Chciał się zabić. Dziś się cieszy, że mu się wtedy nie udało [WYBÓR TEKSTÓW 2020]

Już prawie był po drugiej stronie, chciał się zabić. Uratowali go bliscy. Dziś jest szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Mówi, że wśród ludzi jest deficyt empatii. Dlatego rozglądajmy się. Może zobaczymy kogoś, komu trzeba pomóc

Już mi jest wszystko jedno. Nikt nawet nie zwróci uwagi, że mnie nie ma – stwierdza Michał*, po czym tabletki nasenne popija wódką. W pustym mieszkaniu cicho gra muzyka, ale on zasypia, już jej nie słyszy.

Tego się nie zapomina

Tak było 15 lat temu. Dziś spotykamy się z Michałem w eleganckim biurze w Nowej Soli. Chwilę muszę poczekać, akurat ma klientów.

To przystojny, dobrze ubrany mężczyzna. Opowiada o przeszłości.

Obudził się wtedy w szpitalu w trakcie płukania żołądka. Uratowali go bliscy, to oni zawiadomili pogotowie. Siostra próbowała się do niego dodzwonić. Nie odbierał. Coś ją tknęło, pojechała zobaczyć, co się z nim dzieje. Czuła, że coś złego. Miała klucze do mieszkania, weszła z kuzynem i zastała Michała nieprzytomnego. Obok było opakowanie po lekach i flaszka.

Gdyby przyjechali kilka minut później, Michała by już nie było.

– Trzeba pokazać osobom, które borykają się z problemami, że nie są jedynymi ludźmi przechodzącymi przez tak trudne chwile – mówi mi Michał.

Nie chce powiedzieć, dlaczego chciał wtedy popełnić samobójstwo. Nie naciskam.

– Pokazać im, że niezależnie od tego, jaki mamy status, na jakim etapie jesteśmy w życiu, to może przytrafić się każdemu – dopowiada.

Jest wzruszony. – Można się z tego otrząsnąć, ale nie zapomnieć – podkreśla. – Wtedy zawaliło mi się życie. Miałem poczucie, że grunt usunął mi się spod nóg. Wszystko, co do tej pory miałem, czego byłem pewien, w czym pokładałem ufność i nadzieję, z dnia na dzień przestało istnieć. I nie był to efekt moich działań. Byłem bezradny, bezsilny. Czułem, jakbym swobodnie spadał w czarną dziurę. Zacząłem poddawać pod wątpliwość sens mojego dalszego życia, którym byłem rozczarowany. Gdyby wtedy, kiedy opadałem, ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, zaczął ze mną rozmawiać albo chociaż dostrzegł, że coś ze mną jest nie tak… Gdyby w taki sposób ktoś na nowo nadałby sens mojemu istnieniu, to pewnie bym tego nie zrobił.

– Nikt taki się nie znalazł? – pytam.

– To złożony mechanizm. Bo ja nie dałem nikomu szansy, żeby mi pomógł. Po prostu mnie ukształtował pogląd, żeby we wszystkim radzić sobie samemu. Skoro masz problem – sam go rozwiąż, nie licz na innych. Miałem w tamtym czasie spadki nastroju, kompletną niechęć do pracy, ale myślałem: nie można pokazywać słabości. A ja się do wszystkiego zmuszałem. Udawałem, że jest okej. Rodzina, bliscy przez moją postawę nie widzieli, że ze mną jest aż tak źle. Nie wołałem o pomoc. Częstym błędem osób, które myślą, że ich świat płonie, jest to, że właśnie nie proszą o pomoc. Czasem zawołanie o koło ratunkowe spowoduje, że sporo osób wyciągnie rękę. Bo poczucie rezygnacji sprawia, że nie oceniamy czegoś trzeźwo. To nieprawda, że nikt nie zauważyłby, że mnie nie ma. Ale wtedy tak myślałem.

Odbić się

– Pozbierałem się po tym wszystkim – ciągnie Michał – chociaż trwało to długo. Kluczem było skupienie się na obowiązkach: praca, zainteresowanie sportem, odnowienie relacji z osobami, które w jakiś sposób od siebie odsunąłem. Pomagały mi rozmowy z ludźmi, którym ufam. Lekarzem mojej duszy była nieżyjąca już babcia.

Michał na chwilę urywa. Po chwili dodaje: – Chwile skupienia, wewnętrzne rozmowy – to też jest pomocne. Zerwanie ze schematami, którymi kierowaliśmy się wcześniej. Spojrzenie na siebie krytycznie. Skoro żyjesz po próbie samobójczej, dalej jesteś online, to łatwiej przychodzi nabranie do siebie dystansu. W najtrudniejszym czasie myślałem, że jestem osamotniony, ale z drugiej strony przecież nikogo nie prosiłem o pomoc. Nigdy o tym nie opowiadałem, ale jakoś o tym wszystkim, co się zdarzyło, dowiedział się mój kolega. Widział, że jestem rozbity. Powiedział mi mądrą rzecz, że jak widzimy już dno, to wtedy, gdy zdobędziemy się na wysiłek, możemy już tylko się od tego dna odbić. Bo nie mamy już nic do stracenia. W zasadzie od tego momentu może być już tylko lepiej. Tak zacząłem myśleć. Na początku było trudno, ale sukcesywnie szedłem do przodu. Mój przyjaciel powiedział mi też kiedyś, że jak potrzebuję pomocy, mogę się do niego zwrócić.

– Dzisiaj czasami wraca do ciebie to, co wydarzyło się 15 lat temu?

– Zdarza się. Na przykład jak czytam informację o czyjejś próbie samobójczej.

Rozglądnij się

Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy porażające dane. Z badań ankietowych, przeprowadzonych przez nowosolski urząd miasta w 2019 r. wśród dzieci i młodzieży szkół podstawowych i ponadpodstawowych, wynika, że co trzeci uczeń choć raz myślał o samobójstwie. W samych szkołach ponadpodstawowych – prawie połowa z nich.

– Psychika młodych ludzi płata figle, jeszcze mocniej przeżywają emocje, bodźce, które są w stanie ich zranić – komentuje badania Michał. – Człowiek jest bez skóry, dlatego że ona dopiero się kształtuje. Nabranie dystansu do wydarzeń w życiu przychodzi z wiekiem, doświadczeniem. Rodzice nie proszą o pomoc, gdy dziecko ma problemy, bo boją się, że ktoś im zarzuci: jesteście niewydolni wychowawczo, nie radzicie sobie. A tak nie jest. Rodzic powinien dążyć do jak najbliższego kontaktu z dzieckiem. Pomagają wrażliwość i czułość. Trzeba poświęcić dziecku więcej czasu, mimo że jest wyścig szczurów. Moi rodzice przed laty mieli ten czas, ale dziś czuję, że w zasadzie to sam się wychowałem.

Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia co 40 sekund ktoś popełnia samobójstwo. To daje około 800 tys. ofiar rocznie. Większość z nich to mężczyźni. W Polsce codziennie odbiera sobie życie 15 osób.

Michał uważa, że wśród ludzi jest deficyt empatii. Dlatego trzeba się rozglądać. – Może zobaczymy wtedy kogoś, komu trzeba pomóc – podkreśla. – I nawet jak przy pierwszej próbie pomocy zostaniemy odtrąceni, trzeba być w tym konsekwentnym. Musimy mieć świadomość, że czasem te osoby są w takim stanie, że nie chcą już nawiązywać kontaktu, bo być może wcześniej próbowały to robić, ale bezskutecznie. I są rozczarowane. To zawsze indywidualne historie. Empatia uratowałaby wiele istnień.

Cieszę się, że mi się nie udało

Michał: – Chcę powiedzieć jedno wszystkim tym, którzy myślą o samobójstwie. W momencie, kiedy mamy to życie, mamy na nie wpływ, możemy z niego korzystać, to nam się wydaje, że sytuacja dojrzała do tego, żeby to zakończyć. Ale kiedy już podejmiemy ten krok, w ostatnich odruchach świadomości czujemy, że chcielibyśmy się kurczowo tego życia trzymać. To jest moja przestroga. Dużo możemy osiągnąć, trzymając się życia. Póki żyjemy, jesteśmy w stanie wszystkiemu podołać. Mój przykład to najlepiej pokazuje. Dziś potrafię cieszyć się tym, że jest ładna pogoda czy że zjadłem coś dobrego. Że spędzam czas z rodziną. Życie składa się z drobnych rzeczy, w których jest wiele dobra i piękna. Tak, z tego należy się cieszyć.

Pytam Michała, czy jest szczęśliwy. – Tak – uśmiecha się. – Jestem w miejscu, w którym chciałem być. Czasem klnę na robotę, bo jestem piekielnie zmęczony, ale kocham tę pracę. Daje mi dużo satysfakcji. Poza tym nadrabiam stracony czas, poświęcam go rodzinie. Doceniam każdą sekundę. Jestem spełniony. I dzisiaj bardzo się cieszę, że wtedy mi się nie udało.

*imię zmienione

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content