30 tysięcy kilometrów wycieczek. Jak 6-latek zdobył Koronę Gór Polski

– Dla mnie nie było łatwo, a co dopiero dla niego – mówi Grzegorz Dudzik. Wiktor, jego syn, jeszcze zanim poszedł do podstawówki, zdążył zdobyć wszystkie 28 najwyższych polskich szczytów. – Spodobało mi się to – uśmiecha się chłopiec

„Nazywam się Wiktor Dudzik, urodziłem się 2 listopada 2015 r. i w wieku 6 lat, zanim jeszcze poszedłem do szkoły, zdobyłem z moim Tatą Koronę Gór Polski – tak zaczyna swój biogram na stronie internetowej Wiktortravel.eu Wiktor Dudzik. No, pewnie napisał to jednak z małą pomocą dorosłych… – Dokonałem tego w dwa lata siłą własnych mięśni i charakteru. Bez pomocy kijków, raczków czy kolejek górskich. Góry lubię i zimą, i latem… Zimą jest jednak dużo ciekawiej i ciężej, jest większy fun, można się poślizgać, porzucać z tatą kulkami i lepić bałwana.

Pierwsza góra, jaką zdobyłem w życiu (24 maja 2020 r.) w wieku 4 lat, to była Szrenica – 1362 m n.p.m. Wtedy poczułem, że chcę więcej i wyżej.

Pierwszą górą zdobytą z KGP była bieszczadzka Tarnica (29 sierpnia 2020 r. – 1346 m n.p.m., a ostatnim szczytem Rysy (16 lipca 2022 – 2499 m n.p.m.).

Podczas wędrówek nauczyłem się, że nawet jak ma się pod górkę, to trzeba wyznaczać sobie wysokie cele i ich szczyty zdobywać. Muszę przyznać, że nie było łatwo, jednak widoki z góry w pełni koiły trud wędrówki i pozostaną na zawsze w mej pamięci”.

Zaczęliśmy o godz. 6.00…

– U mnie zaczęło się tak, że skończyłem turystykę, więc wędrówki nie były mi obce – wspomina Grzegorz Dudzik, tata Wiktora. – Syn miał w sobie dużo energii i pomyślałem, że można tę energię dobrze spożytkować. Gdy na Szrenicy zobaczyłem, że dał radę wejść na prawie 1400 m, stwierdziłem, że można by zdobyć wszystkie najwyższe szczyty w Polsce.

– Jak było podczas pierwszej wyprawy? – pytam Wiktora.

– Trudno – uśmiecha się. – Ale spodobało mi się.

Później wyczytali, że w skład Korony Gór Polski wchodzi 28 szczytów. Obrali sobie po kolei kolejne cele. – Staraliśmy się wspólnie spędzać weekendy w górach, oczywiście w miarę możliwości. Jak tylko nadarzyła się okazja, ruszaliśmy – mówi tata Wiktora. – Pełen cel osiągnęliśmy w dwa lata. Syn jest astmatykiem i alergikiem, przebywanie w górach dobrze wpływa na jego zdrowie, hartuje jego odporność. I charakter, bo przecież wejście na tyle szczytów dla 6-latka nie jest łatwe.

Wiktor najbardziej zapamiętał wyprawę na Rysy, najwyższy szczyt w Polsce. – Było naprawdę ciężko – przyznaje jego tata. – To nasza najdłuższa wyprawa. Zaczęliśmy o godz. 6.00, a skończyliśmy ją o 18.00, czyli to wszystko trwało 12 godzin. Trzeba mieć naprawdę dobrą kondycję, żeby wytrzymać. Rysy były naszą wisienką na torcie, bo to już jest dość niebezpieczna wyprawa. Trochę się martwiłem, bo trzeba było wchodzić nieco po łańcuchach, uważać, żeby nie dostać odłamkiem skały.

6-latek zapamiętał też szczególnie Lackową. – Tam jest ściana płaczu – opowiada Wiktor. – Niby 997 m, więc jest nieduża, ale ma przewyższenie – idzie się do góry 280 m wprost po takiej ścianie. Wtedy akurat strasznie lało, zrobiło się bagno i trudniej było zejść – dodaje Grzegorz.

– Ale nigdy się nie bałem. No, może raz, na Rysach – przyznaje Wiktor.

Grzegorz: – To chodzenie po górach fajnie cementuje relację ojca z synem. Spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu. I dobrze się razem bawiliśmy, przeszliśmy łącznie ok. 30 tys. km. Bez żadnych kijków albo brania na barana. Zimą rzucaliśmy się kulkami, Wiktor mógł się poślizgać.

– Na Śnieżce tak było! – wrzuca 6-letni chłopiec.

– A zdarzało się, że ktoś jeszcze z wami chodził? – dopytuję go.

– Raz, na Tarnicy, była z nami mama.

Tylko na Turbaczu nocowali w schronisku, podczas innych wypraw szukali noclegów w pobliskich miejscowościach. Nieraz zdobywali kilka szczytów podczas jednej wyprawy, np. Orlicę, Szczeliniec i Jagodną.

Góra Jamesa Bonda

– Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem młodszego dziecka na trasie – pęka z dumy Grzegorz. – Zdarza się, że rodzice niosą niemowlę, ale to co innego. Wiktor na własnych nogach zdobył te szczyty.

Rodzina i znajomi im kibicują. Gdy wrzucą na Facebooka relację ze zdjęciem – polajkują, napiszą dobre słowo, pogratulują.

– Koledzy mi nie dowierzają, że zdobyłem te wszystkie szczyty – śmieje się Wiktor.

W najbliższej przyszłości obaj chcieliby zobaczyć wszystkie europejskie morza. – Ale góry podobają mi się bardziej – zaznacza 6-latek. A co potem? No właśnie, powrót w góry! – Tata mówił, że zdobędziemy kiedyś europejskie szczyty.

– Niedawno byliśmy w szwajcarskich Alpach – wspomina Grzegorz Dudzik. – Wchodziliśmy na tzw. górę Jamesa Bonda. Najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo, we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek.

Grzegorz dodaje: – Góry to piękna pasja. Zawsze takie wycieczki są lepsze dla dzieci niż siedzenie w domu przed telefonem.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content