Ludzie Nowej Soli: Nikogo nie skrzywdziłem, chyba że na boisku

– Moje motto życiowe? Nie mam takiego czegoś. Żyję sobie. Staram się być po prostu dobrym człowiekiem – mówi w naszym cyklu Ludzie Nowej Soli Marcin Hajnysz

Urodziłem się w Nowej Soli. Chodziłem do „piątki” do podstawówki, później do Gimnazjum nr 1 i do „Elektryka”. Tam skończyłem klasę teleinformatyczną.

Kolejnym krokiem był wyjazd za granicę, pojechałem do Niemiec. Tam pracowałem w stoczni, później zarabiałem też na pracy w stoczni w Nowej Soli. Zmieniłem następnie pracodawcę, trafiłem do Jadika na strefę. Obecnie pracuję w Eurodachu.

W piłkę ręczną zacząłem grać już w końcówce podstawówki. Poszliśmy z kolegami na zawody szkolne w hali przy ul. Botanicznej. Trener Zbigniew Malaczewski trenował naszą drużynę, tutaj graliśmy wspólnie m.in. z Dawidem Biazikiem czy z Kamilem Kowalskim, którzy teraz ze mną grają w Astrze Nowa Sól w II lidze. Trener mnie zauważył na tych zawodach. Powiedział, że zaprasza mnie na treningi, które rozpoczną się od września. Żebym przyszedł, jeśli chcę. I tak się zaczęło od pierwszej gimnazjum. Teraz leci 13. rok mojej gry, jeśli dobrze pamiętam. Prawie połowa mojego życia.

Dzisiaj przegraliśmy z Zewem Świebodzin (rozmawiamy w sobotę 17 lutego – dop. red.). Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale mimo wszystko żal tego meczu. Zanotowaliśmy dobry występ Szkoda szczególnie początku pierwszej połowy – jak zawsze zresztą w naszym wykonaniu – i samej końcówki.

Moje motto życiowe? Nie mam takiego czegoś. Żyję sobie. Staram się być po prostu dobrym człowiekiem. Nikomu nie wadzę, myślę, że nikogo szczególnie nie skrzywdziłem, chyba że na boisku, ale to co innego (śmiech).

Fajnie, że w Nowej Soli coś się dzieje, że wszystko się zmienia. To miasto w ciągłej przebudowie. Wakeparki, nie wakeparki, mnóstwo rekreacyjnych rzeczy dla ludzi. To mi się podoba. Dobrze mi się tutaj żyje.

W Nowej Soli mieszka też moja najbliższa rodzina. Bardzo ważne jest to, że przychodzi na moje mecze razem z moją dziewczyną. Z kolei kiedy są mecze wyjazdowe, telefony się urywają. Moja dziewczyna Dominika, moi i jej rodzice – te mecze przeżywają wszyscy.

Marcina Hajnysza wysłuchał Mateusz Pojnar

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *