Zamszowe zające zakicały kraj

W wielu miastach w Polsce tuż przed świętami stanęły wielkanocne ozdoby. Okazało się, że większość została wyprodukowana w Malpolu.

Od wielu tygodni do firmy spływały zamówienia na pisanki i kurczaki. Można podziwiać dekoracje Malpolu w Nowej Soli na Placu Wyzwolenia, w Parku Krasnala, na deptaku w Zielonej Górze i przy Ogrodzie Botanicznym. Stoją w Lubinie, Polkowicach, Żaganiu. Pojechały do Czech, Włoch, Niemiec.  Największą furorę zrobiły jednak zamszowane zające zamówione przez poznański Stary Browar. W tym roku zające dla Poznania zostały wykonane nowoczesną techniką za pomocą drukarek 3D a następnie pokryte warstwą przypominającą zamsz. – To się okazało strzałem w dziesiątkę. Każdy chciał mieć takiego miłego w dotyku zająca. Wykonaliśmy w ten sposób około 10 tysięcy sztuk. Produkcja trwała nieprzerwanie przez trzy miesiące. Z tego, co wiem, małe egzemplarze były w browarze sprzedawane za około 80 zł a duże za 140 – mówi M. Walasek. Zastrzega, że zające poznańskie są na licencji w wersji limitowanej i nie można ich kupić w żadnym innym miejscu w kraju. Kiedy ruszyła sprzedaż małych, poznaniacy kupowali po kilka sztuk. Większe egzemplarze rozeszły się w cztery godziny.

– Zauważyliśmy, że w sklepach są chude, wysokie zające z długimi uszami. Wasz jest klasyczny, okrąglutki, o typowych kształtach. Mimo to spodobał się najbardziej. Jak pan to tłumaczy? – dopytujemy. – Nie wiem, jak to zrobiliśmy, to jest fenomen. Widać spodobał się ten prosty, klasyczny wzór. Do tego zamszowanie było strzałem w dziesiątkę. Trudno jest wymyślić projekt, który każdemu będzie odpowiadał. Cieszę się, że trafiliśmy – przyznaje M. Walasek. Dodaje, że obserwuje zafascynowanie malpolskimi zającami w internecie.

– Ludzie robią im zdjęcia, ustawiają niemal wszędzie, jest szał. Zresztą u mnie w domu też stoją trzy, u córki w pokoju – śmieje się pan Marcin. Firma robi dziennie około 100 zajęcy. Tymczasem zamówienia idą w tysiące. Jak zdradza pan Marcin, niektórym klientom musi odmówić, bo nie jest w stanie zrealizować zamówienia.

Zamszowe futerko

Sukcesem zająca poznańskiego jest jego „futerko”. To efekt pracy na nowych maszynach pokrywających figury zamszową strukturą.
– Razem z Parkiem Interior doszliśmy do wniosku, że dobrze będzie doposażyć się w takie maszyny. Nagle okazało się, że to doskonałe posunięcie. Zaczęły do nas zjeżdżać produkty z Francji, Włoch, tylko do zamszowania. W tej chwili pół produkcji mamy zapchane nie swoimi produktami, tylko zewnętrznymi pod pokrycie tzw. zamszem – relacjonuje M. Walasek.

Malpol na zającach jednak nie poprzestaje. Od kwietnia rusza wielka produkcja ozdób bożonarodzeniowych. W Parku Krasnala powstanie bowiem Park Mikołaja, który rozbłyśnie milionem światełek. Dzieci zobaczą Mikołaje ze wszystkich stron świata. Nie zabraknie reniferów, sani i wszelkich świątecznych motywów. Jak zaznacza M. Walasek, jedynym ogranicznikiem jest wyobraźnia. – Na zającach się nie skończy. Produkcja idzie pełną parą przez cały rok. Choć muszę przyznać, że czekam teraz na odrobinę oddechu, bo zające śnią mi się po nocach, szare, niebieskie i różowe, małe i duże – żartuje pan Marcin. Podkreśla, że każde kolejne przedsięwzięcie do kontynuowanie dzieła Zdzisława Malczuka. Teraz czeka firmę przejście do strefy ekonomicznej i tam ruszenie z produkcją. – Od czasu związania się z Parkiem Interior firma umacnia się na rynku. Wyprzedzamy inne firmy o trzy lata. Prezes Interioru Andrzej Matłoka to niesamowity człowiek, który wspiera nas w naszej działalności. Mamy z jego strony wsparcie, doradztwo, wie, co podpowiedzieć, żeby przyniosło zamierzony efekt – mówi M. Walasek. Dodaje, że kiedy powstawał Interior, nie sądził, że będzie to tak wielkie narzędzie i wsparcie dla przedsiębiorców.

– Jest pan przez to odważniejszy? – pytamy. – Nie, odwagi to mi nie brakuje. Stróż, który u nas pracuje, zażartował ostatnio, że jakby mi ktoś uciął nogi, to bym pewnie i tak pobiegł dalej – wspomina z uśmiechem M. Walasek. Zapewnia, że woda sodowa nie uderzy mu do głowy, bo nie ma czasu. – Nie skupiamy się na jednej branży. Wykonaliśmy prototyp samochodu na wodór dla AGH, mamy zlecenia z przemysłu medycznego, motoryzacyjnego, wojskowego. Nie są to bynajmniej zające – zaznacza z uśmiechem M. Walasek.
Monika Owczarek

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *