Wybuch gazu. Rodzina straciła mieszkanie

– Najpierw wszedł kontroler urządzeń gazowych, a później był wielki huk – relacjonują mieszkańcy bloku, w którym doszło do wybuchu. Właściciele i sam kontroler są ranni, mieszkanie kompletnie zniszczone. Gmina organizuje pomoc

W miniony piątek w Kożuchowie około godziny 18.00 doszło do wybuchu butli gazowej w jednym z mieszkań przy ul. 1 maja.
– Jako pierwsi na miejsce zdarzenia dojechali strażacy z OSP w Kożuchowie, którzy rozwinęli linię gaśniczą i zajęli się pożarem w pierwszej fazie. Dzięki temu ogień się nie rozprzestrzenił – mówi st. kpt. Sławomir Ozgowicz, z-ca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Nowej Soli. Po wybuchu trzy osoby z zagrożonego budynku ewakuowały się same.

– Dwie z nich doznały obrażeń, poranień ciała, które jednak nie okazały się groźne, a trzecia wyszła z tego bez szwanku. Trzeba było ewakuować pięć osób z klatki sąsiadującej z miejscem wybuchu – dodaje z-ca komendanta nowosolskich strażaków.
Walka z pożarem trwała nieco ponad dwie godziny. Łącznie zaangażowane w nią było sześć jednostek, zarówno zawodowych, jak i ochotniczych.
W swoim meldunku strażacy nie wpisali przyczyny pożaru. Wskaże ją policyjne dochodzenie, które zostało wszczęte.

W sobotę rano rozmawiamy z mieszkańcami bloku, którzy opowiadają, co działo się wieczorem. – To był tylko wielki huk i nikt nie wiedział, co się dzieje. Wybiegliśmy na dwór zszokowani i wystraszeni. Wszystko działo się bardzo szybko – opowiada nam mieszkaniec bloku z sąsiedniej klatki. Stojący obok mężczyzna dodaje, że jego żona pracuje w zakładzie obok i akurat druga zmiana miała przerwę, gdy na równe nogi postawiło ich wielkie uderzenie.

Jedna z osób z piętra niżej sprząta właśnie na balkonie, wyrzuca dywany, wietrzy pokój. – Teraz to jest już trochę lepiej. Mieszkanie wywietrzyłam i widzę, że u nas nic się nie stało. Ale wczoraj był koszmar – mówi z balkonu kobieta.

Chwilę po wybuchu ewakuowani zostali wszyscy mieszkańcy. W kapciach uciekała z domu Janina Dytko. – Przybiegł po mnie mężczyzna w odblaskowej kamizelce, nawet nie widziałam, że to sąsiad. W tym zdenerwowaniu założyłam tylko jednego buta, ale on do mnie krzyczał, żebym już nie szukała, bo w moim mieszkaniu czarno od dymu. No to wybiegłam tak, jak stałam – opowiada J. Dytko. Przyznaje, że takiego stresu nigdy jeszcze nie miała.

– To nieprawdopodobne przeżycie, kiedy wokół pełno dymu, słychać wycie syren, a my uciekamy. Wciąż mam to przed oczami. Nie mogę dojść do siebie. Najgorzej jest u sąsiadów na ostatnim piętrze, tam, gdzie to się stało – stwierdza pani Janina, która noc spędziła u syna, ale w sobotę rano wróciła do domu, żeby zobaczyć, jak wygląda blok.

Do siebie nie może dojść też Jadwiga Mackiewicz, która dobrze znała mieszkańców, u których doszło do nieszczęścia. – My tutaj jesteśmy jak rodzina. Znamy się i od lat razem mieszkamy. To bardzo pracowita i dobra rodzina. Tak się starali. Mieszkanie mieli pięknie zrobione, świeżo po remoncie. Oczywiście najważniejsze, że dzieci nie było w domu i że nikt nie zginął – przyznaje pani Jadwiga. Kiedy z nami rozmawia, wciąż jej drżą dłonie, ociera oczy z łez. – Żona całą noc nie spała, stale płacze i nie może się uspokoić – dodaje mąż pani Jadwigi.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że tuż przed wybuchem w bloku odbywała się rutynowa kontrola urządzeń gazowych i szczelności instalacji. Kontroler miał wejść do mieszkania poszkodowanych i chwilę później nastąpił wybuch.

– Z tego co mówią, coś wykazały te urządzenia, które miał. Coś było nieszczelne. Ale co się stało, że nagle wybuchło? – zastanawiają się mieszkańcy.
Z naszych informacji wynika, że kontroler również trafił do szpitala.

Rodzina, u której nastąpił wybuch, potrzebuje pomocy. – Zbliżają się święta, więc w geście solidarności pomóżmy rodzinie, by szybko mogła powrócić do swojego domu. Drodzy mieszkańcy, jeżeli są chętne osoby, które chciałyby pomóc poszkodowanym, którzy ucierpieli w wyniku piątkowej tragedii, prosimy kontaktować się z Małgorzatą Lisiecką pod nr tel. 602 658 049 – apeluje burmistrz Kożuchowa Paweł Jagasek.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content