„Terminus musi istnieć”, czyli potrzebna enklawa [FESTIWAL FERMENT]

Za nami Festiwal Teatrów Niezależnych Ferment. Trwał aż cztery dni. – Teatr niezależny, teatr szczery i odważny. Tam, gdzie kończy się strach, rozpoczyna się wolność – opisuje atmosferę festiwalu Tamara Yelchaninova ze Stajni Metamorficznej

Ferment rozpoczął się 22 września w Sali Teatralnej im. Ryszarda Cieślaka w siedzibie teatru Terminus A Quo. To już trzecia edycja wydarzenia zrzeszającego teatry niezależne. – Tym razem teatralna uczta trwała aż cztery dni: od czwartku do niedzieli – mówi Ada Bednarek z TAQ i Fundacji Panopticum.

Pierwszego mogliśmy obejrzeć dwa spektakle teatru gospodarza, czyli legendarny „Skowyt” (interpretacja poematu Allena Ginsberga grana przez TAQ od 1977) oraz całkiem świeży i jakże mocny monodram Patrycji Gandery „Maka Samambu”… – W którym możemy usłyszeć głos młodej kobiety niezgadzającej się na ukształtowaną przez mężczyzn rzeczywistość – opowiada Bednarek.

Tego dnia ekscytujących wrażeń dostarczył nam spektakl „Ukochany Kraj Umiłowany Kraj” teatru Phisical Arthouse z Zielonej Góry, który prowadzi Marek Zadłużny. Ten teatr tańca poprzez ruch sceniczny, odważne stroje i zaskakującą oprawę muzyczną zadaje pytania przełamujące tabu, porusza wrażliwe kwestie: przynależności, bezpieczeństwa, wolności.

Dyrektor TAQ Edward Gramont (fot. Karol Kolba)

– W piątkowy poranek festiwal rozpoczęły warsztaty „GO!” pod szefostwem Natanaela Gramonta – wspomina Ada Bednarek. – To były warsztaty ruchowe mające przygotować aktorów do udziału w spektaklu „GO!”, który odbył się następnego dnia na placu Centrum Aktywności Społecznej w Nowej Soli. Aktorzy nie oszczędzali się, bo już o godz. 13.00 warsztaty taneczne poprowadził Marek Zadłużny.

Sister Kate

Potem chwila na oddech i już o 17.00 ruszył drugi dzień festiwalu. Na początek zobaczyliśmy spektakl TAQ „Tyrania”. – Po odwiecznej walce malarza Milana z „podrzędnym motłochem” mogliśmy wyruszyć w kosmiczną podróż po transowych rytuałach wraz z teatrem Transtopia z Krakowa – mówi Bednarek. – Spektakl „Katabaza” to hipnotyczne wizje wspomnień i historii miasta, które przedstawił nam młody krakowski zespół. Wisienką na torcie był spektakl teatru z miasta Nitra w Słowacji Alex a Laura „The End Of The F***ing World”. To perełka dla nastoletnich widzów, powstała na podstawie komiksu, od początku obfituje w różne dziwactwa, które powodują problemy i komplikacje. Zespół ze Słowacji pod opieką Maricy chętnie wraca w nowosolskie strony i co roku zaskakuje różnorodnością repertuaru.

Piątkową noc zakończył spektakl gospodarzy „Sister Kate” na podstawie tekstów Katarzyny Siuty – przejmujący obraz bezradności i zagubienia ludzi skazanych na życie w szpitalnych murach.

Cybermachineria

Sobotni dzień ani odrobinę nie zwalniał tempa. Rozpoczął się ostatnimi już warsztatami przygotowującymi aktorów do spektaklu „GO!”. Ten katastroficzny obraz cyberprzestrzeni jest najczęściej granym spektaklem plenerowym teatru TAQ. – Dzięki uczestnictwu tak wielu dodatkowych aktorów zamienił się w prawdziwe postapokaliptyczne zjawisko – wspomina Bednarek. – Przez chwilę plac CAS-u przemienił się w tętniącą żywą tkanką cybermachinerię.

Ada Bednarek dodaje: – Zanim to jednak się stało, mogliśmy zanurzyć głowę w ożywczych wodach spektaklu „Anna Livia gotha potwór”. Spektakl jest wykładnią twórczości Jamesa Joyce’a, powstał na wybranych fragmentach antypowieści, jaką jest „Finneganów tren”. Dwie praczki w niezwykły i niezrozumiały sposób, językiem wody i rzeki, obgadują trzecią, która ma na imię Anna Livia. Po tej uczcie dla ucha i oka ostatnim spektaklem wieczoru był „Bezkres” Teatru S ze Zbąszynia. Reżyser Irek Solarek przenosi nas w plastyczną krainę dzikości i pierwotnych instynktów.

Ale nie była to ostatnia atrakcja tego wieczoru: prawdziwa bomba w postaci jednoosobowego projektu muzycznego, jakim jest Bajzel, została odpalona na koniec, by publiczność do późnych godzin nocnych mogła nie schodzić z parkietu, porwana do tańca przez elektryzujące dźwięki.

Ostatni dzień festiwalu uświetnił swoją obecnością teatr Stajnia Metamorficzna, zagrał spektakl „Mięso”. To był prawdziwy pokaz aktorskiego kunsztu w wykonaniu Tamary Yelchaninovej, która jako bohaterka monodramu przechodziła szereg transformacji w celu odnalezienia własnej tożsamości. Spektakl przeniósł nas w barwny, mistyczny świat mitów i legend oraz do wnętrza kobiecej duszy.

– Festiwal zakończyliśmy dwoma spektaklami gospodarza: bawiącym do łez „Noc nie jest dziewicą” w wykonaniu Eliasza Gramonta i mrocznym obrazem okaleczonej kobiety w „La Malcastree”, do którego przeniosła nas Magdalena Budzyniak – mówi nam Bednarek.

Oprawą graficzną festiwalu zajął się Konrad Gramont z TAQ i Panopticum, a pamiątkowe statuetki wykonała Ada Bednarek.

Całość imprezy pięknie podsumowują słowa aktorki Tamary Yelchaninovej, która tak napisała po pobycie w Nowej Soli: „Teatr niezależny, teatr szczery i odważny. Tam, gdzie kończy się strach, rozpoczyna się wolność. W teatrze ta wolność ma wyjątkową wartość – myśli, idee, doświadczenia życiowe, nasze postrzeganie, odmienna percepcja, często odbiegająca od przyjętych norm, może niepopularne poglądy, ale ta ogromna potrzeba uczciwej wypowiedzi – to wartość, której nie możemy sobie odebrać. Dlatego wiem, że takie miejsce jak teatr Terminus muszą istnieć, że na mapie teatralnej potrzeba enklaw, które funkcjonują poza nurtem głównym, gdzie niedopasowanie się jest atutem, ale zobaczcie, to przecież ciągle my – my ludzie”.

Projekt zrealizowany został dzięki wsparciu finansowemu urzędu marszałkowskiego województwa lubuskiego „Lubuskie warte zachodu”.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content