Trener Błękitnych: Czego życzyć? Zjednoczonej drużyny [ROZMOWA]

– Na odprawie przed ostatnim meczem powiedziałem: my mamy wygrać, nie z takich sytuacji się wychodziło i zdobywało mistrzostwo albo awansowało wyżej. Nieraz decydują ostatnie sekundy. Musieliśmy po prostu wygrać ze Wschową, a co zrobi Piast – to już nie zależało kompletnie od nas – wspomina ostatnią kolejkę klasy B Tomasz Skrężyna, trener Błękitnych Wierzbnica. The Blues awansowali klasę wyżej

Poranek w niedzielę 3 czerwca. Sytuacja wygląda tak: Piast Trzebiechów prowadzi w tabeli przed ostatnią kolejką, ma dwa punkty przewagi nad Wierzbnicą i przed sobą mecz w Lipinach. Awans na wyciągnięcie ręki.

Tyle że po południu wszystko odwraca się do góry nogami. Piast przegrywa z Thrash Attackiem 3:1, Błękitni wygrywają 4:3 z Pogonią Wschowa i rzutem na taśmę uzyskują awans do klasy A. Historyczny awans.

Rozmowa z Tomaszem Skrężyną, trenerem Błękitnych Wierzbnica.

***

Mateusz Pojnar: Opowiedz o ostatnim meczu, bo jak zwykle u was emocji nie zabrakło do końca.

Tomasz Skrężyna: Strzeliliśmy najpierw bramkę na 1:0, później było 1:1, ale u nas stał z konieczności na bramce zawodnik z pola, taki, który nigdy wcześniej nie bronił (śmiech). Później było 2:1, 3:1, 4:1 dla nas. W drugiej połowie dostaliśmy dwie bramki po rzutach wolnych.

Czyli drżeliście o wynik do końca.

Tak, ale okazało się, że nawet remis dawał nam awans. Usłyszeliśmy potem o wyniku Piasta, który przegrał w Lipinach 3:1.

To jest bardzo nieprzewidywalna liga, ale spodziewałeś się w ogóle, że Piast, który miał awans na tacy, jest w stanie przegrać z Lipinami?

Piast po meczu z nami wygrał prawie wszystko, tak że drużynę ma na pewno dobrą. Wygrywał i na wyjazdach, i u siebie. My u siebie nie przegraliśmy żadnego meczu, jeden zremisowaliśmy. Mówię o tym dlatego, że o wynik ze Wschową byłem spokojny.

Mobilizacja u nas była. W Lipinach niestety jest najgorsze boisko w całej naszej B-klasie. To rzeczywiście poligon i nikogo nie chcę obrażać, chłopaki po prostu mają takie warunki do grania. Analizowałem to wcześniej i Thrash Attack u siebie nie przegrał żadnego meczu w rundzie rewanżowej.

Na odprawie powiedziałem: my mamy wygrać, nie z takich sytuacji się wychodziło i zdobywało mistrzostwo albo awansowało wyżej. Nieraz decydują ostatnie sekundy. Musieliśmy wygrać ze po prostu Wschową, a co zrobi Piast – to już nie zależało kompletnie od nas.

Na boisku w Lipinach zespół, który próbuje operować piłką, gubi się, jest mu ciężko. Tam trzeba grać tak, jak boisko pozwala.

W ostatnim numerze naszej gazety zasugerowałem, że powinniście postawić chłopakom z Thrash Attacku po piwie. Jakieś skrzynki zostały już wysłane?

Wysłane będą na pewno, bo to obiecał już nasz prezes (śmiech). To żadne przekupstwo, ale za dobry wynik przecież im się należy, tak jak napisałeś. Tak samo piwo należy się moim piłkarzom i zarządowi, bo my też musieliśmy przez cały sezon wygrywać, żeby w ogóle mieć szansę awansu.

Jaka była wasza pierwsza reakcja po tym, jak dowiedzieliście się, że zagracie klasę wyżej? Było już jakieś większe świętowanie?

Na nie przyjdzie jeszcze czas. Przed tą kolejką żaden awans nie był pewny, więc nie byliśmy na to przygotowani. Co innego, gdyby to było pewne, wtedy byśmy coś zaplanowali wcześniej.

Musieliśmy liczyć na szczęście w ostatniej kolejce, na wygraną Thrash Attacku. I super, że udało im się zwyciężyć z Piastem.

Ale na 23 czerwca mamy już ustaloną grubszą imprezę, na której będziemy świętować awans do klasy A. Wcześniej – tak jak mówię – nie było czasu i okazji. To była niedziela, więc wszyscy musieli iść w poniedziałek do pracy.

Błękitni Wierzbnica to młodziutki klub, macie trzy lata. Jak udało wam się poukładać to wszystko, ten skład w taki sposób, żeby zrobić tak szybko awans? B-klasa jest przecież trudna pod różnymi względami – każdy pracuje, nie jeden średnio poważnie podchodzi do grania, a jeszcze inni w sobotę balują, więc w niedzielę z graniem bywa różnie. Jak ci się udało nad tym zapanować?

To jest rzeczywiście trudna sprawa. Dużo zawdzięczamy zarządowi i zawodnikom, którzy podchodzili do tematu poważnie. Dużo nam pomogła Odra Bytom Odrzański, bo od nich mieliśmy sporo zawodników. Niektórzy wychodzili z wieku juniorskiego i w Odrze nie łapali się albo z innych powodów nie grali i nie było problemu, żeby przeszli do Wierzbnicy.

Z Bytomia grali i grają przecież u nas Piotrek Żmudziński, Marcin Gawlik, Alan Gurban, dużo osób. Ostatnio doszli do nas Patryk Winiarski czy Daniel Wołkowski. „Wołek” był co drugi mecz, ale w tych spotkaniach, w których grał, pomógł bardzo dużo. Winiarski grał całą rundę, z meczu na mecz się rozgrywał.

Te wzmocnienia trzeba było poukładać. Wiadomo, że były też problemy. Najgorszy był maj, bo były różne komunie w rodzinach i zawodnicy nie mogli grać. W tamtym roku sam miałem komunię swoich bliźniaków. Są przecież ważniejsze sprawy niż granie w piłkę w B-klasie. I w tym roku w maju przegraliśmy dwa mecze, ale zdołaliśmy się po tym poskładać i wygrać końcówkę sezonu.

Rzeczywiście lepszą rundę mieliście jesienią.

Wygraliśmy wtedy wszystkie mecze, raz, w Żabnie, nie było sędziów – ewenement; ten mecz został przełożony i to było jedyne spotkanie, które wysoko przegraliśmy.

Wyróżniłbyś kogoś szczególnie po tym sezonie?

Piłkarsko nie chciałbym wyróżniać, ale na pewno jeśli chodzi o zaangażowanie w treningi, to chcę wyróżnić Sławka Jarosza. Był na każdej jednostce treningowej. To ważne – zaangażowanie w treningi. I Marcina Gawlika, który pracuje na zmiany, ale kiedy tylko mógł – był na treningu albo na meczu.

Wiesz już o jakichś odejściach albo ewentualnych wzmocnieniach przed A-klasą?

Minął raptem tydzień od awansu, nie usiedliśmy do żadnych konkretnych rozmów. Na razie przysługuje nam odpoczynek i dopiero później musimy na chłodno wszystko przeanalizować. Tak jest lepiej, niż myśleć o tym na gorąco.

Jak widzisz swój zespół na tle klasy A? To będzie raczej walka o utrzymanie czy może o środek tabeli?

Na pewno walka o utrzymanie, bo na dzisiaj to najważniejszy cel dla beniaminka, który pierwszy raz w historii zagra w tej klasie rozgrywkowej. Za tydzień, za dwa mogą być jakieś wzmocnienia i może spojrzę na to inaczej.

To jest najistotniejsze – wejść i się utrzymać, bo niby pierwszy rok dla beniaminka jest łatwiejszy, ale w klasie A ci, co wchodzą, mają często ciężko. Przykład chociażby Zorzy Nowe Żabno czy teraz Stypułowa, który koniec końców jednak spadł.

To jest podstawowy nasz cel: żeby się utrzymać. A im wyżej skończymy w tabeli, tym oczywiście lepiej.

Czego życzyć wam przed nowym sezonem w nowej lidze?

Stabilności finansowej, środka tabeli. I takiej zjednoczonej drużyny, bo w tych niskich ligach ta jedność buduje zespół.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media