Edwin Cheruiyot Melly znów wygrywa Półmaraton Solan

Był latach 70’ taki serial „Pogoda dla bogaczy”. Nie pamiętam, o co tam chodziło, ale ten tytuł chodził mi w sobotę po głowie przez pół dnia. Pogoda dla bogaczy to właśnie słońce, gorąc, jakże idealne dekoracje pod jacht, kuso ubrane panny, kolorowe zimne drinki, bryza od morza.

I niby w sobotę wszystko było, no może prócz jachtu. Słońce, było, gorąc, kuso ubrane dziewczyny, kolorowe drinki z isostaru serwowali eleganccy młodzieńcy z MOSiRu, bryzę dawały zraszacze i hydranty. Może i była to pogoda dla bogaczy, ale na pewno nie była to pogoda dla biegaczy.

Ekstremalna pogoda staje się wizytówką nowosolskiego biegu. Organizatorzy próbują różnych sztuczek, żonglują terminem, zmienili godzinę startu na późno popołudniową, wszystko na nic. Już w południe było jasne, że będziemy mieli kolejną edycję nowosolskiego biegu w piekarniku, że przy asfalcie będzie ponad 40 stopni, że nie będzie ani jednej troskliwej chmurki nad głowami uczestników. Na ostatnie chwile przed startem zawodnicy próbowali szukać jeszcze kawałka cienia, ale nie wszyscy, na przykład nasz redakcyjny kolega Mariusz Pojnar, czy Tomek Woźny przed biegiem zagrali sobie jeszcze połówkę meczu w barwach Błękitnych Lubięcin i za tę fantazję srogo zapłacili w końcówce biegu.

Piąty kilometr, nawrót. Co roku spotykamy się tam w podobnym towarzystwie, tym razem było tłoczno, prócz zazwyczaj spotykanych tam sędziów, była jeszcze załoga firmy Model, która szykowała napoje i obierała banany dla biegaczy. Gdyby rozdawali nieobrane, gdyby każdy rzucał skórki gdzie chce, na trasie mogłyby mieć miejsce sceny z tanich komedii i poślizgami na skórce od banana. Chłopaki z MOSiRu wystawili 1500 butelek z wodą. Rozmowy dotyczyły głównie tego, za ile minut pojawią się pierwsi zawodnicy, że przy takiej pogodzie to będzie z 13, 15 minut.

Pojawili się pomiędzy, o 17:14 na nawrót wbiegli Kenijczycy Edwin Cheruiyot  Melly z numerem 716 i jego krajan z Kenii Henry Kemboi (nr 178) biegający w zespole Węgra Zsolta Benedeka.

Za nimi na zakręcie zamajaczyły falujące od gorąca postacie Adama Draczyńskiego i Adama Marysiaka. Kiedy wykonali nawrót, Marysiak zerknął do przodu, jak daleko są Kenijczycy. Skwitował to krótkim „o kurdę”. Wiedzieli już chyba, że tego dnia Kenijczyków złapać będzie okrutnie trudno.
Piątym na nawrotce był Jacek Stadnik, a potem mocna grupa z naszymi zawodnikami: Michałem Fedorczakiem, Pawłem Bajranem, Sebastianem Sobczakiem, a kawałek za nimi był już Piotrek Mikołajczyk i Fabian Sternik. Przed biegiem szczerze mówiąc obstawiałem, że niespodziankę może zrobić Michał Fedorczak i niewiele się pomyliłem, pobiegł rewelacyjnie.

Dwie pierwsze dziewczyny na nawrocie to także Kenijki: Biwott i Matebo, potem Paduszyńska, a jako czwarta Anna Pogorzelska. Cały peleton – od pierwszej dwójki po karetkę – przez nawrót przebiegał 20 minut. Ci pierwsi niemal w takiej kolejności ukończyli bieg, zmiany były kosmetyczne, Fedorczak w połowie dystansu miał 46 sekund straty do Jacka Stadnika, w drugiej części biegu wyprzedził zawodnika z Krosna Odrzańskiego i uzyskał sporą przewagę.

Pogoda w tym roku pozbawiała złudzeń, że może trafi się nam jakiś rekordowy czas. Pierwsi finiszowali wspomniani Kenijczycy, z czasem 1:09:11 wbiegł na metę jako pierwszy Melly, 11 sekund później metę przekroczył Kemboi. Melly wygrał też rok temu, wtedy był wolniejszy o ponad dwie minuty.

Pięć i pół minuty później finiszowali kolejni, najpierw Marysiak (1:14:54), potem Draczyński (1:14:58). Rok temu na metę wbiegli w odwrotnej kolejności z dwiema sekundami różnicy, ale wtedy z podium zepchnął Draczyńskiego Iveruk i Kenijczyk Kibire.

Jako piąty wbiegł na metę Fedorczak (1:15:09), kolejni to Stadnik, Sommer, Bajran, Sobczak i Kowalczuk. W pierwszej dziesiątce mieliśmy aż pięciu naszych biegaczy. W sumie w biegu wzięło udział 122 panów i 39 pań z powiatu nowosolskiego.

Po ubiegłorocznych obiekcjach uczestników co do rozlokowania punktów z napojami, w tym roku doszło do zmian i punkty odżywcze mieliśmy w okolicach startu, na ul. Kościuszki i w okolicach nawrotu.
Była też osobna „Stacja Paliw NGB” gdzie jak informował napis, udzielano H20 naturalną dla wszystkich, i H20 niepasteryzowaną dla biegnących z logiem NGB.

Ta stacja to jeden z kolorowych elementów biegu. W tym roku niewątpliwą furorę zrobiła załoga Teamu Zacisze z bębniącym Maćkiem Koszelą, z trąbiącym Damianem Papisem, ze sztabem ludzi, którzy zrobili coś, czego mi na tym naszym biegu zawsze trochę brakowało. Zrobili jeden wielki fun, z muzyką, z plakatami, z odpalonym na zicher hydrantem, z napojami, z ogromnym uśmiechem. Bez wątpienia w tym roku byli jednymi ze zwycięzców tego biegu, nadali mu bowiem tą swoją akcją charakteru. Są takie zabawowe ekipy na różnych imprezach sportowych, na szczęście od tego roku są też i u nas. Liczymy na powtórkę za rok i na godnych naśladowców. Ci, którzy biegnąc padali niemal na twarz, dzięki tej wesołej bandzie odzyskiwali uśmiech i siłę, bo skoro czytali na jednym z plakatów, że „Chuck Norris wymiękł, ty dasz radę”, musieli dać radę.
Trudno w tym artykule zamieścić wszystkie wyniki, które są przecież dostępne w internecie. Za tydzień przedstawimy opinie o biegu tych, którzy wzięli w nim udział.

Organizatorom należy się uścisk ręki za fajny bieg. Kawał dobrej roboty.

Panie Romku, ten XXXIV Półmaraton Solan bardzo by się Panu podobał. Chłopaki dali radę, Grzesiek nabiegał 1:22:48 i był 23., Arek 1:37:01 i był 96, może być Pan z nich dumny. Jak i z tej całej bandy, która w ubiegłą sobotę biegła w tym skwarze w biegu, by uczcić też przecież pamięć o Panu.
Marek Grzelka

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *