Dylematy á propos bezdomnych

Zacznę od tego, co sam trochę sprowokowałem. W tygodniu poprzedzającym VI edycję Biegu do Pustego Grobu na jednym z mediów społecznościowych wrzuciłem zdjęcie w koszulce z hasłem „Ulica dobra do biegania, nie do mieszkania”. Koszulka to prezent od jednej z wolontariuszek krakowskiego Dzieła Pomocy Ojca Pio, które swoją działalnością wspiera osoby bezdomne.

Ta instytucja co roku wiosną wystawia drużynę biegową na Półmaraton Marzanny i 10-kilometrowy bieg towarzyszący. Odbywają się w Krakowie. „Media mówią o ciężkiej sytuacji osób bez domu w zimie, ale często i dziennikarze, i społeczeństwo zapominają o nich wraz z nastaniem wiosny. Nasz bieg może pokazać osobom bez domu, że ich los nie jest nam obojętny! I tym razem, biegnąc w wyróżniających się koszulkach, chcemy zwracać uwagę innych zawodników i kibiców na problem, jakim jest bezdomność” – mówią twórcy biegowej drużyny Dzieła.

W tym roku, mimo szczerych chęci, pobiec w niej w Krakowie nie mogłem. Ale dzięki serdeczności wolontariuszy dostałem koszulkę w prezencie.

Wstawiając zdjęcie określiłem swój cel na ten piękny wielkanocny bieg: tak, chciałem pobiec dla osób bezdomnych.

Po umieszczeniu tego posta napisał do mnie jeden z fejsbukowych znajomych: „Wiesz, może tego nie rozumiem, ale w dzisiejszych czasach biega się dla bezdomnych, organizuje się dla nich drogę krzyżową, na którą oczywiście nie przychodzą itd. Dlatego powiedz mi, proszę, jaką korzyść z twojego biegania mają bezdomni?”.

Wywołanie drogi krzyżowej to konsekwencja postu z Facebooka „Tygodnika Krąg”, który pojawił się dzień wcześniej. O tej drodze krzyżowej piszemy szerzej na str 20.

W tym tekście wypowiada się Aleksander Tomaszewski, prezes nowosolskiego Koła Towarzystwa im. św. Brata Alberta, który mówi tak: – Być może osoby bezdomne, słabsze, nie uczestniczą w drodze krzyżowej tak, jak ktoś stojący z boku by tego chciał. Ale ja powiem tak: każda forma pomocy jest ważna i każdą należy kontynuować, nie patrząc na liczby, statystyki, bo tego nie robimy dla jakiejś reklamy.

Przypomina, że w każdym społeczeństwie jest grupa osób, które sobie nie radzą. Tak było, jest i będzie. – Idąc z nimi, choćby ich było trzech, pięciu czy dziesięciu, dajemy im wsparcie i poczucie, że w tych codziennych trudach nie są sami – powiedział Tomaszewski, którego podziwiam od dawna za trud wkładany w pomoc słabszym, zapomnianym, opuszczonym.

Podobnie jak on, mam głębokie przekonanie słuszności tego, co różne instytucje typu Brat Albert lub Dzieło Pomocy Ojca Pio robią dla osób bezdomnych i co mogą robić pojedynczy, zwykli ludzie.

Jako człowiek, ale też dziennikarz, próbuję zauważać ludzi bezdomnych, staram się być wrażliwy na ich opuszczenie, odrzucenie, nieporadność życiową. Nie mówię, że to się udaje, ale staram się. Stąd też w gazecie zainicjowaliśmy akcje zbiórki termosów i koców.
Wspólnie z naszymi Czytelnikami zbieraliśmy je dla podopiecznych noclegowni przed Bożym Narodzeniem. Wiemy, że z nich korzystają, więc robienie tego ma sens. Ci, którzy je przynoszą, też w to wierzą.

Co do mojego biegu i pewnego manifestu na koszulce: tak, chciałem dla nich pobiec. Pewnie wprost nikomu nie pomogę, ale ktoś, kto przeczytał ten napis, może przez chwilę pomyślał, że niektórzy mają w życiu gorzej. Może ktoś, kto ma możliwości, np. finansowe, w jakiś sposób spróbuje im pomóc. Może komuś da to do myślenia, że dla tych ludzi też potrzeba więcej empatii i zrozumienia.

Ostatnio w jakiejś gazecie przeczytałem słowa Pablopavo, autora tekstów piosenek, wokalisty, kompozytora i pisarza młodego pokolenia. Powiedział tak: „Większość naszej klasy średniej dwie raty kredytu dzielą od bezdomności”.

Nikomu nie życzę, żeby te słowa się spełniły. Ale choćby z tego powodu może warto spróbować bardziej zrozumieć ludzi w kryzysie bezdomności?

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *