Uciążliwa myjnia w centrum miasta [INTERWENCJA]

– Może ktoś pomyśli, że skarżymy czy donosimy. Nie, my chcemy żyć w zgodzie z właścicielami myjni, ale niech oni nam nie utrudniają życia. Myjnia działa 24 godziny na dobę. O 3.00 rano przyjeżdżają kierowcy, puszczają muzykę na full i przez dobre 20 minut robią nam dyskotekę pod oknem. Nie da się tak żyć, dlatego prosimy o pomoc, bo u burmistrza jej nie znaleźliśmy – mówią lokatorzy bloku przy ul. Słowackiego

Kożuchów, jedna z ostatnich niedziel, godzina 8.00. – Chyba całe centrum Kożuchowa słyszało, jak grała nam muzyka na myjni. Nie dało się w domu wysiedzieć. Wiem, że sąsiad z ul. Żeromskiego krzyczał do kierowcy, który przyjechał umyć samochód, żeby ją ściszył, a ten sobie nic z tego nie robił. My wszyscy mamy teraz pootwierane okna, bo jest gorąco. Sąsiedzi mają ogrody, z których nie mogą korzystać, bo nie da się wysiedzieć, jest taki harmider – opowiada lokatorka bloku przy ul. Słowackiego 27, który od myjni dzieli zaledwie 10 metrów.  

„Sprawa bez echa”

Lokatorka nr 2: – Jak się przy tym nie jest na co dzień, to trudno sobie wyobrazić, jakie tam są hałasy. Są trzy stoiska, więc sytuacja często wygląda tak: podjeżdża trzech kierowców z dziećmi, które bawią się na terenie wokół myjni.  A ich ojcowie się przekrzykują i opowiadają takie historie, że to nie jest do powtórzenia.

To samo zdaniem pań, które przyszły do redakcji, dotyczy młodzieży, która ma przesiadywać na terenie myjni całymi nocami. – Jej słownictwo jest przerażające, proszę mi wierzyć. Idą takie słowa, że jak żyję już 50 lat na tym świecie, to takich słów jeszcze nie słyszałam. Uszy więdną. Nie da się tak funkcjonować. Do tego picie alkoholu, wrzaski, hałas – opowiada lokatorka bloku nr 27.

Moi rozmówcy zwracają uwagę, że sprawa ciągnie się już dłuższy czas, a mieszkańcy – jak twierdzą – nie mają gdzie szukać pomocy.

– Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby burmistrz ukrócił to od razu. Pisaliśmy do niego pismo, ale on umywa ręce – uważa jedna z moich rozmówczyń.

W piśmie lokatorów czytamy: „Pomimo dwukrotnego zwrócenia się do burmistrza Kożuchowa o interwencję u właścicieli myjni – prośba na piśmie oraz druga, ustna – sprawa pozostała bez echa”.

Burmistrz radzi

Lokatorki kamienicy przy Słowackiego 27 do redakcji przyniosły odpowiedź burmistrza Pawła Jagaska z czerwca 2021 roku, w której czytamy: „Informuję, że w powyższej sprawie na miejsce skierowano funkcjonariuszy Straży Miejskiej. W toku podjętych czynności przeprowadzono rozmowę z jednym ze współwłaścicieli myjni. W trakcie rozmowy zobowiązał się podjąć działania w celu wyeliminowania uciążliwości, a przede wszystkim hałasu. Zobowiązał się do zamontowania paneli dźwiękochłonnych wzdłuż ogrodzenia Waszego bloku”.

Mieszkańcom dał wtedy także pewną radę: „W sprawie zakłócania porządku publicznego w nocy, zakłócania ciszy nocnej oraz spożywania alkoholu należy każdorazowo, nawet anonimowo zgłaszać interwencję na policję na numer alarmowy 112”.

Lokatorka nr 1: – Podobną podpowiedź dał nam dzielnicowy. Co z tego, że dzielnicowy mówi, że za każdym razem mamy dzwonić na policję. W weekend komisariat jest zamknięty. Zanim z Nowej Soli dotrze do myjni patrol policji, to już nikogo może nie być.

Nie do końca tak jest. – Faktycznie nie ma służby dyżurującej w weekendy, ale dyżurują patrole, które są do dyspozycji mieszkańców – mówi Justyna Sęczkowska, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli. Dodaje, że mieszkańcy mają jeszcze jedną możliwość, jeśli dochodzi np. do notorycznego zakłócania ciszy nocnej. – Można zgłosić to miejsce do Krajowej Mamy Zagrożeń Bezpieczeństwa, gdzie przy pomocy komputera lub telefonu można w prosty i anonimowy sposób nanieść na mapę zgłoszenie, a policjanci zajmą się rozwiązaniem wskazanego problemu – podpowiada rzeczniczka.

Lokatorka nr 2: – Może ktoś pomyśli, że skarżymy czy donosimy. Nie, my chcemy żyć w zgodzie z właścicielami myjni, ale niech oni nam nie utrudniają życia. Myjnia działa 24 godziny na dobę. O 3.00 rano przyjeżdżają kierowcy, puszczają muzykę na full i przez dobre 20 minut robią nam dyskotekę pod oknem. Nie da się tak żyć, dlatego prosimy o pomoc, bo u burmistrza jej nie znaleźliśmy.

Skontaktowałem się z burmistrzem Jagaskiem, żeby zapytać, co z dźwiękochłonnym płotem.

– To prawda, że właściciele zobowiązali się postawić go na własny koszt. Do tej pory to nie zostało zrobione. Właściciele mają wszystkie potrzebne pozwolenia do prowadzenia działalności, więc tu jest potrzebna jedynie ich dobra wola – odpowiada burmistrz.

– Czy ostatnio pan z nimi rozmawiał? – dopytałem.

– Jak ostatni raz z nimi rozmawiałem, podtrzymywali, że to zrobią. Mówiłem to też mieszkańcom otwarcie, że jeśli ci właściciele nie postawią tych ekranów, to żeby próbowali działać na własną rękę, bo my siłą nie możemy ich do niczego zmusić.

Właściciele rozumieją problem

Skontaktowałem się z jednym z właścicieli. – Tak naprawdę do nas nikt z lokatorów się nie zgłosił. Nie twierdzę, że tych głosów nie słyszałem, ale bardziej na zasadzie poczty pantoflowej – mówi Paweł Karpiński.

W imieniu swoim i współwłaściciela podkreśla, że nie pozostaną w tym temacie bierni. – Chcę podkreślić, że działamy na zasadzie wydanych pozwoleń, wcześniej były robione badania środowiskowe, więc żeby było jasne, nie prowadzimy jakiejś partyzantki. Nie możemy też do końca odpowiadać za to, co dzieje się tam nocą, od tego są odpowiednie służby – dodaje współwłaściciel myjni. Podkreśla, że ze wspólnikiem szukają dobrego rozwiązania tej sytuacji.

– Nie ukrawam, że cena obecnych materiałów budowlanych jest przerażająca, dlatego szukamy rozwiązania alternatywnego, żeby ulżyć mieszkańcom, ale też w jak najmniejszym stopniu obciążyć nasz budżet. Rozumiemy mieszkańców i grzecznościowo będziemy chcieli wyjść naprzeciw ich problemowi  – zaznacza Paweł Karpiński.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content