Miłośnik psów przerzuca się na gady. Co ma w swojej hodowli?

Rafał Kubów od wielu lat zajmował się hodowlą psów. Ostatnio zapałał miłością do nieco innego gatunku – gadów, które wbrew pozorom wcale nie są obślizgłe. W swojej kolekcji ma kilka węży i większych jaszczurek

Kiełczanin Rafał Kubów to osoba, która jest trochę znana w powiecie. Jest nauczycielem w „Spożywczaku”, a po pracy w szkole zajmuje się hodowlą psów. Do niedawna, a tak działo się przez osiem lat, pasjonowały go owczarki niemieckie. Ostatnio przyszedł czas na zmiany.

– Długo szukałem rasy dla siebie i jak kolega wrzucił do internetu ogłoszenie o tornjaku, zainteresowałem się tą rasą. Jest to serbsko-chorwacki pies stworzony do wypasu owiec. Niezwykle rzadka rasa. Tornjak to pies idealny – zdrowy, mniej je i ma charakter psa stróżującego, a na dodatek jest fantastyczny dla dzieci – zachwala nasz rozmówca. Suczkę tornjaka ma u siebie już trzy lata, w tej chwili ma drugi miot. W pokaźnym, wyłożonym słomą kojcu na podwórku na nasz widok merda ogonami kilkanaście puszystych, sześciotygodniowych kulek. Są tak urocze, że mam ochotę zabrać jednego i już nie wypuścić z rąk.

– Tornjak to była dobra decyzja. W listopadzie przywiozłem reproduktora z Bośni i Hercegowiny. Mama tych maluchów to młodzieżowy czempion Polski, tata jest czempionem Bośni i Hercegowiny – podkreśla hodowca.

Gady wcale nie są obślizgłe

Jeśli chodzi o zmiany, to zaszły nie tylko w hodowli psów. W sierpniu R. Kubów zapałał miłością do innego gatunku i nie był to ssak. Razem z kolegą, który jest weterynarzem, zdecydowali, że kupią sobie po jednej jaszczurce.

– Jestem astrologicznym bliźniakiem, a bliźniaki to lekko szalone osoby – śmieje się Rafał. – Kiedy przywiozłem do domu agamę brodatą, to poszło już lawinowo. W tej chwili mam dwie agamy i trzy anolisy zielone. A do tego kilka węży. Anolisy – 20-centymetrowe jaszczurki – mieszkają w szkole i stanowią ozdobę klasy. Dla niektórych uczniów Rafała był to pierwszy kontakt z gadami.

Zrozumiała jest miłość do psów, ale pewne wątpliwości może budzić uczucie do gadów. Dla większości są mało przyjemne, kojarzą się z obślizgłymi, jadowitymi i niebezpiecznymi zwierzętami. Jak się okazuje, takie myślenie jest dość stereotypowe.

– Węże mają aksamitnie gładką skórę. To nie są zwierzęta, które wychodzą z terenu tylko po to, żeby zabić człowieka. Absolutnie nie są niebezpieczne. Przez te wszystkie chore filmy o anakondach mordercach mamy bardzo zły odbiór tych zwierząt. Pyton królewski to pyton dla osób początkujących. Niezwykle spokojne zwierzę. Należy się bardzo postarać, aby sprowokować tego węża do ugryzienia. A jeśli ugryzłby, co się zdarza naprawdę rzadko, to zostawi w ręce raptem odbicie czterech szpilek – opowiada R. Kubów, który jest szczęśliwym posiadaczem czterech wspomnianych pytonów królewskich. Jedna z samic jest w ciąży, za trzy tygodnie składa jaja, których zazwyczaj wykluwa się osiem-dziewięć młodych. Po złożeniu przez samicę jaj hodowca ma dwie możliwości. Może zostawić je u samicy i to ona się nimi zaopiekuje, co jednak wycieńcza przyszłą mamę, albo zabrać je do inkubatora. I z tej możliwości skorzysta hodowca z Kiełcza.

– Po wykluciu się młode muszą być pod opieką przez dwa miesiące. Dopiero kiedy nauczę je przyjmować pokarm, przejdą chociaż jedna wylinkę, którą gubią zazwyczaj po około trzech tygodniach, pójdą do nowych domów. Znajomi pytają mnie, co zrobię, gdy się urodzą. Popyt na gady jest bardzo duży, szczególnie za zachodnią granicą. Ludzie potrafią zapłacić po kilkadziesiąt tysięcy euro za pytona królewskiego – mówi R. Kubów. Sam – jak przyznaje ze śmiechem – aż tyle nie zapłacił, ale będzie dążył do wyhodowania najciekawszych okazów.

– Zwierzaki, które mam, były tańsze, ale z ich krzyżówek, jeśli będę miał szczęście, mogą wyjść naprawdę fajne okazy, które się sprzedaje za grube pieniądze. Zabawa genami jest jednak nieco skomplikowana. Trzeba wiedzieć, które gatunki można ze sobą krzyżować, a których skrzyżowanie niesie za sobą śmiertelne geny – twierdzi Kubów.

