Ktoś się bawi, a tysiące mogą ucierpieć. Mieszkańcy boją się o wał przeciwpowodziowy

– Takie niszczenie wału przeciwpowodziowego może doprowadzić do tego, że ucierpi kilka tysięcy osób – sołtys Starej Wsi Jerzy Bińkowski apeluje, by tego nie robić. Mieszkańcy boją się powtórki z „powodzi tysiąclecia”

Wał został wybudowany po pamiętnej powodzi z 1997 r. Wielu mieszkańców oddało wtedy część swoich terenów, żeby w ogóle powstał. Kilka lat temu pojawił się duży problem z kierowcami motorów crossowych, którzy niszczyli wał. Mieszkańcy byli wkurzeni i trudno im się dziwić. Swoimi kanałami dotarli do tych kierowców i rozmowa poskutkowała. Kłopot na jakiś czas zniknął.

– Nie mamy problemu z tym, że ktoś przejedzie koroną wału – tłumaczy sołtys Starej Wsi Jerzy Bińkowski. – Jeżeli wał nie jest niszczony – okej.

Ale problem pojawia się właśnie wtedy, kiedy jest niszczony. Tak zdarzyło się niedawno. – Teraz mamy przymrozek i widać nowe ślady – mówił nam na wale w piątkowy poranek sołtys Bińkowski.

Rzeczywiście w miejscu między Starą Wsią a Kiełczem widać ślady dużych kół. Są świeże. Może sprzed tygodnia, dwóch. Najpewniej należą do jakiejś sporej terenówki albo do kilku takich aut.

– Jak takiemu kierowcy zniszczy się samochód, to on go sobie naprawi. Ale jak zniszczy nam wał, może nas zalać. Potencjalnie przez czyjąś głupotę ucierpi kilka tysięcy osób – zwraca uwagę Bińkowski. – Jeżeli wielka woda przerwie wał, zaleje Starą Wieś, pół Kiełcza i woda pojawi się do ul. Łąkowej na Starym Żabnie. Pamiętajmy, że przyjdą roztopy i nie wiadomo, czy wiosną nie będzie dużo opadów. Przecież tutaj widać dziury, jakby ten samochód się zakopał. I teraz jak pojawią się sygnały, że we Wrocławiu wzbiera woda, ktoś będzie musiał przyjechać w to miejsce i naprawić wał albo będziemy musieli zrobić to sami. Trzeba tego pilnować. Pod spodem, pod darnią, jest agrowłóknina – została wydarta. Już abstrahuję od tego, że wokół mamy obszar Natura 2000.

Sumienie

Bińkowski uważa, że na pewno nie zrobił tego nikt ze Starej Wsi. Raczej ktoś, kto uprawia sobie niedzielną turystykę i taka szybka, ekstremalna jazda sprawia mu frajdę.

– I raczej nikt z Kiełcza, bo kto jak kto, ale my w Starej Wsi i Kiełczu doskonale wiemy, że może nas zalać. Że o wały trzeba dbać, bo są dla naszego bezpieczeństwa. Tą drogą – sołtys pokazuje ręką lichą dróżkę – można wyjechać na ul. Łąkową, niedaleko jednego z marketów na Starym Żabnie. Może to ktoś z Nowej Soli? Spacerujemy wałem i właśnie w tym miejscu jest problem, praktycznie nigdzie indziej.

– Nie wiem, może to brak wyobraźni? – rozkłada ręce sołtys. – Ryją tu krety, dziki, a teraz swoje dokładają ludzie.

Inni mieszkańcy Starej Wsi też się irytują. Wielu z nich doskonale pamięta tragedię, jaka wydarzyła się w ich domach podczas „powodzi tysiąclecia” z 1997 r. – Wtedy też mało kto się spodziewał, że może dojść do takiego dramatu – przypomina sołtys.

Na razie mieszkańcy nie zgłaszali problemu policji ani urzędowi gminy wiejskiej. Ale… – Mamy apel do tego kierowcy czy tych kierowców: nie róbcie tego. Chcemy dotrzeć do ich sumienia. Ten wał chroni nas przed powodzią. Za chwilę ktoś zacznie rozjeżdżać go w innych miejscach i tego nie zatrzymamy – podkreśla Bińkowski.

Co grozi za jazdę po wale przeciwpowodziowym? W ustawie „Prawo wodne” czytamy: „Kto wbrew przepisom (…) wykonuje w pobliżu urządzeń wodnych lub pomiarowych roboty lub czynności zagrażające tym urządzeniom – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Jeżeli następstwem czynu (…) jest znaczna szkoda – sprawca podlega grzywnie i karze pozbawienia wolności do lat 2”.

Z kodeksu wykroczeń: „Kto przejeżdża pojazdem (…) przez wał przeciwpowodziowy w miejscu do tego nieprzeznaczonym lub przejeżdża pojazdem innym niż rower (…) wzdłuż po wale przeciwpowodziowym, na którym nie ma drogi o dostatecznie mocnej nawierzchni, podlega karze grzywny albo karze nagany”.

Wielka Odra

W Starej Wsi „powódź tysiąclecia” nadal rezonuje. Stąd strach o wał. – Patrzyliśmy z sąsiadami na Odrę, jak zaczyna przybierać – wspominał sołtys Bińkowski w książce „Rzeka ma zawsze rację. Nowa Sól i powódź 1997”. – Zalało nas już 15 lipca, dzień przed falą kulminacyjną. (…) Dostrzegliśmy, że rzeka nieco opada. Pierwsza reakcja? Że pewnie przerwało wał w Przyborowie. Dopiero po jakimś czasie zauważyliśmy, że to u nas, 200-300 metrów dalej, przelewa się woda. Pobiegliśmy w to miejsce, ale wyrwa miała już 5 metrów. Szybko rzucaliśmy worki na taczkę i biegliśmy na wał, żeby to jakoś ratować. (…) Nie dało rady już tego zasypać. Do tej pory mam dreszcze, jak o tym mówię.

– Wstaliśmy rano i we wsi mieliśmy jeden wielki basen – mówił dalej Bińkowski. – Nasze podwórko było zalane, woda buzowała, gotowała się i w końcu weszła do mieszkania. Mieliśmy jej ponad pół metra. Tylko że to nie był koniec, bo fala kulminacyjna przyszła 16 lipca około 23.00. Nagle zrobiło się takie ciśnienie, że aż ściskało głowę. Dodatkowo zaczął padać silny deszcz. We wsi było jakieś półtora metra wody, ale po kulminacji nie przybyło jej więcej. (…) W samej Starej Wsi stała z trzy tygodnie.

Kinga Kowalewska-Koziarska, właścicielka winnicy w Starej Wsi, tak wspominała tamten czas: – W wodzie żyliśmy sześć tygodni. Wszystko dookoła było suche, ale Stara Wieś pływała nadal. Musieli wysadzić drogę pod most, żeby znalazła ujście. (…) Potrafiliśmy rozpoznać, kto płynie, po tym, jak woda odbijała się o budynek.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content