Ziścił się scenariusz z najgorszego koszmaru

MKST Astra Nowa Sól – KS Gwardia Wrocław 3:0 (25:21, 25:21, 25:14). Decydujący o awansie złoty set wygrała Gwardia (12:15).
Astra: Witkiewicz, Gajowczyk, Odwarzny, Arkadiusz Zakrzewski, Adrian Zakrzewski, Grześkowiak, Zimoń, Bitner, Ratajczak, Ruciński, Jeton, Jasnos, Janusz, Przybylski

Pierwszy mecz w hali przy ul. Krupniczej we Wrocławiu spowodował, że w sercach zawodników, działaczy i kibiców Astry – jakby to określił Danilo Kiš  – pojawiła się plama zgęstniałej grozy. Podopieczni trenera Przemysława Jetona przegrali 3:1. Rzecz to była niespodziewana, bo na parkiecie walczył pierwszy z ósmym zespołem po rundzie zasadniczej. Trzeba też podkreślić, że w niej „Koliberki” dwukrotnie pewnie pokonały zespół z Wrocławia.

Awans nowosolan do drugiej rundy play-offów wisiał zatem na włosku. W ubiegłą sobotę w hali „Elektryka” czekała ich długa, trudna podróż, żeby jednak legitymację do dalszej walki o awans wywalczyć. Pomagali licznie zgromadzeni kibice z Nowej Soli, również sporo wrocławian przyjechało dopingować swoich ulubieńców z Gwardii. Szykowała się wojna.

Początek był obiecujący

Początek Astra miała nerwowy, nasi siatkarze wydawali się nieco onieśmieleni wysoką stawką pojedynku. W pierwszym secie Gwardia prowadziła 3:0. Ale później wszystko wróciło do normy – może nie tej z pierwszego meczu z Gwardią, ale tej, do której przyzwyczaiła nas Astra w rundzie zasadniczej. Pierwszy punkt dla nas w sobotnim meczu zdobył Gajowczyk, później asa zaserwował Przybylski, następnie punktujemy po raz trzeci i jest 3:3. Doskonale w meczu z Gwardią funkcjonował agresywny serwis Astry. Na 4:3 ponownie asa wystrzelił Przybylski. Późniejszy etap tej partii był wyrównany, jednak minimalną przewagę osiągali wrocławianie. Przy wyniku 16:18 dla Gwardii o czas poprosił P. Jeton. Wyrównaliśmy przy stanie 19:19, później Zimoń zamknął korytarz atakującemu Gwardii i dzięki szczelnemu blokowi wyszliśmy na prowadzenie 20:19. Kolejna wymiana trwała dobrych kilkadziesiąt sekund. Wygraliśmy ją i to był psychologiczny klucz do wygranej w pierwszej części. Końcówka należała dla Astry, wynik 25:21.

Start drugiego seta był wyrównany, ale potwierdzał się fakt, że Astra jest w gazie, jeśli chodzi o serwis. Gajowczyk odpala bombę na 6:4 i mamy dwa punkty przewagi. Trzypunktowy zapas zapewniliśmy sobie przy wyniku 13:10, wtedy też o czas wnieśli goście. Astra była coraz pewniejsza w swoich poczynaniach, presja jakby schodziła, coraz więcej radości z grania było widać na twarzach samych zawodników.

Gwardia próbowała jeszcze coś zmieniać w swojej grze – i taktycznie, i personalnie – lecz niewiele efektów to przyniosło. Ostatni, 25. punkt dla siatkarzy z Nowej Soli zdobył Gajowczyk.

W trzecim secie Gwardziści najzwyczajniej potwierdzili przypuszczenia, które można było wysnuć już po drugiej części – byli mentalnie złamani. Astra za to grała jak z nut. Wynik? Miażdżący – 25:14 dla nas.
Niby 3:0 dla Astry, ale to jeszcze nie był koniec rywalizacji. Według nowego regulaminu play-offów obie drużyny czekał tzw. złoty set do 15.

Koszmar

Nowosolanie przed czwartym setem byli pewni swego, cały czas w ruchu, w rozgrzewce, żeby nie stracić czucia piłki. Gwardia natomiast poszła do szatni na dłuższą chwilę. Pewnie były męskie słowa, podniesiony ton trenera. Później miało się okazać, że to się opłaciło.

Kibice Gwardii, ale również niektórzy fani z Nowej Soli oglądali ostatnią część na stojąco. Zaczęliśmy źle – od 1:3 dla gości. Następnie na 2:3 punktuje Zimoń, autowy atak Gwardii sprawia, że mamy 3:3. Jednak później prowadziła już tylko kapela z Wrocławia. Do zmiany stron było 6:8.

Przy 6:9 o czas wnioskował trener Jeton. To, co naprawdę dobrze funkcjonowało w poprzednich setach – serwis mianowicie – kompletnie zawodziło w kluczowym momencie meczu. W samej końcówce złapaliśmy jeszcze kontakt, Gwardia prowadziła tylko jednym punktem – 12:13. Niestety, do końca seta punktował już tylko Wrocław.
Po ostatnim punkcie wybuchł szał kibiców Gwardii, którzy wbiegli na boisko, by cieszyć się razem ze swoimi zawodnikami. Trudno się dziwić tej eksplozji radości, bo wygraną drużyny z Wrocławia w dwumeczu można śmiało nazwać sensacją, tak jak śmiało można nazwać klęską porażkę Astry.

Piękno i nieprzewidywalność sportu to nie są wyświechtane slogany. Owa nieprzewidywalność zmaterializowała się w najbrutalniejszej dla nas postaci w sobotni wieczór.
Zespołowi z Nowej Soli pozostała walka o piąte miejsce.

W następnym numerze „Tygodnika Krąg” obszerny wywiad z trenerem Astry Przemysławem Jetonem.
Mateusz Pojnar     

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media