Podstawowa wersja pytona (regiusa) królewskiego kosztuje ok. 200 zł, a najdroższy na giełdzie w Hamm w Niemczech został sprzedany za 37 tys. euro.

Podgrzane mysie oseski

Nowy nabytek R. Kubowa to samica pytona tygrysiego, która potrafi dorosnąć do 6 m. Tak duży zwierz tpotrafi dużo zjeść. A czym nasz rozmówca karmi swoje pupilki?

– I tu się zaczyna problem. Karmienie gadów to element hodowli, który nie każdy jest w stanie zaakceptować. O ile agamy jedzą wszelkiego rodzaju robactwo, o tyle samiczkom węża, które mają akurat złożone jaja, daje się np. oseski mysie, czyli świeżo urodzone maleńkie myszki, bo mają dużo wapna i nimi trzeba sumplementować samicę. Na szczęście można kupić je zamrożone, a następnie podgrzać, bo wąż reaguje na ciepło, a nie na ruch – zauważa kiełczanin.

Dodaje, że jeśli chodzi o kulinarne gusta starszych węży, to wybierają one myszy, szczury, a gdy podrosną – króliki. – Pyton tygrysi zjada cztery-pięć królików za jednym zamachem, a później miesiąc czy dwa potrafi nic nie jeść. dodatkowo mniejsze węże karmi się jajkami przepiórczymi, a większe- kurzymi – mówi.

Każdy, kto chciałby posiadać gada w domu, poza przełamaniem w sobie odrazy do robaków i podgrzewanych myszy – o ile takowa występuje, musi zapewnić mu odpowiednie warunki. – Trzeba mieć terrarium. Zamiast lamp lepsze będą kable i maty grzewcze, bo wąż lubi się owijać i mógłby się poparzyć. Do doświetlania powinniśmy wybrać ledy, które nie wytwarzają ciepła. I w zasadzie to wszystko – twierdzi R. Kubów.

Co na to żona i dzieci?

Poza wężami w Reptillo mieszkają też agamy brodate. Są to większe jaszczurki. Samiec ma 54 cm. Samiczka jest akurat w ciąży i za kilka dni ma złożyć jaja. Agamy są dość płodne. Samica może składać do 30 jaj nawet trzy razy w roku. Jeśli mają dobre warunki wyklują się wszystkie.

– Gady to ciekawe zwierzaki. Wbrew pozorom przynajmniej agamy bardzo lubią kontakt z człowiekiem. Moje pukają w szybę. Chcą, żeby je wypuścić i położyć sobie na ramieniu, bo to po prostu lubią. Podobnie jest z wężami. Jeśli zostawi im się możliwość ucieczki, czyli np. uchyloną na centymetr szybę, to z niej skorzystają. Wąż tak długo będzie się przepychał, aż uda mu się wyjść i pozwiedzać teren – mówi R. Kubów.

Dodaje, że jaszczurki to stworzenia, które bardzo przywiązują się do człowieka. Po zmianie miejsca nawet przez dwa tygodnie potrafią nie jeść, być markotne.

Pani Magda, żona hodowcy gadów, początkowo nie była pozytywnie nastawiona do pomysłu męża. Dzisiaj zmieniła zdanie, choć może nie diametralnie.

– Mamy z mężem podobne charaktery. Na początku byłam zdecydowanie przeciwna, ale Rafał i tak postawił na swoim. Przywiózł węża. I okazuje się, że dla mnie są one mniej obrzydliwe niż agamy. Wąż jest w gruncie rzeczy dostojnym zwierzęciem. Zdarzyło się nawet, że leżał z nami na kanapie i słuchał muzyki – wspomina M. Kubów.

Małżeństwo zgodnie twierdzi, że węże nie są niebezpieczne. Ich dzieci są mimo wszystko ostrożne w kontaktach z gadami.

– Węże nie zrobią krzywdy. Nie są jadowite. Poza tym czym większy wąż, tym spokojniejszy. Jest świadomy, co mógłby zrobić, gdyby chciał, dlatego nie atakuje bez powodu. Co innego, jeśli czuje się zagrożony – twierdzi Rafał.

– Męża niewiele rzeczy rusza. To człowiek orkiestra, chciałby wszystkiego spróbować. Musi mieć coś, co go napędza – dodaje Magda.

Gadów w Reptillo będzie przybywać. R. Kubów zdecydowanie podkreśla, że to dopiero początek hodowli. W najbliższym czasie planuje ściągnąć do Kiełcza samca pytona tygrysiego. Kolejne węże, jakie się mu marzą, to zbożowe. Ale na tym nie zamierza poprzestać. – Będzie na pewno jeszcze jakiś kameleon albo parka – śmieje się R. Kubów.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media