Hanna Dyzert, nowosolska malarka: W towarzystwie obrazów czujemy się lepiej

– To moje rodzinne miasto, kocham je. Bardzo chciałam, żeby moja pierwsza wystawa odbyła się właśnie tutaj – już w czwartek w bibliotece wernisaż malarki Hanny Dyzert

Mateusz Pojnar: Skąd u ciebie wzięło się malarstwo? I kiedy?

Hanna Dyzert: Od zawsze malowałam. Mam takie wspomnienie: jako trzylatka jestem nad morzem z rodzicami i wujostwem, wstaję rano i każę wujkowi malować kota [śmiech]. Namalował go, a ja później też tego kota odtwarzałam. Tak się zaczęło.

Cały czas rysowałam coś na kartkach, potem zaczęłam malować farbami. Gdy miałam sześć lat, zaczęła mnie uczyć ceniona malarka Renata Brzozowska. Malowałam farbami olejnymi na desce, już nie na kartce. Mam gdzieś nawet zdjęcia z pierwszymi obrazami: jakiś domek w górach itd.

A kiedy poważniej zajęłaś się sztuką?

Dopiero rok temu, bo przez lata nie malowałam. W pewnym momencie robiłam to, bo mnie to odprężało. Myślałam o liceum plastycznym czy o studiach malarskich, ale do tego nie doszło i miałam długą przerwę.

Czemu na studiach nie wybrałaś malarstwa?

Trzeba mieć jednak jakiś wyuczony, „normalny” zawód, tak jak moi rodzice i wielu ludzi.

Pięć-sześć lat nie miałam w ręku pędzla. I właśnie rok temu naszła mnie myśl: chcę namalować obraz. Samo przyszło, znikąd. To nie była jakaś zachcianka, tylko stwierdziłam, że muszę to zrobić. Chociaż nie wiedziałam, czy jeszcze potrafię. Długo się zbierałam, ale wróciłam do malarstwa.

Postanowiłam, że chcę zostać artystką. Żeby nią zostać, wiem, że muszę bardzo dużo ćwiczyć, rozwijać swoją technikę. Bo to nie jest tak, że rodzisz się i już jesteś wspaniałym artystą, wszystko potrafisz. Trzeba się doskonalić, uczyć.

Postawiłam sobie wyzwanie: będą malowała trzy obrazy w miesiącu. Przez jakiś czas się nawet udawało.

Co cię fascynuje w tym rodzaju sztuki?

Nie lubię obrazów realistycznych, takich, w których rzeczywistość jest jeden do jednego taka sama jak w życiu. Wydaje mi się, że to jest bardzo proste. Oczywiście żeby odwzorować coś na sto procent, trzeba mieć wielki talent i nie ujmuję nikomu, kto w taki sposób maluje. Ale preferuję twórczość, w której artysta musiał dać od siebie coś więcej. Zrobić coś nieoczywistego – to jest fascynujące. Lubię, gdy ktoś ma własną technikę: widzisz obraz i od razu wiesz, kto go namalował.

Wyrobienie swojego stylu jest pracochłonne.

To prawda. Tylko że o to chyba w tym chodzi: znaleźć swój styl i dzięki niemu być rozpoznawalnym. Absolutnie tego jeszcze nie osiągnęłam, ale cały czas nad tym pracuję. Ostatnio zmieniłam technikę i obrazy, które powstaną w tym roku, będą zupełnie inne. Mam na nie plan.

Szukam, stawiam kolejne kroki.

Jak wygląda u ciebie proces tworzenia? Zamykasz się w pracowni i nie dajesz nikomu wejść?

Nie mogę, bo mamy zwierzaki – psa Dobby i kota Benka. I za każdym razem, jak zamykam drzwi, kot miauczy i rzuca się na nie. Pies szczeka i też się rzuca [śmiech]. Są moimi towarzyszami w malowaniu, muszą być zawsze przy mnie. Benek uwielbia, jak może się np. położyć na kawałku kartki albo na farbach. Później często chodzi po mieszkaniu usmarowany farbą.

Zwykle jest tak, że najpierw maluję tło, oglądam przy tym zawsze jakiś serial. A potem nanoszę jakieś postacie. Tak naprawdę moje obrazy nigdy nie wyglądają tak, jak sobie pierwotnie zaplanowałam. Czasem siadam do płótna i nie wiem, co chcę namalować. Wychodzi samo z siebie.

Pracujesz w zupełnie innej branży, masz swoje życie prywatne, więc pewnie trudno ci znaleźć czas na malarstwo?

Bardzo trudno. Po pracy często jestem zmęczona, tak że ciężko wtedy siadać do sztalugi. Ale jeden z moich znajomych, który pnie się po szczeblach kariery, powiedział mi: jak chcesz coś osiągnąć, to nie ma żadnego spania po pracy, tylko malujesz. Nieważne, jak jesteś zmęczona i co namalujesz. Po prostu musisz to robić. Wzięłam to sobie do serca, bo miał rację.

Czasu brakuje, dlatego często maluję całymi weekendami.

O czym są twoje obrazy?

O mnie. Mówią o tym, co czuję, o emocjach. Jak mam gorszy czas, maluję smutnych ludzi. Jak lepszy – na płótnie powstają zakochane pary.

Czym lub kim się inspirujesz?

Ze znanych malarzy uwielbiam Beksińskiego, Picasso był genialny. Lubię wszelkiego rodzaju impresjonistów. Jestem też fanką prac van Gogha, bo wspaniale kładł farbę na obrazy, grubymi warstwami. One miały świetną strukturę.

Obserwuję też malarzy na Instagramie: inspirują mnie m.in. Tahlia Stanton czy Fabian Utta, który głównie maluje swoją dziewczynę – chyba jest romantykiem albo tak bardzo ją kocha.

Za chwilę zobaczymy twoją debiutancką wystawę. To, że wernisaż odbędzie się w Nowej Soli, gdzie się urodziłaś i wychowałaś, jest w jakiś sposób ważne?

Jasne, że tak. To moje rodzinne miasto, kocham je, mam z nim bardzo dobre wspomnienia. Bardzo chciałam, żeby ta pierwsza wystawa odbyła się właśnie tutaj. Gdyby miała miejsce w Poznaniu, gdzie teraz mieszkam, chyba to nie byłoby dla mnie aż tak przejmujące. Czuję, że to wszystko powinno się zacząć właśnie w Nowej Soli.

Nie trzeba powodu, by kochać” – to tytuł wystawy. Dlaczego taki?

Taki przyszedł do głowy, spodobało mi się to zdanie. O to chodzi w życiu – kochamy bezwarunkowo, nie za coś. Wtedy chcemy dzielić z kimś życie i nie oczekujemy niczego w zamian.

Chodzimy do pracy, bo potrzebujemy pieniędzy; jeździmy na wakacje, bo chcemy odpocząć albo zobaczyć jakieś miejsce. A kochamy tak po prostu, bo taka jest natura człowieka i nie możemy przed tym uciec.

Jak zaprosisz ludzi, żeby w czwartek przyszli do biblioteki?

Serdecznie zapraszam, bo warto generalnie chodzić na wystawy. Będzie miło. Mam wrażenie, że ludzie w towarzystwie obrazów czują się lepiej, że one są postrzegane najzwyczajniej w świecie jako coś ładnego. Dlatego kupujemy je do mieszkań.

A ty masz na ścianach jakieś obrazy?

Swoje, bo inne mi się już nie mieszczą.

***

Wernisaż wystawy malarstwa Hanny Dyzert „Nie trzeba powodu, by kochać” odbędzie się w najbliższy czwartek 25 stycznia o godz. 17.30 w Galerii pod Tekstem przy Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Edwarda Stachury w Nowej Soli.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content