Znaleźli list w butelce, czyli bajkowa historia nad Odrą

Społecznicy, którzy sprzątali rzekę, zdziwili się, gdy znaleźli czyjąś korespondencję. – Jako dziecko też wrzuciłem list w butelce do Czarnej Strugi na os. Konstytucji, ale raczej nikt go nie znalazł… – uśmiecha się Eliasz Gramont, jeden ze szczęśliwych znalazców

– To był już ostatni moment sprzątania – wspomina Eliasz Gramont, aktor Terminusa A Quo, bibliotekarz i społecznik, który wziął udział w akcji Czysta Odra. – Marta, moja żona, akurat wyrzucała butelki, które gnieździły się w zaroślach kilkanaście metrów brzegu, niedaleko ostrogi naprzeciwko mariny, na skraju lasu. Moją uwagę zwróciła specyficzna butelka, szczelna, z korkiem. Gdyby nie charakterystyczny wygląd, pewnie po prostu wrzucilibyśmy ją do worka na śmieci.

Na szczęście Eliasz przyjrzał się jej bliżej. I zdziwił się, bo w środku był list! – Zwinięty w rulonik – opowiada. – Ale uznaliśmy, że nie otworzymy go od razu, tylko zaczekamy na wspólne ognisko na marinie i wtedy komisyjnie zobaczymy, co w nim jest. Najpierw chcieliśmy skończyć sprzątanie.

Butelka miała niemiecki napis, więc wydawało im się, że to może być coś starego, z czasów, kiedy na naszych terenach mieszkali Niemcy. Okazało się inaczej…

Treść samego listu jest po angielsku. Tłumaczymy: „Cześć, nazywam się Tosia. Jestem z Polski, mój numer telefonu” – i tutaj dziewczynka podaje numer.

fot. Konrad Gramont

Eliasz Gramont: – Jest też data – 1 maja 2020 roku. Tosia wrzuciła list do rzeki w miejscowości Chobienia w powiecie lubińskim, gdzie też jest przystań. Czyli butelka przepłynęła około 80 km.

Najpierw Eliasz napisał esemesa pod wskazany numer. Na zasadzie „cześć, znaleźliśmy twój list w butelce, kiedy sprzątaliśmy ze znajomymi Odrę w Nowej Soli”. Symboliczne jest to, że społecznicy znaleźli list prawie równo dwa lata po jego napisaniu – 30 kwietnia.

– Odpisała „ooo”, wyrażając zdziwienie. Zadzwoniliśmy, ale odrzuciła połączenie. Później oddzwoniła – podkreśla Eliasz. – Porozmawialiśmy i okazało się, że to 13-latka z Głogowa. Była wtedy z dziadkiem nad Odrą i postanowiła ten list wrzucić. Nie pytaliśmy o szczegóły, może miała taki kaprys? Niech to będzie owiane aurą tajemniczości. Ale zdążyła już o tym zapomnieć i zrobiło jej się bardzo miło. Zastanawialiśmy się, czy czegoś nie dopisać i po prostu nie puścić tego listu dalej, ale Tosia powiedziała, że możemy go zatrzymać. Zajmie honorowe miejsce w naszym domu, to będzie fajna pamiątka. Dla nas to znalezisko było szokiem. To taka filmowa historia. Kojarzyła mi się też z jakąś bajką z dzieciństwa. Pamiętam, że jako dziecko też wrzuciłem list w butelce do Czarnej Strugi na os. Konstytucji, ale raczej nikt go nie znalazł…

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content