Anita Cytrycka wicemistrzynią Polski! Nasza tenisistka przeszła samą siebie

Tenisistka z Otynia zdobyła srebro w grze podwójnej. – Przed turniejem bralibyśmy ten wynik w ciemno – podkreśla jej tata Krzysztof Cytrycki

1 stycznia Anita przeszła do starszej kategorii wiekowej U-14, czyli do młodzików. Rocznikowo ma 13 lat, a tak naprawdę nieco ponad 12 – urodziła się w grudniu 2011. – Ostatnio zaczęła grać turnieje w U-14, żeby zrobić ranking w nowej kategorii – tłumaczy Krzysztof Cytrycki, tata Anity i jeden z jej najwierniejszych kibiców.

Nasza tenisistka przeszła ogólnopolskie turnieje kwalifikacyjne: w Zielonej Górze dotarła do ćwierćfinału, w Szczawnie-Zdroju przegrała dopiero w finale, a później, ponownie w Zielonej Górze, odpadła w półfinale.

2024 r. zaczął się od razu na grubo. Bo pierwszym turniejem były halowe mistrzostwa Polski U-14. Odbyły się w Centralnym Ośrodku Treningowym Polskiego Związku Tenisowego w podwarszawskich Kozerkach.

Anita trafiła do eliminacji singla, a do głównej drabinki gry podwójnej weszła z koleżanką jako ostatnia, 16. para. Grała razem z Oliwią Kądzielską, 13-latką z Krzycka Park WKS Śląsk Wrocław. Oliwia na co dzień trenuje u pierwszej trenerki supergwiazdy tenisa Huberta Hurkacza.

Zacznijmy od singla. W pierwszym meczu otynianka ograła 2:0 (6:2, 6:0) Annę Leśniak ze Startu Łódź. W drugiej rundzie przegrała z Julią Berke z Sopot Tenis Klub, choć walka była zacięta – 2:6, 7:5 i 11:13.

– Po tej porażce miała dzień wolny, więc pojechała na trening na obiekt Legii w Warszawie – wspomina Krzysztof Cytrycki. – Trenowała z najlepszą w Polsce 11-latką, reprezentantką stołecznego klubu.

W pierwszej rundzie debla Anita i Oliwia od razu trafiły na parę rozstawioną z numerem drugim – Antoninę Snochowską (Toruńska Akademia Tenisa) i Zuzannę Giżewską (Sopot Tenis Klub). – Sprawiły ogromną sensację, wygrały 6:3, 2:6, 10:6 – opowiada Cytrycki.

Co w ćwierćfinale? Potyczka z Natalią Drelą i Inez Rzeźnik z TopSpin Pionki. To był horror, ale zakończył się szczęśliwie dla naszych zawodniczek – ograły rywalki 6:1, 3:6 i 15:13!

W półfinale dziewczyny dały koncert. Po świetnym meczu (6:2, 6:2) zameldowały się w finale.

Ale… – Niestety, finał się nie odbył, bo w nocy, o godz. 3.00, Anita zaczęła wymiotować – mówi jej tata. – Mecz miał być ok. 12.00. Nie było szans, żeby doszła do siebie i wyszła na kort. Musiały poddać ten finał. Nie odbył się również finał singla, bo jedna z zawodniczek też dostała jelitówki. Podobnie jak sędzia i kilka innych osób, które już wcześniej pojechały do domu, bo się rozchorowały. Ktoś przywiózł na turniej wirusa. Tak czy inaczej Anita została wicemistrzynią Polski i przed turniejem bralibyśmy ten wynik w ciemno.

Brawo!

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content