Czy da się zainteresować dzisiejsze dzieci swoim dzieciństwem w PRL-u? [ZDJĘCIA]

To wydawało się misją niemożliwą, ale jednak się udało. W Aseko Art Gallery odbyło się wydarzenie, które połączyło przeszłość z teraźniejszością

W czwartkowy poranek dzieci z nowosolskiego przedszkola „Rakieta” wybrały się z nauczycielkami do galerii. Bawiły się starymi zabawkami, zajadały popcornem podanym w stronach ze starych wydań „Tygodnika Krąg” i oglądały bajki, które w PRL-u oglądali ich rodzice, a może i dziadkowie.

– Dzieci były bardzo zainteresowane, a wcześniej baliśmy się, czy będą – przyznaje społeczniczka Anna Ast. – Dla nich to przecież jakieś starocie. Ale wyszło super. Zabawki i bajki im się spodobały. „Dziewczynka z zapałkami” nawet bardziej niż „Kubuś Puchatek”. „Dziewczynka…” zrobiła na nich szczególne wrażenie, a przecież to smutna bajka Andersena, chociaż ponadczasowa. Odpowiadały na zadane pytania dotyczące bajki, więc były uważne, nie nudziły się. Słuchały opowieści o dawnych telefonach itd. Dla nas to było miłe zaskoczenie.

Starocie

– Jakie wrażenia po czwartku? Tylko pozytywne – uśmiecha się Robert Rychlewski, szef Aseko Art Gallery przy ul. 8 Maja 13. To on wraz z Anną Ast wymyślił spotkanie z dziećmi z PRL-em w tle.

– Przy pierwszej bajce dzieci w ogóle się nie odzywały – cisza jak makiem zasiał. Były zaciekawione – wspomina. – Miałem obawy, że nie zrozumieją PRL-u, naszego dzieciństwa. Że obejrzą pół bajki i już będą rozproszone, ale tak nie było.

Rychlewski jest znany w mieście z fascynacji starociami sprzed lat. Skąd to się u niego wzięło? – To już ten wiek – żartuje. – Tak naprawdę zajmuję się tym od młodych lat, tylko wcześniej nie miałem tyle czasu ze względu na pracę policjanta. Jak pracowałem w komendzie w Warszawie, odnawiałem przełożonym jakieś szafki, meble. Teraz chcę się poświęcić tym starociom. Bardziej chodzi o pokazywanie młodzieży, jak było kiedyś, niż o zarabianie na tym. I o przypominanie tym nieco starszym, jak się kiedyś spędzało czas.

Ast i Rychlewski na tym nie kończą. Już w przyszłym tygodniu galerię odwiedzą kolejne dzieci, tym razem z przedszkola Słoneczko.

– Dzieciaki były zafascynowane starymi zabawkami i gadżetami, większość z nich nie miała dotąd okazji zobaczyć takich przedmiotów – uśmiecha się Karolina Poklepa, nauczycielka przedszkolna z „Rakiety”. – To było dla nich coś nowego, a atmosfera, jaką stworzyli pan Robert i pani Ania, sprawiła, że przedszkolaki czuły się jak u siebie. Popcorn w gazecie i bajki ze starego projektora przeniosły nas wszystkich w tamte czasy.

Smak PRL-u

I Anna Ast, i Robert Rychlewski są z rocznika 1971. Peerelowskie dzieciństwo pamiętają doskonale. Ona wychowywała się przy ul. Matejki, on – przy Wesołej. Polska była szara, brakowało perspektyw, ale dzieciństwo wspominają dobrze.

Ast: – Gdy czytaliśmy te bajki, pojawiła się melancholia. Przecież to było nasze dzieciństwo. Dzisiejsze dziecko nie pojmuje, jak jego rodzic był kiedyś mały [śmiech]. Rzucaliśmy kiedyś prześcieradło na łóżko piętrowe, robiliśmy ekran, przychodziły do nas inne dzieciaki i oglądaliśmy bajki. Mniejszym trzeba było je czytać. Czuliśmy się jak w kinie. To było zupełnie inne dzieciństwo niż dzisiaj. Dziś dzieci siedzą od maleńkości w telefonach i tabletach, dawniej mnóstwo czasu spędzaliśmy na podwórku: graliśmy w gumę, w klasy, była skakanka, do tego podchody. A żeby się w to wszystko bawić, potrzebna była grupa dzieci. Uczyliśmy się koleżeństwa, wartości i dziś to doceniamy, a teraz dzieci siedzą czasem obok siebie i rozmawiają wysyłając sobie wiadomości na komunikatorach internetowych. Trzepaki, ławki przy klatkach były nasze. Potrzebna była kreatywność. Musieliśmy myśleć, żeby się nie nudzić. Dziś jest pęd, rodzice mają coraz mniej czasu, więc modne są animacje, czyli wynajęcie osoby, która zajmie się dziećmi na urodzinach czy innych imprezach okolicznościowych – po to, by odciągnąć je od komputerów. Tak, kiedyś było inaczej.

Anna Ast dziś i kiedyś

Rychlewski: – Dziś na ulicach nie widać dzieci, a wtedy rzeczywiście cały dzień byliśmy na podwórku. Ulica nas wychowywała, ale każdy wiedział, że jak ma wyrosnąć na dobrego człowieka, to nie wolno powtarzać błędów tych, którzy piją i kradną, tylko trzeba robić coś innego. Wybrać dobro, a nie zło. Graliśmy w piłkę, kapselki, podchody, w chowanego. Robiliśmy łuki i z nich strzelaliśmy. Tworzyliśmy karmniki dla ptaków, jakieś klatki, szczudła, na których chodziliśmy po Wesołej. W domu graliśmy w bierki, w karty albo w gry planszowe. Nie było żadnych kebabów, hot dogów – przychodziłeś do domu głodny, dostawałeś chleb z masłem, z pomidorem albo ogórkiem małosolnym i to było najlepsze jedzenie. Albo pyszny chleb ze śmietaną. Do dziś pamiętam jego smak.

Robert Rychlewski dziś i kiedyś

***

Jeśli grupa z jakiegoś przedszkola chciałaby uczestniczyć w takim spotkaniu dawnych czasów z teraźniejszością, jest proszona o kontakt z Aseko Art Gallery – tel. 607 316 969. – Serdecznie zapraszamy – mówią Anna Ast i Robert Rychlewski. AAG jesienią będzie też organizowało spotkanie miłośników starych gier komputerowych i PRL-u, na które już teraz zaprasza do Centrum Aktywności Społecznej.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content