Były sekretarz przegrywa w sądzie

Poznaliśmy wyrok sądu pracy w sprawie zwolnionego sekretarza miasta Krzysztofa Marcinca. Treść wyroku jest zdecydowanie korzystniejsza dla strony pozwanej

W pierwszej kolejności sędzia Monika Dembowiak wraz z ławnikami formalnie zamknęli kwestię roszczenia, które pojawiło się na ostatniej rozprawie, a mianowicie żądania wypłacenia odszkodowania (ok. 15 tys. zł) za pracę w godzinach nadliczbowych. Powód – Krzysztof Marciniec, zgodził się już poprzednim razem, że tę kwestię ze względu na konieczność ponownego przesłuchiwania świadków odpuszcza, a teraz w treści wyroku zostało to usankcjonowane prawnie.

Sędzia biorąc pod uwagę, że w trakcie urlopu wypoczynkowego, którego wykorzystanie polecił urząd, K. Marciniec zachorował i złożył zaraz po wypowiedzeniu zwolnienie lekarskie, wyliczyła należny mu ekwiwalent za urlop (14 dni) w wysokości 5,4 tys. zł.

Były sekretarz będzie musiał pokryć koszty sądowe wyliczone na poziomie 2,7 tys. zł. Co najistotniejsze, M. Dembowiak nie przychyliła się do wniosku o przywrócenie K. Marcinca do pracy.

– Wypowiedzenie stosunku pracy, do którego doszło 15 lutego 2018 r., było skuteczne. Powód był telefonicznie poinformowany o tym, że około godziny 15.00 powinien stawić się po odbiór wypowiedzenia, a nie robiąc tego sam pozbawił się szansy zapoznania się z treścią rozwiązania umowy. Nie ma znaczenia, czy wiceprezydent miał, czy nie miał kompetencji do dokonania zwolnienia, ponieważ dokument został podpisany przez prezydenta – argumentowała już pod odczytaniu treści wyroku sędzia.

– Powinien pan odebrać treść wypowiedzenia, a tłumaczenie, że ze względu na stopień niepełnosprawności kończył pan pracę wcześniej, nie jest wystarczające, ponieważ nie ma dokumentu, który w jakikolwiek sposób regulowałby pana rzekomo krótszy czas pracy. Stąd do godziny 15.30 powinien być pan w urzędzie i odebrać dokument – mówiła sędzia M. Dembowiak.

Przypomnijmy, że K. Marciniec po kilkunastu latach pracy w urzędzie miasta jako jego sekretarz został zwolniony z powodu utraty zaufania. Były sekretarz nie wyłączył się z procedury wyłonienia firmy, która miała wykonać tzw. ortofotomapy, a do konkursu zgłosiła się firma prowadzona przez jego syna. Ostatecznie to właśnie jej przypadło zadanie wykonania zdjęć, a sekretarz, nie informując o tym, kto brał udział i kto wygrał konkurs, przekazał umowę do podpisania wiceprezydentowi Jackowi Milewskiemu.

K. Marcincowi przysługuje prawo do odwołania się od decyzji Sądu Rejonowego w Nowej Soli do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media