Nie będzie patroli z wody

Henryk Budziński, szef Społecznej Straży Rybackiej, rozkłada ręce. Nowy silnik zaburtowy, na który strażnicy czekali przeszło 10 lat, został skradziony w nocy z czwartku na piątek 23 czerwca.

Silnik miał zrobione 200 km. Wart był 30 tys. zł. Łódź z nowy silnikiem służyła strażnikom do patroli po jeziorach i Odrze, które organizowane były często wspólnie z policją i Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Dzisiaj patrole z wody zostały zawieszone i nie wiadomo, kiedy będą wznowione. – Skradziony silnik nie był ubezpieczony. Na dziś wiem już, że nowego od okręgu nie dostaniemy – mówi H. Budziński.

SSR to jednostka powołana przez starostwo powiatowe. Pilnują bezpieczeństwa kąpiących się na wodach powiatu osób, szczególnie też brzegów Odry. Kontrolują wędkarzy, sprzątają brzegi. – Czekamy w tej chwili na dalsze czynności policji. W głębi serca liczę na to, że za miesiąc czy dwa coś w tej sprawie drgnie, ale nie chcę się łudzić. Będę zwracał się z prośbą do starostwa o wparcie w kupnie nowej łodzi. Może się uda – zastanawia się H. Budziński.

W tej chwili patrole prowadzone są tylko z lądu. Jest ich znacznie mniej niż dotychczas, bo  strażnicy używają w tym celu prywatnych samochodów.
Zapytaliśmy starosty nowosolskiego, czy zamierza pomóc w sprawie. – Społeczna Rybacka oczywiście może wystosować do nas pismo z prośbą o pomoc finansową  – mówi Waldemar Wrześniak. – Jeżeli takie dostaniemy, przeanalizujemy nasze możliwości w tym zakresie. Wiem, że  koszt nowego silnika to wysoka kwota. Ten, który skradziono, był nowy, a jego wartość to ok. 30 tys. zł. Dlatego tak ważne jest dokładne przeanalizowanie całej sytuacji – dodaje..

Nieco  bardziej optymistycznie wygląda sytuacja z galarem. Choć skradziono tu silnik należący do Andrzeja Deli, to starostwo dysponuje starym, który został już założony. – Galar będzie pływał przy wykorzystaniu starego silnika, ale do niego również trzeba kupić nowy, aby w razie awarii był zapasowy – mówi W. Wrześniak.

Użytkownicy mariny martwią się z kolei o bezpieczeństwo ich jednostek pływających. – Mam ponton z silnikiem, którym wypływam w każdej wolnej chwili aby powędkować. W tej chwili czekam na rozwój wydarzeń, na działania policji. Jeśli zagrożenie będzie nadal tak realne, to albo zaryzykuję i zostanę w marinie, albo będę musiał zrezygnować z wędkowania – mówi napotkany w marinie pan Andrzej.

Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, który administruje mariną podjął już działania mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa na obiekcie. – Zamontowaliśmy dodatkowe oświetlenie i w tej chwili czekamy na konsultację z firmą Domel, która zajmuje się monitoringiem. Chcemy przesterować kamery, które w tej chwili są zainstalowane na marinie, tak by robiły jak najlepsze zbliżenia. Jeśli Domel zasugeruje, że przydałaby się dodatkowa kamera, to za zgodą dyrektora MOSiR ją zamontujemy – informuje Zbigniew Bona, kierownik mariny.

MOSiR, jeśli będzie taka konieczność, wymieni również monitor, na którym widoczny jest podgląd obrazu z kamer.   Poza tym, w odpowiedzi na prośby użytkowników mariny, możliwy ma być podgląd przystani w internecie przez całą dobę. Działałoby to na samej zasadzie, jak w przypadku kamery na rondzie o. Medarda.

Ponadto niebawem zainstalowane zostaną dwa dodatkowe przęsła ogrodzeniowe od strony północnej. Jeśli jednak chodzi o kwestię zatrudnienia dodatkowej osoby, to sprawa ma zostać dopiero rozważona.  
Anna Karasiewicz

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media