Bronisław Maly o liczeniu szabel, przeszłości i przyszłości [ROZMOWA]

– Atmosfera, autentyczność naszego środowiska – to ma nas wyróżniać. Nie jesteśmy po jakichś marketingach. Jesteśmy swoimi ludźmi z różnych dzielnic Nowej Soli – podkreśla Bronisław Maly, trener Trójki. A o przyszłości klubu mówi: – Wstępne rozmowy, układanki trwają. Liczymy szable

Mateusz Pojnar: Skończył się sezon, jest czas podsumowań. Zawsze nowe projekty niosą za sobą ryzyko. W przypadku seniorskiej ręcznej w Trójce ten projekt się udał?

Bronisław Maly: Ryzyko było duże, bo konkurencja w samej Astrze była duża między siatkówką a ręczną. Zaczęliśmy myśleć, jak pomóc. Pani Danuta Pawłowska, dr Eligiusz Balcerzak, Tadek Wawrzykowski, wiceprezydent Jacek Milewski i ja spotkaliśmy się i padło pytanie: a może by rozdzielić piłkę ręczną i siatkówkę? I myśleliśmy od razu, jakie warunki musimy spełnić, a było już późno.

Rozwód z Astrą był szybki?

Tak. Udało się prędko zrobić spotkanie robocze i włączył się bardzo pozytywnie do tego Zbyszek Malaczewski. Zwołaliśmy zawodników i spytaliśmy, czy w to wchodzą, czy będą chcieli przyjąć warunki Trójki i grać pod jej szyldem. Ja tych chłopaków znam od dziecka, przychodziłem na ich mecze. Wiedzieliśmy, na co się porywamy.

Projekt na boisku miał wyglądać tak: liderem w bramce Darek Kujawa, liderem w obronie Paweł Grygorowicz i lider w ataku – Krzysztof Adamek. Został tylko bramkarz, bo reszta z uwagi na kontuzje czy sprawy prywatne, np. narodziny dziecka, pomału się wycofała. W trzy miesiące musieliśmy to wszystko układać. Do końca liczyliśmy na Dawida Biazika, który teraz robi niebywałą robotę prowadząc naszego Facebooka. Dawidowi przytrafiła się też kontuzja.

Wszystko toczyło się własnym torem. Nie zdarza się, że do projektu seniorów tak mocno wchodzą rodzice, dziewczyny, żony, a u nas to się stało. Klub kibica, jego wyjazdy – to był majstersztyk.

Słyszałem, że w Świebodzinie przejęliście halę.

Nasza wygrana wtedy była dla kibiców. My przez kilka miesięcy skoczyliśmy na głęboką wodę, ale jakiś delfin nas wyrzucił wysoko i teraz fruwamy. Musimy ten poziom utrzymać. Mieliśmy czystą kartę i stopniowo ją w Trójce zapełnialiśmy, robiliśmy swoje.

Jaki to był sezon patrząc czysto sportowo?

Powiem tak: zrobiliśmy tylko krok do przodu – zajęliśmy dziewiąte miejsce, wygraliśmy 13 meczów (jeszcze jako Astra w sezonie 2017/2018 byliśmy na 13. miejscu z tylko siedmioma wygranymi – red.). Gdybyśmy się szybciej zgrali, to byłoby jeszcze lepiej.

Jestem rozgoryczony, że nie wygraliśmy ze Swarzędzem i z Oławą u siebie. To pozwoliłoby nam być troszkę wyżej. Z drugiej strony to, co budowało się w trudzie, znoju, z cierpliwością, zaowocowało przepięknym meczem ze Świebodzinem w grudniu, co otworzyło nam wrota, pokazało, że można. I od grudnia przegraliśmy już tylko trzy mecze.

Druga runda była rewelacyjna.

Bo się zazębiło. Może ja też popełniłem wcześniej jakieś błędy, ale przyjąłem, że w pierwszym okresie sam wynik nie jest aż tak ważny. Kluczem była zmiana mentalności i robienie kolejnych kroczków do przodu.

Tak że sportowo chciałbym więcej – szóste-siódme miejsce było możliwe. Pouciekały nam też punkty w Wielkopolsce, w Obornikach. Ale też niespodziewanie wygraliśmy w Brzegu. Prognostyk jest dobry, możemy więcej, ale potrzeba jeszcze stabilizacji.

Najgorszy, najlepszy albo najbardziej pamiętny mecz w tym sezonie?

Rewelacyjnie graliśmy w obronie, wychodziliśmy do kontry i umiejętnie prowadziliśmy atak pozycyjny, gdzie zrobiliśmy postęp, w pierwszej połowie ze Świebodzinem. Później był zastój w skuteczności, ale ostatnie 18 minut znowu super – skuteczność ponad 80 proc.

Jeden z najgorszych meczów to ten ze Śląskiem na wyjeździe. Zgubiliśmy się w pierwszych minutach, opadły nam ręce. Jedną z przyczyn była kontuzja Marcina Hajnysza.

Był w gazie w tym sezonie. Trener korzystał też z niego częściej w ofensywie.

W niebywałym gazie był. Przygotował się bardzo dobrze, trenował również sam. Człowiek, który ma 190 cm wzrostu, nie może tylko grać w obronie.

Wiem, że trener nie lubi wyróżniać. Ale kogo z zawodników można by było?

