Będziecie opowiadać o tej gali wnukom [MFC 14]

Bo byliście świadkami wydarzenia historycznego, drodzy widzowie gali MFC 14. Zobaczyliśmy cztery walki o pasy – nie tylko organizacji Mistrza Tomasza Makowskiego. Najważniejsze starcia wygrali Maciej Zembik, Emilia Czerwińska, Łukasz Pławecki i Michał Szmajda. W ringu widzieliśmy łącznie 11 bitew. Ci, którzy byli w sobotę w zielonogórskim CRS, wiedzą, że były niesamowite. Ci zaś, którzy tam nie dotarli, będą mieli okazję nadrobić zaległości już w grudniu w Nowej Soli

Można by w zasadzie ten tekst uszyć z synonimów słowa „wspaniały”. Tak byłoby najłatwiej. Przymiotniki odnosiłyby się do poziomu sportowego i organizacyjnego gali Makowski Fighting Championship 14, która odbyła się w ubiegłą sobotę w Centrum Rekreacyjno-Sportowym w Zielonej Górze. Cudowny, doskonały, fantastyczny, godny podziwu, najwyższej próby i tak dalej, i tak dalej.

Ale nie pójdę na łatwiznę.

Co u młodzieży?

Spróbujmy po kolei uporządkować to, czego byliśmy świadkami sobotniego wieczoru.

Pierwsze dwie walki to starcia podopiecznych Tomasza Makowskiego z Maku Gym – Adriana Tomali i Michała Gołębiowskiego. Reportaż o obu zawodnikach wydrukowaliśmy na łamach „Tygodnika Krąg” w sierpniu. Obaj są nadzieją naszego K-1, w obu nadzieję pokłada też „Maku”.

Najpierw do ringu MFC wszedł Tomala, jego przeciwnikiem był Michał Machulak z Malinowski Team. Sędziowie orzekli, że nasz człowiek przeważał przez trzy rundy i ta bitka poszła jednogłośnie na jego konto.

Później ciekawą walkę dali Gołębiowski i Gracjan Rzepa z Armii Polkowice. Była bardzo wyrównana, szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Arbitrzy mieli twardy orzech do zgryzienia. Zdecydowali o remisie.

Latający Muszyński

Po walkach najmłodszych uczestników gali MFC 14 nadszedł czas na pojedynki ich bardziej doświadczonych kolegów. Przedstawienie, jakie dali Michał Michalak z Żytkiewicz Team i Kevin Schötz ze Sparta Gym Schwerin, nazwać można powrotem z zaświatów. Z piekieł wrócił Schötz, który w pierwszej rundzie był na skraju nokautu, a w drugiej… sam wygrał przez techniczny nokaut po trzech liczeniach sędziego. Schötz pokazał duży charakter w ringu. Nie pierwszy raz zresztą w MFC. Może ten gość musi po prostu dostać na początku solidne lanie, żeby później odbierać zdrowie rywalom? Niewykluczone. Dla Niemca to była ważna wygrana – daje mu furtkę do dalszych występów w organizacji Makowskiego.

W zawodowym ringu w sobotę zadebiutował Przemysław Kacieja z SKF Boksing Zielona Góra. Z „Kaciejem” oko w oko stanął Damian Linder (Black Dragon Andrychów). Kacieja w wywiadzie dla „TK” w kwietniu mówił tak: – Liczę, że mój przeciwnik będzie bardzo dobrze przygotowany, a razem zaprezentujemy wspaniałe sportowe widowisko.

To była dobra walka, zdominowana jednak całkowicie przez zielonogórzanina. Ani przez moment werdykt nie był zagrożony. W efekcie pierwsze zawodowe zwycięstwo powędrowało do reprezentanta SKF Boksing. W ringu MFC zobaczymy go jeszcze niejednokrotnie, to pewne.

Kolejny fighter z Zielonej Góry zaprezentował się chwilę później. Kacper Frątczak, zawodnik ASW Knockout, zmierzył się z Matejem Stehnacem z Muay Thai Academy. Po dwóch rundach, w których Frątczak narzucił swój styl walki, do trzeciej Stehnac wyjść już nie mógł. W drugiej był liczony, ledwo wstał. Narożnik musiał go poddać, bo inaczej z jego zdrowiem mogło być kiepsko.

Niełatwo miał w sobotę miał Michał Bodnar (Fight Club Zielona Góra), ulubieniec miejscowej publiczności. „Siwy” wymieniał się ciosami i kopnięciami z Michalem Janáčkiem (Gladiators Gym). Wygrał Bodnar decyzją sędziów dwa do remisu (30:26, 30:26, 28:28), choć wielu w hali oczekiwało, że gospodarz przed czasem odprawi przyjezdnego z kwitkiem. Mimo wszystko Bodnar mógł dopisał kolejne zwycięstwo w rekordzie.

Szczególnie cieszy wynik starcia Kacper Muszyński (Armia Polkowice) wersus Tomas Drabik (Thaibox Klub Ruzinov 821). Bytomianin z Armii był w tej walce doskonały – bardzo dobrze wyglądał fizycznie, o technice nie wspominając. W pierwszej rundzie nasz zawodnik mocno okopywał nogi Drabika. Panowie badali, na co stać rywala.

To była cisza przed burzą.

Bo w drugiej części Muszyński rozpoczął swoje show na dobre! Weszło latające kolano, weszło wysokie kopnięcie. Nasz fighter dobrze pracował seriami – prawy, lewy cios (lub odwrotnie), potem lowkick. Regularnie trafiał i punktował na kartach sędziowskich. Najzwyczajniej w świecie przejmował inicjatywę w tej walce.

W trzeciej odsłonie Kacper Muszyński był jeszcze odważniejszy. Latające kolana śmigały jak kolejne podpisane ustawy na biurku prezydenta. Drabik zapoznał się również z matą. Zawodnik z Bytomia Odrzańskiego to starcie wygrał 3:0. Nie mogło być inaczej.

Historyczna gala

Teraz czas na najważniejsze walki sobotniego wieczoru. W aż czterech pojedynkach zawodnicy bili się o Mistrzostwo MFC, w dwóch z nich również o pasy innych szanowanych organizacji na świecie – ISKA, WKA i WFMC. Jeżeli byłeś, Czytelniku, w sobotę w CRS, za parę ładnych lat będziesz mógł powiedzieć wnukom: byłem świadkiem historycznego wydarzenia. Tak, Wojtku, Kasiu czy Zosiu – na moich oczach napisała się historia.

Historyczna była choćby walka Macieja Zembika z Żarskiego Klubu Sportów Walki, który stanął naprzeciw Słowaka Lukasa Mandineca. Po raz pierwszy Tomasz Makowski dał pas MFC w tajskim boksie.

Zembik i Mandinec znali się wcześniej. Walczyli już ze sobą w MFC. Wtedy wygrał „Zembol”.

Mandinec chciał zemsty.

Atutem Zembika była m.in. żarska publiczność – jak zawsze niesamowita!

Widzieliśmy w ringu dużo kopnięć i tajskiego klinczu, obaj siłowali się, chcieli pokazać, kto jest ma więcej pary. Kibice mogli zobaczyć innego Słowaka niż w pierwszym pojedynku z Zembikiem. Naprawdę poszedł do przodu, rozwinął swoje umiejętności. Podopieczny Dawida Poloka z ŻKSW miał z nim zagwozdkę. Ostatecznie walkę w trzeciej rundzie przerwał lekarz, a więc zwycięstwo przez RSC zanotował Maciej Zembik i to na jego biodrach od teraz jest pierwszy pas MFC w muaythai.

Zielonogórzanie czekali szczególnie na pierwszą obronę mistrzowskiego tytułu Emilii Czerwińskiej. Zawodniczka SKF Boksing pojedynkowała się z Niną Scheucher. Pierwsza, druga, trzecia runda na styku – obie nie odpuszczały. Wydawało się, że mimo wszystko minimalnie lepsza jest Czerwińska. Scheucher zrobiła za mało, żeby odebrać jej pas. Sędziowie byli podobnego zdania. Werdykt? Dwa do remisu dla Czerwińskiej, a pas zostaje w Zielonej Górze.

Łukasz Pławecki z Halnego Nowy Sącz wszedł potem do ringu z Rumunem Anghelem Cardosem (Team Friends Gym SM).

To była reklama K-1 na światowym poziomie. I Pławecki, i Cardos w przeszłości bili się w Glory, co świadczy o ich klasie. W pierwszej rundzie Pławecki dwukrotnie mocno zameldował się lowkickami Cardosowi, przez co Rumun dwa razy został podcięty. Rywal „Boom Booma” wiedział już, że lekko nie będzie.

Po drugiej rundzie – a w trakcie trzeciej już w ogóle – coraz mocniej pachniało starciami mistrzowskimi. I rzeczywiście do nich doszło. Piękny obrazek: na sekundę przed startem piątej, ostatniej części Cardos poprosił publiczność o brawa, publika prośbę rozpatrzyła pozytywnie; obaj jegomoście zasłużyli na te brawa jak mało kto!

Finalnie walkę wygrał Łukasz Pławecki 3:0, tym samym sięgnął po Mistrzostwo MFC w nowej dla siebie kategorii wagowej – 77 kg. Prócz tego zgarnął dwa inne pasy – ISKA i WKA.

Michał Szmajda (Maku Gym) – Fabian Hundt (8 Weapons Gym Leipzig). Ta walka miała odbyć się już w grudniu. Wtedy Szmajdzie w występie przeszkodziła kontuzja. Doszło do tego pojedynku w ubiegłą sobotę. Szmajda był lepszy, konsekwentnie realizował plan na walkę, miał na nią jasny pomysł; słał kilka razy Niemca na deski, Hundt był także liczony. 49:45, 50:44, 49:45 – w takim stosunku zwyciężył podopieczny Tomasza Makowskiego. Zdobył trzy pasy jednocześnie – MFC do 72,5 kg, ISKA i WFMC.

Powtórzę jeszcze raz: kto był w sobotę w CRS, ten dobrze spożytkował wieczór. Kolejna odsłona MFC odbędzie się w drugi weekend grudnia w Nowej Soli. Widzimy się!

Mateusz Pojnar

Mateusz Pojnar

Tel. 793 051 133 at mateusz.pojnar@tygodnikkrag.pl
Aktualności, sport
Mateusz Pojnar

Latest posts by Mateusz Pojnar (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *