Autorka książki o Gross-Rosen: Bałam się tego miejsca

– Często ktoś mi mówi: boję się przeczytać pani książkę – opowiadała w nowosolskiej bibliotece Agnieszka Dobkiewicz. Niedawno opublikowała „Dziewczyny z Gross-Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła”. W książce jest dużo o Alizie Besser (z domu Lipszyc), która przeżyła m.in. pobyt w filii obozu w Neusalz i późniejszy marsz śmierci

Agnieszka Dobkiewicz jest świetną dziennikarką związaną z Dolnym Śląskiem. Pisze o historii regionu, szczególnie często o Gross-Rosen. Z pasji do historii powstała Fundacja Idea, którą kieruje.

W 2020 r. Dobkiewicz wydała swoją pierwszą książkę – „Mała Norymberga. Historie katów z Gross-Rosen”. Ta opowieść z miejsca stała się bestsellerem.

Niedawno wyszła jej kolejna książka – „Dziewczyny z Gross-Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła”. Spotkanie z autorką w Nowej Soli poprowadził w piątek Marek Grzelka, który zrobił już dużo, żeby przypomnieć mieszkańcom o dawnej filii Gross-Rosen w Neusalz i o tragicznych losach kobiet, które po pobycie w obozie ruszyły w marsz śmierci.

– Obóz w naszej dolnośląskiej świadomości istnieje, ale jest – mam wrażenie – mało istotny. Przepraszam, że tak mówię, ale myślę, że śmiało mogę taką tezę wysnuć – podkreślała w piątek Agnieszka Dobkiewicz. – To widać zawsze 1 września, kiedy są obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej, jednocześnie organizowane na terenie Gross-Rosen. Z roku na rok jest coraz mniej tych, którzy przeżyli to piekło. Widzę też coraz mniej samorządów z naszej okolicy, które chcą się angażować w te obchody. Lokalny samorząd jakoś nie czuje potrzeby zaopiekowania się tym miejscem. To są przykre słowa, ale konieczne, by coś zrozumieć.

Herstoria

Dobkiewicz przyznała, że długo mierzyła się z tematem Gross-Rosen: – Jestem czynnym dziennikarzem, więc przyjeżdżałam tam i relacjonowałam np. uroczystości. Ale zawsze robiłam to z takim sporym dystansem. Bałam się tego miejsca, nie będę kłamała. Myślę, że ten strach jest też często w czytelnikach moich książek. Bo często ludzie mówią mi: boję się przeczytać pani książkę.

Autorka podkreśliła, że z perspektywy kobiety trudno było jej opisywać to całe zło, jakiego doświadczyły bohaterki książki. – Jednak w pewnym momencie stwierdziłam, że napisanie takiej herstorii jest bardzo ważne – tłumaczyła Agnieszka Dobkiewicz.

Pisarka i reporterka zaznaczała rolę Marka Grzelki – podkreślała, jak wiele zrobił dla kultywowania pamięci o kobietach z nowosolskiej filii Gross-Rosen. – Wielki szacunek dla jego pracy – mówiła Dobkiewicz.

Aliza i tablica

Dziennikarka w swoich „Dziewczynach z Gross-Rosen…” opisuje m.in. historię Żydówki Alizy Besser (z domu Lipszyc). Gdy w Warszawie, gdzie mieszkała, utworzono getto, jej rodzina została w nim zamknięta. Alizie i jej mamie udało się uciec.

Z książki Dobkiewicz: „W 1942 roku zostały złapane. Mama trafiła prawdopodobnie do KL Auschwitz i tam zginęła. Aliza poprzez obóz przejściowy została wysłana do tzw. obozu pracy Schmelta w Grünbergu. W 1943 przeniesiono ją do Neusalz (dziś Nowa Sól). W 1944 roku obóz, w którym przebywała, stał się filią KL Gross-Rosen. W styczniu 1945 roku został ewakuowany i po 400 kilometrach marszu więźniarki dotarły do KL Flossenbürg”.

Aliza przeżyła wojnę.

W wieczorze autorskim uczestniczył Jerzy Fabiś, burmistrz Kargowej. – Chylę czoła, pani Agnieszko, panie Marku i panie przewodniczący [Andrzej Petreczko, szef rady miasta, który też był na spotkaniu], że dbacie o pamięć niewinnych osób, które zostały zamordowane – mówił Fabiś. I dodał, że pytanie dlaczego te wszystkie tragiczne historie się wydarzyły, jest i zawsze będzie aktualne.

Agnieszka Dobkiewicz wspomniała o tablicy, która wisi na murze dzisiejszych „Nitkach”, gdzie była filia G-R w Neusalz. – Nie ma na niej ani słowa o tym, że to były żydowskie dziewczyny. Dodatkowo jest tam krzyż – zwróciła uwagę Dobkiewicz. – Tak sobie myślę po historiach tych kobiet, które poznałam, że to mogłoby być dla nich dzisiaj bardzo trudne do zrozumienia.

– Wpisała się pani w nurt odważnych kobiet, które podjęły temat bardzo trudny – przyznał dr Tomasz Andrzejewski, historyk, dyrektor nowosolskiego muzeum. – Nasza historia pamięci o filii obozu w Neusalz jest bardzo okaleczona – od miejsca, w którym się znajduje, poprzez upamiętnienie od 1987 r. W 2010 ono nie do końca było takie, jak powinno być. Marek robi wszystko, żeby to zmienić. I mam nadzieję, że uda nam się to wszystko wyprostować.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content