Z tym grzybem można się uporać

– Na ścianach mamy grzyba, z którym nie możemy sobie poradzić. Największy jest w pokoju dzieci, a przecież nie wiemy, czy nie ma on w sobie substancji rakotwórczych – zastanawia się Wioletta Durał, której rodzina nie może sobie poradzić z niechcianym gościem…

Do naszej redakcji z prośbą o interwencję zwróciła się Wioletta Durał z Bytomia Odrzańskiego, która z rodziną mieszka na poddaszu jednej z kamienic okalających rynek. Przez dekady w mieszkaniu, którego właścicielką jest mama pani Wioletty, pomieszkuje niechciany i upierdliwy gość. – Na ścianach mamy grzyba, z którym nie możemy sobie poradzić. Największy jest w pokoju dzieci, a przecież nie wiemy, czy nie ma on w sobie substancji rakotwórczych. Dlatego chcielibyśmy, żeby w końcu ktoś nam pomógł w rozwiązaniu tego problemu – mówi lokatorka mieszkania. Podkreśla, że w ich mieszkaniu problem z wilgocią był od zawsze.

– Najgorszy jest właśnie ten narożnik, gdzie tynki już dawno poodpadały i są w zasadzie gołe suporeksy. I tędy ta wilgoć do nas wchodzi. To wygląda strasznie, sam pan widzi. Tylko usiąść i płakać – dodaje W. Durał.

„Jezu, coś z tym trzeba zrobić!”

Po raz ostatni walkę z grzybem na ścianach lokatorzy podjęli na początku roku. Po raz kolejny przegrali. – W styczniu chcieliśmy troszkę odświeżyć, żeby tu księdza przyjąć na kolędzie. Umyliśmy tego grzyba, mąż pomalował ściany. A w marcu koszmar powrócił – rozkłada bezradnie ręce lokatorka mieszkania.

– Można byłoby to docieplić, ale taki problem w całej, dziewięciorodzinnej wspólnocie mamy tylko my. Zapraszałam sąsiadów do mieszkania. Przychodzili i mówili: „Jezu, coś z tym trzeba zrobić”, ale w zasadzie na tym się kończyło – dodaje bytomianka, która winą za swój koszmar obarcza Zakład Gospodarki Komunalnej w Bytomiu Odrzańskim.

– Od tamtego roku piszę do ZGK, który stoi na stanowisku, że teraz jest rewitalizacja i w ramach tego budynek zostanie docieplony. Wentylację w oknach kazali nam pozakładać, to zrobiliśmy, ale problem nie zniknął. Co mamy dalej robić? – denerwuje się W. Durał.

O jej sprawę zapytałem w ZGK, który odpiera oskarżenia pani Wioletty.

– Ta sprawa jest mi doskonale znana. Rozumiem, że w takich warunkach nie da się mieszkać, ale smutna prawda jest taka, że większą inicjatywę powinni wykazać sami lokatorzy tego mieszkania – mówi Marceli Borowiecki, kierownik Wydziału Usług Komunalnych ZGK w Bytomiu Odrzańskim, który powołując się na pisma przedstawia chronologię działań w tej sprawie.

– 17 stycznia 2017 roku przyjęliśmy zgłoszenie od pana Ireneusza (mąż pani Wioletty – dop. red.) z informacją, że w mieszkaniu występuje duże zawilgocenie. Udaliśmy się na miejsce i po wstępnych oględzinach ustaliliśmy, że przyczyną tak znacznego zawilgocenia jest przede wszystkim brak odpowiedniej wentylacji w mieszkaniu. Dodatkowo na zawilgocenie wpływ mogą mieć również znaczne ubytki tynku na elewacji oraz przemarzanie stropu dachu (tzw. ślepego pułapu) – wylicza Borowiecki. Poinformował męża pani Wioletty, że właścicielka mieszkania, czyli jej mama, powinna wystąpić z formalnym pismem do zarządu wspólnoty mieszkaniowej o możliwość podjęcia stosowanych decyzji odnośnie do docieplenia stropodachu.

– Poinformowano nas, że takie pismo zostanie do nas wystosowane i ono faktycznie do nas wpłynęło, ale… po roku, czyli na koniec grudnia, dokładnie 27 grudnia 2017 r. – opowiada Borowiecki.

Zakład Gospodarki Komunalnej zwrócił się o opinię kominiarską, która w całej sprawie jest kluczowa. „Powodem występowania grzyba prawdopodobnie jest to, że na ścianach zewnętrznych powstaje mostek termiczny, który powoduje skraplanie się pary wodnej i wchłanianie jej w ściany mieszkania, dlatego należałoby mieć nieustannie otwarte nawietrzaki, które podczas wizji na miejscu były pozamykane. Skutkuje to tym, że w mieszkaniu brak jest cyrkulacji powietrza, która pozwoliłaby usuwać nadmiar wilgoci przez kratki wentylacyjne” – napisał w opinii mistrz kominiarski Tomasz Marek, który wydał także stosowane zalecenia: „Wentylację nawiewną należy wykonać w dwóch pokojach (…) Należy także zamontować kratkę o przekroju 14/20 cm, co pozwoli na usuwanie wilgoci z pomieszczenia, ponieważ w chwili obecnej był zamontowany pochłaniacz, który to był zbudowany, a wentylator na tyle zabrudzony, że podczas kontroli przepływu powietrza anemometrem odczyt wyniósł zero, dlatego zamontowanie kratki pozwoli na nieprzerwane usuwanie wilgoci z mieszkania (…) – napisał w końcowej części opinii T. Marek.

Sąsiedzi oferują pomoc

Po otrzymaniu opinii zwołano zebranie wspólnoty, na którym odczytano jej treść, wówczas ze strony obecnego na zebraniu pana Durała zrobiło się nerwowo. Usłyszeliśmy, że się nie znamy, bo nie jesteśmy przecież budowlańcami. Mieszkańcy wstępnie ustalili, że wyrażą zgodę na wykonanie ekspertyzy technicznej określającej potrzebę docieplenia ślepego pułapu, który po części może mieć wpływ na przemarzanie, ale w pierwszej kolejności w mieszkaniu powinna zostać wykonana odpowiednia wentylacja. Powinny być uzupełnione także ubytki tynku na elewacji budynku, co zostanie zrealizowane w ramach „Rewitalizacji Gminy Bytom Odrzański etap III – zagospodarowanie kwartałów w otoczeniu Rynku”. Ściany zostaną osuszone i docieplone, ale same prace na zewnątrz nie wystarczą, gdyż problem tkwi przede wszystkim wewnątrz lokalu, mianowicie w braku odpowiedniej wentylacji i zlikwidowaniu grzyba, czyli należałoby skuć tynki i  usunąć go preparatami grzybobójczymi, a nie go zamalowywać, jak to jest robione – zauważa M. Borowiecki.

O sprawę grzyba w mieszkaniu zamieszkiwanym przez Durałów zapytałem także przedstawicielkę wspólnoty. – Z tym grzybem to trochę taki temat rzeka – mówi Kamila Masnyk, sąsiadka Durałów. – Byłam oglądać mieszkanie, faktycznie nie da się mieszkać z takim grzybem. Wiemy, że w ramach rewitalizacji budynek będzie docieplony z zewnątrz, ale prace trzeba wykonać w środku i zbić tynki do samej cegły. Mój mąż zaproponował nawet pomoc sąsiadowi, ale do dziś z ich strony panuje cisza. Jedna z sąsiadek dała im nawet środki grzybobójcze, ale nie skorzystali z nich. Dlatego zdziwiłam się, że idą z tą sprawą do gazety. Jeśli mają poczucie krzywdy, to może trzeba zacząć jakąś zmianę od siebie, a my jako sąsiedzi spróbujemy pomóc. Jak u mnie wyszedł grzyb w łazience, to dałam sobie z nim świetnie radę. Z nim naprawdę można się uporać – dodaje K. Masnyk.

Co na to W. Durał? – Przyznam szczerze, o propozycji pomocy nie słyszałam. Chcielibyśmy zająć się tym grzybem od środka, ale na ten czas trzeba byłoby zabrać stąd dzieci, a nie mamy gdzie się podziać. Na pewno będziemy myśleć, jak to zrobić, żeby jednak je ulokować i spróbujemy sprawę raz na zawsze rozwiązać – zaznacza bytomianka.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *