Sebastian Sobczak o bieganiu: Chcę jeszcze powalczyć [ROZMOWA]

Zaczął biegać jako 14-latek, ta przygoda trwała trzy lata, a później ją porzucił. Potem wrócił na biegowe trasy po 30 latach, zdobywa medale mistrzostw Polski masters – ostatnio, w Toruniu, złoty na 1500 metrów. – Robię to, co uwielbiam – mówi „Tygodnikowi Krąg” mistrz kraju Sebastian Sobczak

Mateusz Pojnar: Zdradź mi przepis na złoty medal mistrzostw Polski.

Sebastian Sobczak: Jedynym sposobem, by go zdobyć, jest ciężka praca, jaką są treningi.

Na przygotowania poświęcam dużo czasu i daję z siebie 101 procent. To mnie kosztowało wiele wyrzeczeń, bo każdy dzień był dostosowany do treningu.

Jechałeś z myślą, że interesuje cię tylko złoto?

Szczerze? Tak. W końcu po to się jedzie na mistrzostwa Polski. Głośno nikomu o tym nie mówiłem, ale w głębi duszy właśnie tak myślałem.

To nie jest twój pierwszy medal MP masters. Przypomnij, co wcześniej wybiegałeś.

W 2016 r. w Murowanej Goślinie zostałem mistrzem kraju masters w półmaratonie. Dwa lata później na stadionie w Toruniu zdobyłem srebro na 5000 m, a później w halowych MP w Toruniu wywalczyłem srebrny medal na 1500 i brązowy na 3000 m.

Skąd czerpiesz energię, żeby nadal biegać w zawodach oldbojów?

Moją energią jest motywacja. Robię to, co uwielbiam. Sport jest moją pasją od 14. roku życia.

Owszem, były przerwy, ale pewnego dnia stwierdziłem, że czas do tego wrócić.

Stawiam sobie cele, do których staram się dążyć, nie zważając na nic. Moja determinacja jest kluczem do wszystkich osiągniętych sukcesów [uśmiech].

Jak wygląda twój tygodniowy cykl treningowy?

Robię sześć-osiem jednostek, głównie składają się z biegania – 80-100 km w tygodniu – i regeneracji, czyli sauna, masaż. Dodatkowo od dwóch lat morsuję, dzięki czemu zwalczam mikrourazy. Od czasu do czasu, zwykle zimą, włączam też ćwiczenia siłowe.

Kiedy zacząłeś biegać i jak ta przygoda się rozwijała?

Zacząłem tę przygodę jako 14-latek w Astrze Nowa Sól. Wtedy miałem sukcesy na wojewódzkim i makroregionalnym szczeblu – biegi stadionowe, przełaje.

To trwało trzy lata, a po kolejnych 30 zacząłem na nowo. I tak do teraz.

Mam nadzieję, że nie myślisz o zakończeniu kariery? Jakie plany na przyszłość?

Na ten moment chcę jeszcze powalczyć i pokazać, na co mnie stać, więc tak łatwo się mnie nie pozbędziecie [śmiech].

Jestem w trakcie przygotowań do Półmaratonu Solan. Czas pokaże, co będzie dalej.

Chciałbym podziękować mojemu trenerowi Adamowi Draczyńskiemu i całemu klubowi Adam Draczyński Running Team, rodzinie i przyjaciołom, którzy mnie wspierali, mojej fizjoterapeutce, która niejednokrotnie stawiała mnie na nogi. I wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki w hali i przed ekranem.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content