Historia pewnego lustra, które wróciło do domu

Znalezione wśród szpargałów na targu staroci lustro okazało się wyjątkowe. – Zwróciłem na nie uwagę i stwierdziłem: biorę. Dopiero w domu zobaczyłem, jaką niespodziankę kryje. Widocznie tak miało być – uśmiecha się Kazimierz Ekiert

Ze szczęśliwym posiadaczem wyjątkowego lustra spotkaliśmy się w gospodarstwie agroturystycznym w Mirocinie Dolnym. Już od bramy wjazdowej widać, że właściciele kochają starocie. Wchodząc na podwórko, można mieć wrażenie cofnięcia się w czasie. Wzrok przyciągają mające kilkadziesiąt lat drewniane ozdoby, maszyny rolnicze wkomponowane między krzewami i przedmioty będące nieodłącznym atrybutem każdego dawnego gospodarza.

– Zapraszam do środka, lustro jest niepozorne, ale sprawia mi mnóstwo radości – mówił Kazimierz Ekiert. Zanim jednak gospodarz pokazał to lustro, pochwalił się nowymi nabytkami, jakimi są zabytkowe radio i walizkowy gramofon. W każdym pomieszczeniu jest mnóstwo przedmiotów wygrzebanych na targach staroci czy niemieckich flohmarktach.

Wszystko zadbane, w idealnym stanie. Pachnie drewnem, czuć ciepło z wielkiego kaflowego pieca.

Wchodzimy do kuchni, gdzie na każdej ścianie stoją honorowo całe kolekcje młynków, talerzy, mosiężnych urządzeń kuchennych. Do tego mnóstwo zgromadzonych łyżek i chochli. Każdy przedmiot ma swoje miejsce na półce lub na ściennym uchwycie.

– Kto się tym wszystkim zajmuje, przecież to wymaga ogromu pracy? – pytamy.

– Jak to kto? Ja osobiście – odpowiada lekko zaskoczony pytaniem Kazimierz Ekiert. I dodaje: – Raz w tygodniu wszystko dokładnie myję. Uwielbiam to robić.

Bierze z półki dziwne stare urządzenie. Opowiada: – To jest nowa zdobycz. Okazało się, że to specjalna suszarka do kawy. Tutaj sypie się kawę, korbką trzeba kręcić i ziarenka kawy robią się idealne. Ale jesteśmy tutaj w temacie lustra, już pokazuję!

Pan Kazimierz przynosi niewielkie lustro w ozdobnej drewnianej ramie. Kupił je na targu staroci w Zielonej Górze. Jak większość przedmiotów – przyjechało z Niemiec. Kazimierz Ekiert zwrócił na nie uwagę, bo miało ciekawą ramę. – Luster nigdy dość. Przydają się w pokojach dla gości. Dodają pomieszczeniom uroku i lekkości. Dlatego to też wziąłem – tłumaczy.

Ale do meritum: szczęśliwy posiadacz lustra zauważył w domu przyklejoną na odwrocie karteczkę. Rozprostował ją i wtedy przeżył wielkie zaskoczenie: lustro jest rodem z Nowej Soli. Na metce było napisane Spółdzielnia Rzemieślnicza Wielobranżowa ul. Królowej Jadwigi. Plus cena: 29 tys. 600 zł. – Ucieszyłem się, jakby ktoś z rodziny wrócił do domu po latach. To lustro pewnie sporo przeszło, zanim ponownie zawitało do swojego miejsca na Ziemi. Jak to dobrze, że je wziąłem do ręki – mówi zadowolony Kazimierz Ekiert.

Nie wiadomo, w czyim domu lustro wisiało i kto się w nim przez minione lata przeglądał. Teraz jest ozdobą jednego z pokoi pana Kazimierza i – choć z wyglądu niepozorne – ma wielką, bo sentymentalną wartość.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content