie dziś jest przystań, był zamarznięty. Też było przyjemnie. Rzeka jest pewnym symbolem, ale bardziej mi się kojarzy z właśnie z relaksem. Z chodzeniem.

W akcji sprzątania wziął udział również Bartosz Hryniewiecki. Przyszedł kiedyś do redakcji i powiedział: „Napiszcie coś o zmianach klimatycznych”. Powstał wtedy artykuł „Radykał pyta: Odra może wyschnąć?”.

Kilka lat temu zrobił happening: powiesił nad Odrą na jednym z drzew przy drodze baner z pytaniem: „Czy Odra może wyschnąć”. Wisiał na wysokości oczu kierowców. Kiedy robiłem ten baner, zapisałem sobie w notatkach 12 różnych pytań, które mógłbym im zadać – wspomina Hryniewiecki. I to pytanie o Odrę jest skrajne, dlatego je wybrałem, bo ono jest ostatnim etapem cyklicznych zdarzeń, które mogą nastąpić w naszej okolicy wskutek zmian klimatycznych.

Odra jest przepływającą siecią życia, o której zapominamy – zwraca uwagę Bartosz. – Dawno temu rzeka dała nam tutaj rozwój, możliwość osiedlania się. Dlatego jest dla mnie ważna. Gdyby w Nowej Soli była pustynia, toby nas tutaj nie było. Wydaje mi się, że Odra dzisiaj jest przede wszystkim wartością turystyczną. Kto ją zna, czuje, lubi sobie nad nią posiedzieć. Ale inni na co dzień jej nawet nie zauważają. Czysta Odra jest bardziej dla okolic rzeki niż dla niej samej. Działaniem stricte dla rzeki byłoby choćby systemowe, realne zablokowanie wpuszczania nieczystości z wszelakich fabryk w górze i dole Odry. Z tym trzeba walczyć. To przede wszystkim zanieczyszcza rzekę.

Ziemi trzeba pomóc

Agnieszka Wildangier-Sznajder jest pedagożką w „Elektryku”. Na akcję Czysta Odra przyszła z grupą swoich uczniów z koła wolontariatu. – Starają się pomagać w charytatywnych i społecznych akcjach – podkreśla. – Uznali, że chcą tutaj przyjść. Ważne jest też to, żeby zwracać uwagę młodych ludzi na temat ekologii.

Oliwia i Kacper, wolontariusze z „Elektryka”: – Lubimy pomagać, spędzać razem czas z przyjaciółmi i robić coś pożytecznego. Dobrze, że są takie akcje, bo ekologia, dbanie o środowisko, planetę – to bardzo ważne. Starsi ludzie, ale nie tylko, o tym zapominają. To, że widzimy tutaj tyle śmieci, jest przerażające. Akurat my, jak już narobimy gdzieś syfu, staramy się później posprzątać, zabrać te rzeczy ze sobą i wrzucić do śmieci. Z drugiej strony to nie jest tak, że się dziwimy. Standardowy obraz w Polsce. Niestety.

Społeczniczka Agnieszka Hendel wsadza do worka kolejną pustą butelkę po soku i mówi: – Trzeba coś z tym zrobić. Przerażające. Nie pojmuję, skąd się bierze takie myślenie. Przechodzę tędy często z psem i to, co tutaj widzimy, to jest hardkor, ale w Nowej Soli jest wiele podobnych miejsc. Choćby Zamenhofa, przy stadionie „Ogólniaka”, w bardzo uczęszczanym miejscu. Z naszą Ziemią jest coraz gorzej, dlatego trzeba jej pomóc i warto organizować takie akcje. Jeżeli my tego nie zrobimy, to kto? A nasze dzieci? Musimy coś dla nich zostawić. To nie jest coś wielkiego, ale musimy zacząć właśnie od takich małych kroków.

Kolejny z tych małych kroków miał miejsce w środę 4 maja. Akcję zorganizowało Centrum Informacji Turystycznej. Uczestnicy posprzątali teren od Starej Wsi do nowosolskiego portu. Przyszło prawie sto osób!

– Wspólnymi siłami razem z Warsztatem Terapii Zajęciowej, Specjalnym Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym, klasą 7 B z „ósemki”, WOPR-em, Andrzejem Delą oraz z Zuzią i Kubą, mieszkańcami Nowej Soli i Wrociszowa, oczyściliśmy lewy brzeg Odry na wysokości 427-433 km – podkreśla Monika Tatuśko z CIT. – Wszystkim uczestnikom dziękujemy za zaangażowanie i mamy nadzieję, że ta akcja stanie się tradycją troski o rzekę, która jest wizytówką naszego miasta.

W genach

Akcji nie przespał też Bytom Odrzański. Jej najmłodszym uczestnikiem był Antoś Puchalski, niespełna 3-latek, a koordynatorem pierwszej odsłony Adrian Hołobowicz. Wszyscy zebrali się na Majorce.

– Mój dziadek oprócz tego, że mieszkał na Nowym Mieście i od Odry dzielił go rzut kamieniem, to jeszcze przez ponad 30 lat pracował na przeprawie promowej obsługującej przewozy na drugi brzeg rzeki – wspomina Hołobowicz. – Można powiedzieć, że miłość do Odry odziedziczyłem w genach. Nad rzekę chodziliśmy na spacery, tam łowiliśmy ryby, bawiliśmy się na jej brzegach. W szkolnych czasach dwa miesiące wakacji spędzałem nad Odrą. Inni jeździli na kolonie, w góry, za granicę, a ja z kolegą z osiedla wędrowałem wzdłuż jej brzegów i łowiłem.

Radny Bytomia Odrzańskiego wspomina, że już wtedy wkurzały go plastikowe opakowania po robakach czy zanętach zostawione na ostrogach. Albo butelki po trunkach. – Tego typu zachowania wynosi się przede wszystkim z domu – uważa. – Gdy młokos widzi rodzica wyrzucającego przez okno auta opakowania po Happy Mealu z McDonald’s, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że podobnie będzie robił w przyszłości, jak już podrośnie.

Dlatego gdy pojawiła się akcja Czysta Odra – poszedł w to. – W styczniu napisał do mnie Tadeusz Czaykowski z Siedliska z propozycją zorganizowania takiej akcji – wspomina. – Plan był taki, żeby Siedlisko posprzątało swoją stronę, a Bytom swoją. Po sprzątaniu mieliśmy się spotkać na wspólnym poczęstunku pod wiatą przy Trakcie Pruskim. U nas akcja zgromadziła miłośników Odry, którzy swój wolny czas poświęcili właśnie na sprzątanie jej brzegów w okolicach Bytomia Odrzańskiego, za co bardzo im dziękuję.

W Bytomiu było rodzinnie i na luzie. Na koniec nie zabrakło ogniska z kiełbaskami. – I cynamonek, które upiekła moja żona – uśmiecha się Adrian Hołobowicz. – Najmłodsi dostali gadżety z Nadleśnictwa Nowa Sól, a starsi Browar Odrzański, by ukoić pragnienie.

Dodatkową atrakcją był powrotny rejs bytomskim galarem. Uczestnicy mogli zobaczyć orła bielika, który przycupnął na gałęzi dębu.

Podobna akcja odbyła się w Bytomiu w sobotę 7 maja – zrobiła ją Fundacja Rozwoju Aktywności Lokalnych FALA.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content