Reus w Holandii pokazał polską siłę [ROZMOWA]

Marcin Reus z CNS Nowa Sól nie boi się ciężkiej pracy. Ta procentuje. W Amersfoort w Holandii odbyły się zawody Masters Throwdown. Reus wygrał w swojej kategorii wiekowej. – Teraz szykuję się do CrossfitGAMES, najważniejszych zawodów na świecie – opowiada nowosolanin

Zawody odbyły się w dniach 20-21 stycznia. Masters Throwdown to impreza międzynarodowa, do samych kwalifikacji zgłosiło się setki osób. Miały wyłonić najlepszych zawodników w poszczególnych kategoriach wiekowych – od nastolatków trzy dywizje i kilka przedziałów, jeśli chodzi o wiek.

Mateusz Pojnar: To pana duży sukces. Ile osób startowało w pana kategorii?

Marcin Reus: Wystartowałem w przedziale wiekowym 35-39. Ponad 150 osób było chętnych, żeby wziąć udział w mojej kategorii, z czego tylko 10 osób dostało się na same zawody w Holandii. Wśród tych 10 osób było trzech Francuzów, Belg, kilku Holendrów, Włoch i dwóch Polaków. W sumie na zawodach w Amersfoort było czterech reprezentantów Polski – trzech mężczyzn i jedna kobieta.

Co konkretnie trzeba było zrobić, żeby zwyciężyć?

To były dwa dni ciężkich zmagań, składało się na nie siedem różnych testów sprawdzających wszechstronność naszych umiejętności. To też weryfikowało naszą ciężką, treściwą pracę, jaką wykonujemy na treningach.

Pierwszy test polegał na wykonaniu w jak najszybszym czasie czterech rund, z czego jedna składała się z przepłynięcia pewnego dystansu na maszynie zwanej wioślarzem, czterech ruchów sztangą o ciężarze 120 kg i wykonaniu 20 przysiadów na jednej nodze.

W drugim zadaniu chodziło o wykonanie jak największej ilości powtórzeń 60-kilogramową sztangą w przeciągu ośmiu minut. W przypadku odłożenia lub opuszczenia sztangi na ziemię należało wykonać 25 podwójnych karnych skoków na skakance (jeden podskok – dwa obroty).

Ostatni trening podczas tych zmagań to typowy test wytrzymałości – kolejne osiem minut treściwej pracy: 50 przysiadów, 40 „padnij, powstań”, 30 wykroków, 20 pompek, 10 podciągnięć. Wszystko to wykonane w 10-kilogramowej kamizelce obciążeniowej, która utrudniała każdy ruch.

Tyle pierwszego dnia.

A drugiego?

Zaczęliśmy od typowego testu siły – trzy minuty na ustalenie jednego maksymalnego ciężaru wyrwania sztangi bezpośrednio z ziemi nad głowę.

Bezpośrednio po teście siły trzeba było wejść jak najwięcej razy na ściankę wspinaczkową. Deska z otworami, po której poruszamy się za pomocą drewnianych kołków… To sprawdzało nasza sprawność fizyczną, koordynację i wytrzymałość dłoni.

Kolejny trening to typowy test mocnej psychiki i tytanowych mięśni nóg. Przez osiem minut mieliśmy przechodzić przez skrzynie o wysokości 60 cm, każda minuta wymagała określonej ilości przejść. Trzeba podkreślić, że z minutę na minutę ilość przejść rosła, a od samego początku musieliśmy trzymać worek o wadze 55 kg.

W finale mieliśmy klasyczny sprawdzian CrossFit – FRAN. To podciąganie i praca ze sztangą w odpowiedniej sekwencji ruchów. Odbiera godność nawet najlepszym (śmiech), tym razem udało mi się jako jednemu z nielicznych skończyć ten trening. A w swojej kategorii wygrałem.

Spodziewał się pan aż takiego sukcesu?

Nigdy nie wiemy, czego możemy się spodziewać. Za każdym razem jedziemy na jedną wielką niewiadomą. Musimy być przygotowani na pływanie, bieganie, jazdę rowerem, gimnastykę, unoszenie ciężarów albo długotrwałe treningi wytrzymałościowe z wyszukanym sprzętem.

Jeżeli wraca się z sukcesem, to znaczy, że było się dobrze przygotowanym.

W takim razie co w przyszłości? Jakie są pana plany, marzenia na najbliższą i tę dalszą sportową przyszłość?

Obecnie szykuję się do najważniejszych zawodów na świecie – CrossfitGAMES. Zrobię swoje, a na ile to wystarczy – czas pokaże. To nietypowe kwalifikacje przez pięć tygodni, nagrywamy jeden trening tygodniowo i wysyłamy do weryfikacji. Jeżeli wszytko pójdzie dobrze, będzie cudownie.

Niemniej jednak najbardziej lubię sprawdziany w realnych warunkach, na typowych zawodach, gdzie wszyscy mają te same warunki, tę samą pogodę i te same zasady. Dlatego na pewno wystartuję na Battle of Poland we Wrocławiu w kwietniu. Później najważniejsze zawody ligowe w Polsce, czyli Garage Games w Warszawie. Na pewno odwiedzę jeszcze kilka imprez, które się tylko pojawią.

Póki co mocno trenuję w sali treningowej w Nowej Soli na CNS, a efekty mojej pracy są i będą sprawdzane na tego typu zawodach.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content