Jedna akcja – dwóch bohaterów

Policjanci z Komisariatu Policji w Kożuchowie w niedzielę ok. 23.00 otrzymali informację o pożarze jednej z kamienic na kożuchowskim rynku.  Jednocześnie zawyła syrena w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Kożuchowie. Policjant Michał Kucaj właśnie zaczynał służbę. Wraz z partnerką od razu wybiegli z komisariatu i pojechali na miejsce.

W oknie na drugim piętrze była kobieta. Wzywała pomocy, wymachiwała rękami. Z okien wydobywał się gęsty dym.
Policjanci pobiegli na górę. Przed drzwiami, które się paliły, zastali dwie osoby. Jedną z nich był  Jarosława Biadała, strażak ochotnik z Kożuchowa. Był w cywilnym ubraniu. Wraz z kilkoma innymi osobami wiadrami gasił pożar.

– Mieszkam około 50 metrów od tego miejsca. Otrzymałem na telefon wezwanie do remizy. Wybiegłem z domu i ruszyłem prosto do pożaru. To była szybka decyzja. Wiedziałem, że nie ma czasu biec do remizy. Kwestią czasu było, by ogień się znacznie rozprzestrzenił – opowiada J. Biadała.

Jednocześnie podkreśla, że nie czuje się bohaterem, że na brawa zasługują sąsiedzi, którzy pomagali w gaszeniu. – Gdy dotarłem na miejsce na górze był już właściciel mieszkania, jego znajomy i inni sąsiedzi, którzy podawali wiadrami wodę. Kobieta, która była wewnątrz mieszkania, ewidentnie nie miała drogi ewakuacyjnej. Ja zrobiłem to, co każdy by zrobił. I to nie ja zapracowałem na sukces całej akcji, ale sąsiedzi i ludzie, którzy byli dookoła. To była praca zespołowa, której byłem ogniwem. Jestem strażakiem, ale uważam, że każdy by tak postąpił – mówi J. Biadała.

Kiedy policjant Kucaj dołączył do strażaka ochotnika, zobaczył, że ten siłuje się z drzwiami. Nie mógł ich wyważyć.

– Poprosiłem go, żeby się odsunął i udało się nam wejść do środka. Podczas pierwszego wejścia nie udało się nam znaleźć kobiety. Zadymienie było tak duże, że strażak stwierdził, że musimy czekać na straż pożarną. To była chwila, impuls. Zapaliłem latarkę w telefonie i wszedłem ponownie już sam. Wołałem kobietę. Jak się odezwała, że nie wie, gdzie jest i co się dzieje, namierzyłem ją po głosie. Zacząłem iść w kierunku skąd dochodził. Przeszedłem parę metrów i zobaczyłem jej sylwetkę w tym dymie. Chwyciłem ją za rękę. Powiedziała, że nikogo więcej w środku nie było. Zbiegliśmy schodami na dół, gdzie czekała straż pożarna i pogotowie – relacjonuje M. Kucaj.

Policjant, podobnie jak jego kolega ze straży, nie czuje, że zrobił coś wyjątkowego. – Nie wiem, jak to określić. Czuję się trochę zawstydzony tym całym zainteresowaniem. Wykonujemy swoją pracę. Jesteśmy od tego, żeby pomagać. Ktoś potrzebował pomocy i należało jej udzielić. To zwykły, ludzki odruch. Wierzę, że ludzie go mają i jeśli jest potrzeba, to każdy jest w stanie zaryzykować i pomóc – stwierdza M. Kucaj.

Policjant podkreśla też, że wielkie brawa należą się strażakowi Biadale, który pierwszy zareagował i zaczął gasić. – Gdyby nie on, nie wiadomo, co by się wydarzyło i jak duże straty w całej kamienicy by były – zauważa.

Kiedy wszyscy poszkodowani byli już bezpieczni na dole – właścicielka mieszkania i policjant, który podczas akcji nawdychał się dymu, zostali zabrani do szpitala z podrażnieniem dróg oddechowych. Dziś czują się już dobrze.
Anna Karasiewicz

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *