Koziołek: Zacząłem kombinować, jak by tu kogoś zamordować

– Pomysły na pisanie przychodzą w różnych momentach. I pod prysznicem, i podczas zmywania naczyń, co zresztą uwielbiam. Agatha Christie mówiła, że to jest taka durna czynność, że rodzi w niej chęć morderstwa. Mnie podczas mycia naczyń bardzo często przychodzą pomysły dotyczące tematów, które wykorzystuję w książkach – mówi Krzysztof Koziołek, który obchodzi jubileusz dziesięciolecia pisarstwa

Najnowszy kryminał retro „Imię Pani” Krzysztofa Koziołka jest już w sprzedaży. W czwartek autor spotka się z nowosolskimi czytelnikami w Galerii pod Tekstem Miejskiej Biblioteki Publicznej. Pretekst do spotkania jest podwójny: premiera najnowszej książki autora kryminałów oraz mijający właśnie jubileusz dziesięciolecia twórczości pisarskiej.
Koziołek w rozmowie z Mariuszem Pojnarem opowiada o swojej przygodzie z kryminałem.
***

Mariusz Pojnar: Chciałoby się powiedzieć: dziesięć lat minęło jak jeden dzień. Ile przez ten czas napisałeś książek?

Krzysztof Koziołek: „Imię Pani” to 13., a dwie kolejne są już napisane i czekają do wydania. Czasem jest tak, że w roku wychodzą dwie książki.
Dziś są dwie szkoły. Jedna mówi, żeby wydawać jedną książkę w sezonie, czyli w roku kalendarzowym, a druga, żeby wydawać dwie książki. Mi wychodzi półtorej na sezon (śmiech).

Ale mogę powiedzieć, że są nawet takie orły, którym udaje się wydać trzy lub cztery powieści w sezonie. Jednak od razu zaznaczę, że przy kryminale retro nie da się wydawać w aż takim tempie, bo samo zbieranie informacji trwa kilka miesięcy.

Tym razem Koziołka wywiało na południe, bo akcja książki toczy się koło Kamiennej Góry. Skąd pomysł na taki kierunek?

„Imię Pani” dzieje się w latach 30. w Krzeszowie, a właściwie w Grüssau na terenie ówczesnego opactwa benedyktyńskiego, wcześniej cysterskiego. Umieszczenie akcji tam to trochę przypadek. Ponad rok temu byłem tam na spotkaniu autorskim. Wójt gminy jest moim kolegą ze studiów i po spotkaniu oprowadził mnie po swoich włościach. Jak zobaczyłem to opactwo, kościoły, inne perełki architektury, to wyobraźnia zaczęła działać. Zacząłem kombinować, jak by tu kogoś zamordować. Żeby pozbierać materiał do książki łącznie spędziłem tam kilka tygodni. Oczywiście taką książkę można napisać przy biurku. Da się, bo dziś jest internet, czyli bardzo bogate narzędzie. Natomiast żeby poczuć klimat, żeby nie oszukiwać czytelnika w opisach, to trzeba być na miejscu. Przejechałem, a w większości przeszedłem w tamtych rejonach kilkadziesiąt kilometrów tymi samymi ścieżkami, którymi chodzi, ucieka i goni główny bohater.
Mogę zdradzić, jak ważne znaczenie dla tej książki miał fakt, że podczas zbierania materiału mieszkałem w domu opata. Miejscowy proboszcz mnie tam ugościł i po prostu nasiąknąłem klimatem tego miejsca. To buszowanie po terenie, jak ja to nazywam, opłaciło się. Po pierwszych recenzjach wiem, że klimat tamtego miejsca udało się dobrze oddać. To moje bycie tam miało więc kapitalne znaczenie.

Wspomniałeś o pisaniu zza biurka mówiąc jednocześnie, że to nie w twoim stylu. Czy na to, jak postrzegasz rolę pisarza, miała wpływ praca dziennikarska, której oddawałeś się przez wiele lat?

To miało kolosalne znaczenie. Bardzo często to dziennikarskie doświadczenie wykorzystuję.
Raz, jest potrzebne przy znajdowaniu informacji, a dwa, pomaga też umiejętność rozmawiania z ludźmi, a przede wszystkim zadawania pytań, czyli tzw. drążenie tematu.

W terenie ludzie mogą człowieka zagadać, a tu chodzi o to, żeby umieć wyciągnąć od ludzi to, czego w ogóle nie planowali powiedzieć. I to z dziennikarstwa wykorzystuję do dziś. W tym kontekście ważna jest też selekcja zdobytego materiału. Żeby nie wciskać do książki na siłę wszystkiego, czego się dowiedziałem. Chodzi o to, żeby zbudować scenografię, ale nie przytłaczać czytelnika zbyt wielkimi detalami.
Tytuł i miejsce akcji mogą się czytelnikowi skojarzyć z książką Umberto Eco „Imię róży”.

Od razu uspokajam. „Imię róży” to tylko w dwóch-trzech procentach kryminał, natomiast większość stanowią opisy historyczne, dyskusje filozoficzne itd. U mnie to przede wszystkim kryminał. To, że dzieje się na terenie opactwa, nie znaczy, że tam są sami mnisi.
Opowiedz w kilku zdaniach o fabule książki.

Akcja zaczyna się dość niepozornie, wręcz sennie. Najpierw Gustaw Dewart, główny bohater, strasznie się nudzi na bardzo ważnej mszy. Po niej zostaje zaproszony na kolację. Po jej zakończeniu okazuje się, że na terenie opactwa, w klasztornej toalecie, znaleziono martwego mnicha.
Z początku wszystko wskazuje na śmierć przypadkową, ale potem są kolejne trupy i już wiadomo, że to nie może być zbieg okoliczności.

W opactwie grasuje seryjny morderca?

Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam (śmiech). Nie zdradzę niczego więcej, nie będę spojlerował swojej własnej powieści.

Może tym seryjnym mordercą jest mnich?

Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Nie wyciągniesz ode mnie takich informacji (śmiech). Ale mogę powiedzieć tak: kilka blogerek już tę książkę czytało i wystawiły jej entuzjastyczne recenzje. Jedna z rzeczy, która mnie cieszy najbardziej, jest taka, że osoby, które czytały tę książkę, są wściekłe. Bo tak się udało je sprowadzić na manowce, że do samego końca nie wiedziały, kto zabił i dlaczego. Czyli jeden z fundamentów kryminału udało się osiągnąć. Chodzi o takie poprowadzenie czytelnika, żeby się nie mógł domyśleć, kto jest sprawcą morderstw.

Zostawmy już „Imię Pani”, a przejdźmy do twojego jubileuszu pisarskiego. Czy porównujesz swoje poszczególne książki? Czy w którejś coś byś dziś zmienił, ulepszył?

Zmieniłbym tylko błędy, bo one się trafiają. W kryminale retro czasami bywa taki problem, że czegoś nie można zweryfikować czy potwierdzić, a ja też nie prowadzę badań historycznych, żebym przez trzy lata mógł skupiać się na zbadaniu jakiegoś szczegółu. Po prostu korzystam ze źródeł, które są wiarygodne.
Natomiast już dawno temu przestałem słuchać koncertu życzeń. „Dlaczego nie było tak, a dlaczego bohater nie pojechał w prawo, tylko w lewo”. Bo po prostu tak sobie autor wymyślił. Ale zauważam – i mam nadzieję, że zauważają to także czytelnicy – że z każdą następną książką się rozwijam. Myślę, ze każda kolejna jest lepsza.

Zacząłeś się specjalizować w kryminałach retro. Nie boisz się tej szufladki?

Faktycznie, napisałem cztery kryminały retro pod rząd i trochę mnie to zmęczyło, chociażby ciężka fizyczna robota, którą trzeba wykonać zbierając materiał. Od czasu do czasu potrzeba zmian i myślę, że może właśnie teraz przyszedł czas na coś innego.

Może harlekin?

W odpowiedzi niech będzie napisane, że się bardzo długo śmiałem. Nie, harlekinów nie planuję, natomiast chciałem wrócić do książki, która ma być początkiem serii „Będę cię szukał, aż cię odnajdę”. Druga część ma mieć tytuł „Będę cię szukał, aż cię pokocham”. Ale zaznaczam, to nie będzie harlekin (śmiech).
Jakie są liczby, które opisują Krzysztofa Koziołka?
Przez ostatnie siedem lat, kiedy na dobre zająłem się pisaniem książek, bo wcześniej przez trzy lata łączyłem to z pracą w gazecie, odbyłem ponad 300 spotkań autorskich w całej Polsce, od Tatr po tzw. ścianę wschodnią i Pomorze. Byłem już praktycznie wszędzie. Bibliotek w Polsce jest trzy tysiące, więc jeszcze mi trochę zostało.

Na zbieranie materiałów do kryminałów poświęciłem tysiące godzin. Dla przykładu powiem, że pisząc „Imię Pani” pracowałem w terenie po 16 godzin dziennie.
Nie jestem w stanie policzyć, ile zapisałem notesów, ale na pewno kilkadziesiąt, żeby odnotowywać myśli, zdania, które wpadały do głowy w różnych miejscach.
Pomysły na pisanie przychodzą w różnych momentach. I pod prysznicem, i podczas zmywania naczyń, co zresztą uwielbiam. Agatha Christie mówiła, że to jest taka durna czynność, że rodzi w niej chęć morderstwa. Mnie podczas mycia naczyń bardzo często przychodzą do głowy pomysły dotyczące tematów, które wykorzystuję w książkach. To trochę wydłuża tę czynność, bo często trzeba przerywać, zapisywać myśli i wracać do mycia brudów.

Nie masz zmywarki?

Właśnie kłócimy się z żoną, bo ona chce w końcu kupić, a mi to do końca nie pasuje, bo stracę inspirację…

Mariusz Pojnar

Mariusz Pojnar

Tel. 502 433 019 at m.pojnar@tygodnikkrag.pl
Aktualności, kronika
Mariusz Pojnar
Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *