Awantura o tablicę smoleńską

O idei upamiętnienia ofiar Katynia i osób, które zginęły w Katastrofie Smoleńskiej poprzez wykonanie tablic i usytuowanie ich przy gminnym cmentarzu, napisaliśmy jako pierwsi w sierpniu ubiegłego roku. – Mój wujek, mojego ojca najstarszy brat, Kazimierz Kłosowski w stopniu kapitana, zginął w Katyniu. Fundując tablice pamiątkowe chciałbym upamiętnić śmierć jego oraz wszystkich zamordowanych przez NKWD oficerów – mówił wtedy na naszych łamach Ryszard Kłosowski.

Do tego pomysłu chciał wciągnąć gminę od samego początku przedstawiając swoją wizję tego, jak obie tablicy miałyby wyglądać. – Jedna tablica byłaby dla oficerów i poniżej druga dla ofiar katastrofy smoleńskiej, np. z wizerunkiem pary prezydenckiej, bo już nawet mam takie zdjęcia. Mam kolegę, który może takie tablice wykuć w granicie. Na górze marzyłoby mi się, żeby postawić figurę orła białego z rozwiniętymi skrzydłami i pochyloną głową. Ale to temat do dyskusji, w każdym razie ja bym tak to widział – mówił wtedy R. Kłosowski,  który jednocześnie zapewniał nawet, że ufunduje obie tablice.

17 maja minął…  

Po dziewięciu miesiącach od tamtego momentu w ub. wtorek K. Kłosowski w redakcji zjawił się raz jeszcze. Tym razem był poirytowany i mocno niepocieszony tym, że gmina nie zaakceptowała jego wizji wyglądu tablic i treści, które mają się na nich znaleźć.

 – Dlaczego pani burmistrz przed referendum w jej sprawie mówiła innym głosem, a dziś mówi zupełnie inaczej? – zdenerwował się Kłosowski, który winą za to, że gmina nie zgadza się na zaproponowaną treść, obarcza urzędników. Właściwie nie gminę, tylko radnych, którzy zdecydowali o tym głosowaniem podczas sesji, która odbyła się 22 maja.

Kłosowski chciał, żeby na tablicy poświęconej ofiarom Katynia pojawił się dopisek: „W dowód pamięci swemu stryjowi kapitanowi Kazimierzowi Kłosowskiemu. Mieszkaniec Nowego Miasteczka Ryszard Kłosowski”.

Z kolei na drugiej tablicy, poświęconej ofiarom Smoleńska, miało się pojawić zdanie, w którym syn Kłosowskiego, komandor porucznik Roman Kazimierz Kłosowski wraz z żoną Beatą i córką Patrycją w dowód pamięci składają hołd admirałowi Andrzejowi Karwecie, dowódcy marynarki wojennej RP, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

– Tablice są zrobione i zapłacone. Nie ma już odwrotu. Jak w zeszłym roku dostałem zielone światło od gminy, a komisja gospodarki komunalnej zatwierdziła mój projekt, zleciłem ich wykonanie. Na urodziny, na Dzień Zwycięstwa pod Monte Cassino, chciałem, żeby został odsłonięte. Na marginesie powiem, że to także dzień moich urodzin, więc chciałem sobie też zrobić prezent. 17 maja minął i pomnika nie ma… – mówi rozżalony mieszkaniec ul. Marcinkowskiego.

„Jak przyjdzie inny burmistrz…”

W gminie odpierają zarzuty tłumacząc, że inicjator powstania tablic już w zeszłym roku został poinformowany, że decyzję w tej sprawie podejmuje rada, zatwierdzając jednocześnie ich wzór.

– Na komisji wspólnej, na której był obecny pan Kłosowski, zresztą w towarzystwie mediów, rada zaopiniowała pozytywnie inicjatywę mieszkańca zostawiając uzgodnienia wersji ostatecznej wzoru do zatwierdzenia urzędnikom. Jak się okazało w późniejszym czasie, pan Kłosowski założył sobie odsłonięcie tablic w swoje 70. urodziny, czyli 17 maja. W tym czasie trwały uzgodnienia z urzędnikami, historykiem oraz konserwatorem. Przedstawiliśmy także swoje sugestie co do tekstu, jednak pan Ryszard kompletnie nie brał ich pod uwagę, argumentując to tym, że jest to wersja uzgodniona w biurze poselskim (posła Jerzego Materny – dop.red) i dla niego ostateczna – mówi burmistrz Danuta Wojtasik.

Dodaje, że zgrzyt pojawił się w momencie, kiedy w gminie tłumaczono panu Kłosowskiemu, że wersja tablic musi być załącznikiem do uchwały Rady, w związku z czym więc poproszono inicjatora o przedstawienie projektu z wymiarami, który będzie załącznikiem do uchwały. Wtedy, jak twierdzi burmistrz Wojtasik, została zaatakowana przez pomysłodawcę i fundatora tablic.

– Na posiedzeniu komisji gospodarki komunalnej krzyczał i oskarżał mnie, że specjalnie mu utrudniam to przedsięwzięcie. Groził mi także „zorganizowaniem kampanii wyborczej” przy współudziale stowarzyszenia „Stop Krzywdzie”, którego rzekomo jest członkiem. Mimo tego, że nie ma tu zastosowania KPA, oskarżał także nas o naruszenia związane z terminem rozpatrzenia jego wniosku. Nie przyjmował żadnych tłumaczeń, więc sami poprosiliśmy kamieniarza o przygotowanie wersji elektronicznej tablic według projektu pana Kłosowskiego do uchwały, by zamknąć tą sprawę i zdążyć z decyzją przed urodzinami pana Ryszarda. Projekt uchwały trafił pod obrady Komisji Wspólnej Rady, która wydała opinię negatywną. Pan Kłosowski uznał, że i tak postawi tablice, które już zamówił i zapłacił na swoim gruncie, a „przyjdzie inny burmistrz, to je przeniesie we właściwe miejsce” – opisuje D. Wojtasik.

Tablice i lekcja patriotyzmu

Burmistrz zapewnia, że nie jest przeciwna jakimkolwiek inicjatywą, z którymi przychodzą do niej mieszkańcy, tym bardziej dotyczącymi naszej historii. – Bardzo dobrze, że mieszkańcy chcą występować z tego rodzaju inicjatywami, gdyż upamiętniając ważne dla Polski wydarzenia, pielęgnujemy własną tożsamość. Mieszkańcy jednak muszą zrozumieć, że procedura umieszczania takich pamiątek w miejscach publicznych jest inna, niż na prywatnej posesji, gdzie właściciel ma pełną dowolność w dysponowaniu. Muszą także zrozumieć, że niezbędnych procedur nie zastąpią krzyki i szantaż. Pan Ryszard wybrał metodę presji, gdyż uznał, że skoro będzie fundatorem, to przysługuje mu prawo wyłączności w pozostałych decyzjach. Niestety, metoda ta w tym przypadku okazała się nieskuteczna. Postument na razie pozostanie niezagospodarowany i czeka na kolejne pomysły – mówi szefowa gminy.

We wspomnianym głosowaniu radnych za propozycją Kłosowskiego była m.in. radna Irena Gerlip.
Powody? – Jestem za wszelkimi inicjatywami, które upamiętniają ofiary zarówno Katynia, jak i tych, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem, nawet kosztem tego, że ich fundator chciał zadedykować kilka słów od siebie – mówi krótko radna Gerlip.  

R. Kłosowski zapowiada, że nie da za wygraną. Zapewnia, że tablice postawi na własnym gruncie.
 – Gdyby gmina od samego początku powiedziałaby, że nie wchodzi w temat tablic, to bym odpuścił. Ale teraz, kiedy są już wykonane, umieszczę je na własnej ziemi, podświetlę je odpowiednio, wyeksponuje, żeby były widoczne. Co więcej, moja posesja znajduje się jeszcze bliżej szkoły i w związku z tym obok nich będzie przechodzić jeszcze więcej dzieci. To będzie dla nich lekcja patriotyzmu – mówi mieszkaniec ul. Marcinkowskiego.
Mariusz Pojnar

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *