Nigdy o Panu nie zapomnimy

Gdy pracujesz w gazecie, najwspanialszym elementem tej pracy jest to, że poznajesz kapitalnych ludzi z pasją. Fatalnym, kiedy w słuchawce telefonu słyszysz, że właśnie ktoś z nich zamknął, i to tak nagle, swój – jak się okazuje – ostatni rozdział. A tak stało się w ubiegłym tygodniu w środę, kiedy to dowiedziałem się, że w wypadku samochodowym zginął Andrzej Balinowski, mieszkaniec Starej Wsi. Dla mnie przede wszystkim pasjonat wszystkiego, co wiązane z rzeką, założyciel gospodarstwa agroturystycznego Sadyba, organizator rzecznych wypraw, popularyzator ekologii. Dla tych, którzy spotkali go w szkole, gdzie uczył m.in. j. angielskiego – wychowawca młodzieży, który jak mało kto potrafił do niej dotrzeć i ją sobie zjednać. A nade wszystko człowiek wyjątkowo dobry i serdeczny. W naszej odrzańskiej rodzinie, którą z dumą tworzymy, bez wątpienia jeden z wzorów do naśladowania.

„Ubiegłoroczne powodzie uniemożliwiły działalność agroturystyczną. Wiele rzeczy zostało zniszczonych, ale Balinowski się tym nie przejmuje. Przyjmuje z pokorą to, co mu los przynosi. – Nie można się obrazić na Odrę, to jak ze starszą siostrą, która raz dała po łapach, bo coś zbroiliśmy, ale przecież nie można jej już przez to nie kochać. Realizuję ideę współpracy z naturą. Uważam, że człowiek, powinien stać się jej częścią, obserwować i uczyć się. Robiąc tu pewne rzeczy staram się w jak najmniejszym stopniu ingerować w przyrodę. Jako belfer i właściciel Sadyby takie właśnie wartości próbuję w ludziach zaszczepić. Nie robię tu wielkiego biznesu, pieniądze to tylko dodatek…” – to fragment mojego tekstu z „Gazety Lubuskiej”, który powstał w 2011 roku.

Od tamtego czasu rozmawialiśmy wielokrotnie. Dzwonił i dzielił się swoimi spostrzeżeniami, gdy np. wycinano stare dęby przy Przyborowie. Ja dzwoniłem do niego, żeby umówić się na rozmowę o powodzi, gdy minęło od niej 20 lat. Całkiem niedawno był gościem spotkania dotyczącego czystości powietrza w mieście. Poza tym trudno powiedzieć, ile razy widywało się go w Starej Wsi tak zupełnie przypadkiem, w trakcie przejażdżki rowerem, spaceru czy wędkowania. Zawsze zapracowanego, ale szczęśliwego i uśmiechniętego. Nie przez przypadek, gdy prężnie działało w naszym mieście Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych Tacy Sami, coroczny piknik na koniec lata odbywał się właśnie obok wigwamów (w sąsiedztwie dzisiejszej przystani) i kutra Jutrzenki, które są elementem Sadyby pana Andrzeja.

Wiadomość o śmierci pana Andrzeja była szokiem dla wielu z nas. Aleksandra Kawszyn napisała: – Okropne wiadomości. Będzie brakować przypadkowych spotkań i rozmów o psach, koniach, Odrze i kajakach. Straszne, że przebiegając lub przechodząc koło Sadyby nie będzie tego szczerego uśmiechu i zawsze otwartego przywitania i zaproszenia. Dziękuję za piękne wspomnienia, ogniska, tipi, przystań, minigolfa, gumiaki w łajnie, wiedzę, a przede wszystkim za naukę, jak być wspaniałym człowiekiem. Ogromna strata. Z pewnością wielu ludzi będzie ronić dziś łzy…

Z kolej jej znajoma Katarzyna Mokwińska-Grzempa dodała znamienne: – Mój Kochany Andy. Gdyby nie on, nie byłabym, kim jestem.

Piękny wpis opublikowała Iwona Kujbida: – Zapamiętam go jako wspaniałego człowieka. Dzięki niemu moje dzieciństwo i moich rówieśników ze Starej Wsi było wspaniałe. To dzięki niemu mieliśmy boiska do tenisa, siatki i kosza, odpowiedni sprzęt. Razem organizowaliśmy festyny, ogniska. Dzięki niemu nasze dzieciństwo nie było nudne. Nie wiem, skąd u jednego człowieka tyle werwy, pomysłów, a zwłaszcza chęci. Zrobił naprawdę dużo dobrego dla wszystkich dzieciaków ze Starej Wsi. Swego czasu miał nawet minibibliotekę w swoim domu. Zachęcał nas do czytania. I o dziwo udało mu się. Dziękujemy za wszystko, Panie Andrzeju. Nigdy nie zapomnimy tych czasów.

Andrzej Balinowski zmarł 13 marca w wieku 61 lat. Zginął w wypadku samochodowym. W sobotnie południe pożegnało go kilkaset osób, które wzięły udział w pogrzebie. Wśród żałobników poza rodziną i najbliższymi przyjaciółmi było wielu przedstawicieli środowiska nauczycielskiego, osoby, które uczył, z którymi współpracował w Sadybie, którym pomagał, wreszcie sąsiedzi ze Starej Wsi, dla których bezinteresowanie działał przez kilkadziesiąt lat.

Pan Andrzej wyznawał filozofię życia w rytmie i zgodzie z naturą. Jego przemyślenia wybrzmiały mocno podczas przytaczanego na mającej świecki charakter uroczystości życiorysu.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *