W święta spłonęło milion pszczół. Ale nadzieja nie poszła z dymem

– Straszne emocje. Człowiek stoi i patrzy, jak wszystko płonie. Byłem załamany – mówi Piotr Jonaczyk, właściciel pasieki w Książu Śląskim. W Wielkanoc strawił ją pożar. Ale dzięki dobrym ludziom po tym ciosie pan Piotr staje na nogi

Hodowla pszczół to u nich tradycja. Rodzina Piotra Jonaczyka zajmuje się tym od końca XIX wieku.

Pasieka pana Piotra spłonęła w Wielkanoc. Ogień strawił kilkadziesiąt uli, 36 pszczelich rodzin – to łącznie około milion pszczół.

– Spalił się również wóz pszczelarski i narzędzia do obsługi pasieki – mówi Michał Jonaczyk, brat pana Piotra. – Iskra z podkurzacza i trwająca susza spowodowały, że wszystko spłonęło w ciągu kilkunastu minut.

Byłem załamany”

Właściciel pasieki: – Cały dzień, mimo że to była Wielkanoc, pracowałem. Jest epidemia koronawirusa i święta nie były takie jak zawsze. Przygotowania w pasiece musiały trwać. Pod koniec pracy z podkurzacza wysypał mi się cały żar. Posprzątałem to i wydawało mi się, że jest wszystko w porządku. Pojechałem do domu, pasiekę mam na widoku. I zobaczyłem w pewnym momencie, że zaczyna się palić. Szybko zajęło się wszystko.

Piotr Jonaczyk jest wielkim pasjonatem pszczół. Co czuł, gdy zobaczył ogień? – Bezsilność – mówi wprost.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media