Lassie z Nowej Soli wrócił, pokonał ciężką chorobę. „Wyleczyła go miłość”

Poprzednia rodzina Colina już nie chciała, bo „ma za duże kłaki”. Nie było mu w tym domu dobrze. W końcu trafił do Haliny i Władysława Tudków. Po trzech miesiącach okazało się, że owczarek szkocki ma złośliwy nowotwór. Nowi właściciele robili wszystko, by mu pomóc w walce z chorobą. Dzielny piesek pokonał raka. – Wiele osób tak podchodzi do zwierząt, że gdy tylko pojawia się jakiś problem, od razu się ich pozbywają. Tak nie można. Są członkami rodziny – podkreśla pani Halina

W domu Haliny i Władysława Tudków jest wesoło. Prócz Colina mają jeszcze suczkę Dianę i dwa koty. Gdy siedzimy w salonie, psy szczekają, też chcą z nami rozmawiać.

Nowosolanie na pewno kojarzą pana Władysława. Często jeździ po mieście wielkim, ekskluzywnym motocyklem. Chwali się, że jest jednym z nielicznych pradziadków na motorze.

Z kolei pani Halina przez lata pracowała jako pielęgniarka w nowosolskim szpitalu.

– Niech pan patrzy na to – mówi do mnie pan Władysław i zwraca się Colina: – Słuchaj, może byśmy pojechali samochodem do lasu…

Piesek nie wie, co ze sobą zrobić z radości. Szczeka i wybiega do ogrodu, by czekać pod autem.

– Niesamowity jest, prawda? – uśmiecha się Władysław Tudek. – „Jaki ładny”, słyszę zawsze na ulicy. Nasz synuś. A nad morze jak lubi jeździć. Był już z nami trzy razy. Dać mu tylko prawo jazdy, to pojechałby sam!

Nowy dom

Pan Władysław informację o Colinie znalazł w ub. roku w internecie. Zawsze chciał mieć owczarka szkockiego. – Pojechaliśmy z żoną do Wschowy – opowiada. – Colin najpierw był w jednej rodzinie, potem w drugiej, ale nagle zaczęły tym ludziom „przeszkadzać jego długie kłaki”.

Gdy rozmawiamy, pani Halina bawi się z kotkiem, który niedawno trafił do Tudków. Colin cały czas chce się do mnie przytulać.

Halina Tudek: – Musiał być zamknięty w kojcu, bo tak się zachowywał. Do tej pory bardzo boi się burzy, trzeba go trzymać i przytulać. Jednocześnie jest ufny wobec ludzi, wobec piesków również. Chyba że któryś mu się postawi [uśmiech].

Pan Władysław: – Po prostu jest towarzyskim 9-latkiem i z każdym chciałby być za pan brat!

Choroba

Po trzech miesiącach Colina w nowym domu okazało się, że poważnie choruje. – Przyszła odwiedzić nas Ewa, córka, i mówi, że piesek ma straszną woń z pyska. Wcześniej niczego nie podejrzewaliśmy, zachowywał się normalnie. Otworzyliśmy szerzej pyszczek, a tam zobaczyliśmy wielką narośl – pan Władysław smutnieje. – Jest taki kochany, już od pierwszego dnia się z nim zżyliśmy, dlatego to był dla nas cios.

Państwo Tudkowie pojechali z Colinem do weterynarza. Pani Halina: – Trzeba było pobrać wycinek do badania. To wszystko nie wyglądało dobrze, narośl zajmowała praktycznie połowę języka i miała kalafiorowaty kształt, taką stałą konsystencję. Wycinek trafił do Poznania. Po dwóch tygodniach dostaliśmy wyniki – bardzo agresywny rak. Weterynarz wyciął guza, ale baliśmy się, co będzie dalej.

Później Tudkowie na różne sposoby próbowali pomóc Colinowi w walce z chorobą, m.in. zachęcić go do jedzenia. – Przygotowywałam mu różne miksowane rzeczy – wspomina pani Halina. – Kiedyś robiłam do obiadu sałatkę z kapustą w oleju i cukrze. Colin musiał poczuć ten intensywny zapach, aż prosił się o tę kapustę. Zasmakowała mu. Pół kilo zjadł i chciał więcej. Następnego dnia zrobiłam to samo, też dałam mu pokaźną porcję. Tak było przez miesiąc, codziennie. Można powiedzieć, że kapustę miał zawsze na deser.

– On jadł tę kiszoną kapustę pełnymi garściami! – mówi pan Władysław.

– Chyba pełnymi łapami – żartuję.

– Wie pan, jak dowiedziałem się, że to złośliwy nowotwór, to wiedziałem, że długo nie pociągnie – mówi Władysław Tudek. – Dlatego brałem go i resztę zwierzyńca codziennie na spacer. Puszczałem Colina wolno w lesie za szpitalem i był taki szczęśliwy, gdy biegł. Nagrywałem go cały czas, żeby mieć pamiątkę. W końcu do weterynarza mówię: Bartek, jemu się wcale nie zbiera na śmierć. Z dnia na dzień było widać poprawę, tętnił życiem. Weterynarz pobrał krew. Okazało się, że jest czysty! Nie ma komórek rakowych. A język goił się jak na psie.

– Ale byliśmy szczęśliwi – uśmiecha się pani Halina. – Myślę, że w pewien sposób kapusta, z jej witaminami i mikroelementami, pomogła w tym, by po operacji Colin szybciej doszedł do siebie. Proszę sobie wyobrazić, że teraz już tej kapusty tak nie lubi, bardzo rzadko chce ją jeść.

Jak rodzina

Dziś Colin radzi sobie bardzo dobrze. Mimo zabiegu nie ma problemu z jedzeniem. Tylko gdy pije, czasami ze strony, gdzie część języka jest wycięta, uleje mu się woda.

Pan Władysław: – On po prostu dostaje w tym domu miłość i to go wyleczyło!

Pani Halina puentuje: – Jeżeli kocha się zwierzęta, to chce się dla nich jak najlepiej. Dlatego naprawdę warto brać pieski i koty ze schroniska albo zapobiegać, żeby do nich nie trafiały. One oddają tak dużo wdzięczności i miłości… Jeżeli taki artykuł w jakiś sposób pomoże, to bardzo się cieszymy. Wiele osób tak podchodzi do zwierząt, że gdy tylko pojawia się z nimi jakiś problem, to od razu się ich pozbywają. Tak nie można. To są członkowie rodziny.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content