Maciek Orliński wyrósł na mentora drużyny. Dużą pracę wykonał Marcin Hajnysz. We wszystkich meczach wystąpił Marcel Marciniak, nie mieliśmy zmienników na jego pozycję, chyba że to były zmiany taktyczne, w ustawieniu. Kamil Kowalski też stanowił trzon, no i Darek Kujawa, który w bramce robił różnicę. Ciekawym zawodnikiem jest Jarek Paszkiewicz, z którego w tym sezonie zrobiłem obrotowego, grał też na środku rozegrania, zrobił kolosalny postęp mentalny. W niektórych momentach przeważał szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Ale generalnie stanowimy jako drużyna dobry monolit.

Kierunek jest jeden – bawienie się szczypiorniakiem, z zaangażowaniem, widowiskową grą. Żeby to sprawiało przyjemność i było dobre dla oka kibica” – to słowa trenera z sierpnia. To się udało zrealizować?

Tak, ale to jest zasługa wielu ludzi. Ja tylko jestem, można powiedzieć, na świeczniku, muszę podjąć w wielu przypadkach ostateczne decyzje.

A potem tłumaczyć się z nich w mediach.

(śmiech) Dokładnie. Za mną stoi wiele osób, które nas wspierało. Co do widowiskowości – rzeczywiście była. Pokazaliśmy, że piłka ręczna nie jest jakimś brutalnym sportem, tylko grą biegową. Nigdy nie lubiłem zespołów stricte siłowych – np. stylu gry Legnicy, Kościana, Dzierżoniowa.

Oprócz widowiskowości my daliśmy sygnał, że u nas na meczach jest po prostu fajnie – jest oprawa przygotowana przez rodziców i Magdę Borkowską z SP 3. Rodzice przyprowadzali maluszki, my daliśmy im podczas przerw bramki, gdzie dzieciaki mogły sobie porzucać. Rodzice są naprawdę naszą wielką wartością. Atmosfera, autentyczność naszego środowiska – to ma nas wyróżniać. Nie jesteśmy po jakichś marketingach. Jesteśmy swoimi ludźmi z różnych dzielnic Nowej Soli. Wielu się w Trójkę wkomponowało i to bardzo cieszy.

A czego można spodziewać się po nowym sezonie? Będą zmiany w kadrze?

Wstępne rozmowy, układanki trwają. Na razie liczymy szable. Dużą niewiadomą jest Michał Wysocki, nasz zawodnik, który grał teraz w AZS Zielona Góra i uczy się w „Ogólniaku”, tak samo Marcel Marciniak, Mateusz Rapiejko. Oni są maturzystami i kończą szkołę. Rozmawiałem z ich rodzicami i dużo zależy od tego, gdzie pojadą na studia.

Jak rozmawialiśmy w sierpniu, trener mówił o powstaniu grupy juniorów.

Jeden ze sponsorów powiedział, że wejdzie do nas, bo jako były zawodnik nie wyobraża sobie, żeby nie było drugoligowej ręcznej u w Nowej Soli. Ale też chciał, żebym przygotował krótki zarys szkolenia młodzieży i taki dokument stworzyliśmy. Pierwsze kroki są ciekawe, ważne, że w Trójce są dzieci, młodzicy. Są w Nowej Soli trenerzy: Szymon Lisiewicz skończył licencjat i musi dokończyć magisterkę, zrobić kurs instruktora kat. C, do tego jest Robert Nowakowski, w tym projekcie, co chcę podkreślić, jest też miejsce dla Roberta Kołodyńskiego, którego ja bardzo cenię jako trenera, on przydałby się u nas w grupach młodzieżowych. To nie była jego wina, że miał drużynę akurat w tamtym trudnym czasie. Sebastian Lotko ma mistrza Polski juniorów, współpracował w przeszłości w Astrze i też jest instruktorem.

Dlaczego to mówię? Bo będziemy rozmawiać, dalej budować młode grupy i krok po kroku dojdziemy wtedy powoli do powstania juniorskiej sekcji.

Pisałem jakiś czas temu, że brawurowo prowadzicie Facebooka. Jak trener na to patrzy?

Mimo swoich lat jestem przekonany, że to jest dobre. Bardzo ładnie „Biaziu” pisze, dowcipy robią na poziomie, z trenera też (śmiech).

Nikogo nie oszczędzają. W tym sezonie Trójka dostała też wyróżnienia w plebiscycie naszej gazety. Była radość?

To znakomita inicjatywa, bo jest autentyczna. Wymaga wysiłku: trzeba kupić gazetę, przeczytać, wyciąć kupon i dać do redakcji. Łatwiej jest napisać esemesa i wysłać. Dlatego to było miarodajne.

Społeczność nowosolska bardzo pozytywnie nas oceniła i doceniła – klub i prezesa Zbyszka Malaczewskiego, zawodnika Marcina Hajnysza i mnie jako trenera, więc i moja próżność została zaspokojona (śmiech).

Trenerze, czego życzyć panu i klubowi?

Ja potrzebuję spokoju, bo jestem dość dynamicznym człowiekiem i muszę to potem w jakimś sensie odchorować. Spokój mają za to Zbyszek Malaczewski i Robert Nowakowski, którzy są zakochani w piłce ręcznej. Chciałbym, żeby środowisko, które zostało fajnie zbudowane, dalej nas wspierało. I żebyśmy dalej szli do przodu, bo przy takim otwarciu drugi-trzeci sezon jest trudniejszy. Nie może nam zabraknąć motywacji.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *