Smokiem spłynęli do Eisenhuttenstadt

Ok. 20 wioślarzy wzięło udział w polsko-niemieckim spływie pod hasłem „Rok Odry – poznaj magię rzeki”. – Płyniemy, potem robimy sobie przerwę, rozmawiamy, przez co zacieśniamy przyjacielskie więzi. Ważny jest wymiar integracyjny tego spływu – mówi Jürgen Peter, uczestnik spływu i prezes Kanu Club Cottbus

Spływ, który zorganizował Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji przy wsparciu nowosolskiego magistratu, ruszył w czwartek z Głogowa.

– To wydarzenie jest wprost związane z kilkoma bardzo istotnymi rocznicami, a więc z obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości, ale także z obchodami Roku Rzeki Odry. I dlatego chcieliśmy tym spływem to szczególnie uwypuklić i nadać temu jeszcze większego znaczenia – mówi o idei tegorocznego spływu Odrą Grzegorz Rogula, dyrektor nowosolskiego MOSiR-u.

Z założenia wioślarze z Nowej Soli oraz z klubu kajakowego z Cottbus w ciągu czterech dni mieli do pokonania dokładnie 163 kilometry z Głogowa do Eisenhüttenstadt. Na miejsce dotarli w niedzielę.

W spływie wzięło udział ok. 20 osób. Z jego uczestnikami i organizatorami rozmawiałem w piątkowy poranek, kiedy szykowali się do wypłynięcia z Nowej Soli do Krosna Odrzańskiego.

Odrzańscy przyjaciele

– Każdego dnia taka dniówka na smoku to ok. 40 kilometrów. Płyniemy bardzo sprawnie, bo ok. 10 km/godz, więc power jest – uśmiechnął się Zbigniew Bona, kierownik spływu.

– Cieszy fakt, że na trasie już pierwszego dnia mijaliśmy się z dwom innymi spływami – jednym niemieckim, a drugim dla seniorów, robionym przez towarzystwo turystyczne z Zielonej Góry. To pokazuje, że na rzece zaczęło się sporo dziać pod względem turystyczna-rekreacyjnym – relacjonował Z. Bona.

Jürgen Peter, uczestnik i zarazem prezes Kanu Club Cottbus nie krył zadowolenia z faktu, że ze swoimi polskimi przyjaciółmi mógł się ponownie spotkać.

– Jesteśmy razem już wiele lat, bo przypomnę, że przyjeżdżamy do was na regaty smoczych łodzi. Zawsze walczymy ze sobą podczas regatach, a dziś cieszymy się, że płyniemy razem, w jednej drużynie – uśmiechnął się J. Peter, który mocno podkreślił integracyjny wymiar imprezy.

– Płyniemy, potem robimy sobie przerwę, rozmawiamy, przez co zacieśniamy więzi. Przypomnę, że wioślarze z Nowej Soli bywali już także u nas. Spotkamy się przynajmniej raz do roku. Relacje są zacieśniane i mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy mocno zaprzyjaźnieni. Dlatego też łatwo nam się płynie – podkreślił prezes Kanu Club Cottbus,
Nie mógł nachwalić się infrastruktury rzecznej na naszym terenie.

– Cieszę się, ze powstały porty, przystanie, że powstają nowe mariny. To, co dzieje się u was na Odrze, uważam za bardzo dobry produkt turystyczny. Z chęcią naszych naszych kolegów z innych części Niemiec, żeby tu przypływali. Największym plusem tej rzeki jest to, że nie jest uregulowana, że tutaj króluje natura, nie jest zabetonowana, jak to wygląda w Niemczech – dodał J. Peter.

„Odra lepsza niż Nil”

Na potwierdzenie tych słów nie trzeba było czekać zbyt długo. Płynąc galarem z Andrzejem Delą, który był kimś w rodzaju logistyka spływu, bo na jego jednostce były bagaże uczestników oraz woda z prowiantem, co chwilę można było zobaczyć piękne widoki oraz okoliczną zwierzynę – choćby czaple siwe i sarenki, które podchodziły do koryta rzeki.

Między Nową Solą a Bobrownikami swoją tężyzną fizyczną spływ wspierał prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz. On także po raz kolejny zwraca uwagę na to, co ma do zaoferowania nadodrzańska natura.

– Wielokrotnie mówiłem, że ci, co jeżdżą do Egiptu nad Nil, nie mają czego oglądać, bo wokół są tylko piaski. A tu, u nas, cały czas jest piękny krajobraz. Problem jest tylko taki, że tej wody jest raz za dużo, raz za mało – mówi prezydent. W tym okresie jest za mało, co odbiło się czkawką przy wejściu do kanału prowadzącego na pływającą przystań w Bobrownikach. Na szczęście się udało.

Tyszkiewicz przypomina, że były huczne zapowiedzi regulacji Odry, ale na zapowiedziach polityków się skończyło. Przynajmniej na razie.

– Wielokrotnie apelowałem o to, żebyśmy w województwie lubuskim mieli chociaż jedną bagrownicę, czyli urządzenie pływające, które z jednego miejsca piasek przerzuca w inne. W związku z tym wąskie gardła, gdzie nie można przepłynąć, nawet przy niskich stanach można byłoby usuwać i turystyka rzeczna mogłaby kwitnąć jeszcze bardziej – podkreśla prezydent Nowej Soli, który przypomina wysiłek, jaki wykonano przez lata, by do Odry znowu zwrócić się twarzą, a nie plecami.

– Zrobiliśmy z partnerami trzy porty, 10 przystani, do tego wciągnęliśmy w to Głogów i turystyka poszła na przód, aczkolwiek za mało w stosunku do potencjału. Bardzo liczę, jak powstaną nasze słynne już ścieżki rowerowe – od gminy Kożuchów do gminy Kolsko, które będą przecinały praktycznie linie rzeki – że ta turystka jeszcze bardziej się rozwinie – uważa Tyszkiewicz.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *